KASIA ...z tym cyculkiem to spokojnie.....Kasperek też musi być na to gotowy......może potrzeba mu jeszcze tygodnia lub dwóch......Jak mój bardzo walczył ...i ręce mi już opadały, że nie dam sobie rady to mąż powiedział...."SPOKOJNIE! ......nie denerwuj się, pokarm go jeszcze.....a za 2-3 tygodnie znowu spróbujemy" no i tak zrobiliśmy! To wcale nie oznacza,że obyło sie bez łez.......NIE!......ale to był już spokojniejszy płacz......nie "zanosił się"! .....no i tak bardziej marudził niż płakał.....to był płacz bez łez! i łatwiej mi go było znieść.
Wcześniej jak próbowałam mu nie dawać cycusia to mocno płakał, "zanosił się" i buźka mu spuchła! Na drugi dzień miał jeszcze podkrążone oczy! Bardzo mi było przykro! ......i źle to znosiłam!
Odstawianie od piersi było dotąd dla mnie najtrudniejsze w wychowywaniu Franka. Także cieszę się, że mam to już za sobą.
Zatem trzymam kciuki za Was, bo wiem jakie to trudne.
Gratuluję nowej KOMÓRKI!!!! ......nic tak nie poprawia nastroju kobiecie jak coś nowego! Pomysłowy ten Twój mąż! :_&:
Odnośnie żywienia to faktycznie we Francji je się inaczej......ale bardzo mi się to menu podoba! Byłam kiedyś na wycieczce w Paryżu i w Lyone (nie wiem czy dobrze napisałam) ....nocowaliśmy w domach u prywatnych rodzin.....bardzo miło nas ugościli! Nocowałam u jednej rodziny z koleżanką. Po wieczornej kąpieli koleżanka -w wałkach na głowie -nie trafiła do naszego pokoju.....tylko........do sypialni gospodarzy!!........a oni ...zdziwieni......zerwali sie na równe nogi!.......

.....śmiechu było po pachy! Rano ubrałyśmy sie i głodne jak wilki zeszłyśmy na śniadanie.......coś ładnie pachniało........zaczęłyśmy marzyć o gorących parówkach!........a tu ........tylko dżemik, miodek i francuskie pieczywko ! Jakie my byłyśmy mało światowe! ....Ach!...... te nasze polskie przyzwyczajenia! A Ty jaką kuchnię prowadzisz u siebie w domu????
Buziaki