|
Fakt, że trafiłam na to forum zawdzięczam właśnie temu panu. Niestety szukam tutaj opinii w celu zmiany lekarza prowadzącego, którym do tej pory on "BYŁ". Fakt, ze pracuje w klinice Damiana mnie zszokował. O tej klinice słyszałam pozytywne opinie. Jednak nie mogę powiedzieć tego samego o tym lekarzu. Prowadził mi ciąże w przychodni na Soczi (publiczna)do dziś. Powiem tak, gdyby nie starania wspaniałej położnej zrezygnowałabym już wcześniej. Wizyty wyglądały następująco: Dzień dobry, co słychać? aaa wszystko w porządku (bo wyniki mam dobre), zero komentarza o wynikach, lub o obecnym stanie dziecka po obejrzeniu USG, zero informacji. Jedno pytanie mi zadawał: czy są upławy? a czystości nie zrobił do tej pory. Na moje bóle pleców, pozostał obojętny, nie zalecając nic. Z lektury się dowiedziałam ze basen jest wskazany, dopiero gdy sama zapytałam dziś czy mogę ćwiczyć-pływać na basenie, z lekką ironią przytaknął. Mam pracę stojącą, więc nogi mam z kamienia i plecy też nie odpoczywają. W książeczce ciąży zauważyłam, że za każdym razem stawia kreskę przy obrzękach i żylakach nawet nie patrząc na nie, obejrzał raz hmm w 5 miesiącu. Dziś się miarka przebrała. Ponownie mówiłam o bólach pleców, oraz zmęczeniu fizycznym od pracy, męczące dojazdy w upały po godzinie w 1stronę (praca stojąca-dodam CH Arkadia-pogrom klientów) i że chciałbym iść na zwolnienie (dodam, ze w firmie juz wszystko ustalone z szefem i załatwiona osoba na moje zastępstwo). Na początku udał, że nie rozumie o co chodzi-jakie zwolnienie? Tłumacze. Padło pytanie gdzie pani pracuje? tłumacze jw. charakter pracy i sytuacje i moje samopoczucie. Bąknął coś o braku przeciwskazań, braku przepisów. Kiedy starałam się wyjaśnić przeciwskazania i ponownie moje złe samopoczucie oznajmił, ze moja praca go nie obchodzi i że mogę oczywiście udać się do lekarzy którzy chętnie takie zwolnienia wydają? Ale on nie ma zwyczaju i wyszedł bo wybiła magiczna godzina końca pracy. Krótko mówiąc zostałam potraktowana po chamsku.
Długo nie mogłam się uspokoić, ale co go to obchodzi... nie płacę.
|