Witajcie

Tak dużo nas się zebrało

nie sądziłam, że aż tyle.
Być może niektóre z Was pamiętają mnie z wątku sierpnióweczki 2008. Długo zastanawiałam się czy powinnam zacząć pisać, bo to wciąż jeszcze bardzo boli, bardzo pomaga mi obecność męża i rodziny. Nie mogę uwierzyć, że już nie jestem w ciąży, a przecież było tak dobrze, czułam się świetnie, nic mi nie dolegało i tu nagle taki szok. Po pierwszym plamieniu 15 stycznia byłam u lekarza dzidzia rozwijała się dobrze, nie było żadnych krwiaków, cieszyłam się, że wszystko jest ok. Tydzień temu z piątku na sobotę w nocy czułam bóle brzucha, a rano zobaczyłam brązową wydzielinę, mąż mnie jeszcze pocieszał, że wszystko będzie dobrze, poszłam do lekarza i po badaniu zobaczyłam niedowierzenie w jego oczach, szukał pęcheryka ciążowego, w końcu znalazł, ale on był już pusty, byłam w szoku jak to możliwe, że jeszcze 10 dni temu było tam dziecko, a teraz go nie ma. Lekarz określił ciążę na 6 tydzień, a powinien rozpoczynać się 12. Nie wiem jak dotarłam do domu i wszystko puściło beczałam całą sobotę, potem wstąpiła we mnie iskierka że możew jeszcze nic straconego, siostra poleciła mi innego lekarza, mówią, że nadzieja umiera ostatnia, ale a czekając na swoją kolej czułam, że jednak nic z tego nie będzie i potwierdziły się moje najgorsze przypuszczenia - brak tętna, ten lekarz też oreślił ciąże na 6 tydzień, jak to możliwe skoro 10 dni wcześniej widziałam dużo większy płód. Najgorsza jest utrata ostatniej nadziei.W poniedziałek miałam zgłosić się na zabieg, położyli mnie do szpitala, po wstępnyh badaniach przesuneli zabieg na wtorek, jednak po poniedziałkowe kolacji rozpoczęły się bóle i wtedy straciłam ciążę samoistnie, zrobili usg i stwierdzili, że odstąpią od zabiegu, pobrali krew na beta HCG pierwszy wskaźnim był wysoki i wskazywał na 6 tydzień ciąży, wynik powtórzyli na 3 dzień, zaczął spadać, w szpitalu leżałam 5 dni w piątek wypuścili mnie do domu, myślałam, że tam będzie lepiej, ale jest lepiej jak z kimś jestem, bo jak jestem sama to rozdziera mnie pustka, coś ze mnie wyrwano, odrobinę serca? Wy też to czujecie? Najgorsze są bezsenne noce, kiedy mąż idzie na zmianę nocną. Najgorsze jest to,że nie wiem co powiedzieć ludziom, szczegolnie tym którzy wiedzieli o tej ciąży, bo to jeszcze nie zagojona rana. Mówią, że jeszcze jestem młoda i bedę miała jeszcze niezłą gromakę, ale ja boję się, że powtórzy się ta sytuacja . To dziecko to była moja nadzieja na lepsze jutro, straliśmy się o nie trochę czasu, a potem mi tą nadzieję zabrano.Wpiątek mam wizytę kontrolną. Wiem, że czas leczy rany i z czasem przestanie to tak boleć.
Za kilka miesięcy jak lekarz nie zabroni zaczniemy się starać o kolejną kruszynkę i zrobię wszystko aby donosić tę ciążę. Chciałabym znowu zacząć pisać w nowym radosnym wątku.
P.S. Przepraszam dziewczyny, że tak się rozpisałam, ale musiałam to wyrzucić z siebie.
Trzymajcie się cieplutko.