Naklikałam to na innym wątku, ale wam też wkleję
dzisiejszy wieczór:
Młoda zasnęła w samochodzie jak wracałyśmy od babci.
Wtaszczyłam ponad 17kg żywca plus siaty na 3 piętro (bez windy oczywiście

przedwojenny blok z wysokimi piętrami

).
Tradycyjnie jak tylko Zuza znalazła się na łóżku to się obudziła
i ryczy
czego?
"bo nikt mi nie chce poczytać bajek i ze mną pleżeć"
Jestem zmęczona, zdenerwowana na inne rzeczy, przeziębiona na maxa i jeszcze potwornie rozbolał mnie brzuch...
"Zunieczko kochanie, bardzo boli mnie brzuszek, zrobię sobie herbatę, pójdę do kibelka i przyjdę chwilę z tobą poleżeć"
Siedzę na kiblu i słyszę:
"poczytasz mi bajkę?"
"nie, bo boli mnie gardło" (skrzeczę jakbym przechodziła mutację i duszę się od kaszlu co 5 minut)
"to ja sobie pooglądam książeczki sama"
Ok.
"Jak nie spisz to choć umyjemy ząbki, rączki i buzię, bo jesteś cała brudna"
(marudzi ale idzie)
Naszykowałam szczotkę i pastę
"otwórz buzię kochanie"
(naburmuszona zaciska usta bo chciała sama myć. Sama myła rano więc teraz ja muszę porządnie wyszorować. Zanim zbankrutujemy na dentystę, bo mimo wszelkich starań młoda ma już 4 plomby)
"Myszko, ty myłaś rano a teraz mamusia umyje tak dokładnie, żeby ząbki były czyste i zdrowe"
(buźka nadal zaciśnięta)
"otwórz proszę buzię kochanie"
Nic.
Jeszcze 4razy grzecznie proszę.
Potem hamując inne odruchy zostawiam szczoteczkę i wychodzę zrobić sobie heratę.
Słyszę płacz przeokrutny.
"Bo trzeba było powiedzieć: sezamie otwórz się" wyje Zuzulec
Zaciskam zęby. Normalnie bym wymysliła jakiś zabawny sposób na namówienie buźki do otwarcia (np. pirat będzie szukał skarbów w ząbkach albo kotek myszek) ale nie dziś.
Z łazienki nadal dobieg płacz.
W końcu idę i myję jej zęby bredząc coś o konsekwencjach róznych zachowań.
Myjemy rączki i buzię i wysłam dziecię do łóżka.
"zaśpiewasz mi kołysankę?"
"nie dam rady, ale poleżę z tobą chwilkę"
Leżymy.
Tzn. ja leżę trzymając się za skurczony żołądek a Zuzia wierci się i gada.
W końcu mówię, że pójdę już bo ją rozprasza moje towarzystwo i szybciej zaśnie jak nie będzie miała do kogo trajkotać. Wychodzę z pokoju przy akompaniamencie tłumionych skiełków
Oczywiście po chwili mał już śpi a ja mam znowu moralniaka, że za mało się starałam
