Witam Was wszystkie.
Jestem tu kompletnie nowa a na strone przypadkowo natrafilam wczoraj szukajac kalendarzykow wyliczajacych dni plodne. Poczytalam, poplakalam i prawde mowiac od wczoraj zastanawialam sie czy napisac...Chcialabym Wam tyle rzeczy powiedziec i nawet nie wiem od czego zaczac wiec przepraszam jesli bede troche chaotyczna.
Przede wszystkim nie mialam pojecia ze jest nas az tyle i zaluje ze nie mialam tej strony wczesniej-wtedy kiedy tego najbardziej potrzebowalam.
W zasadzie przeszlam 2 tragedie
1. Tez jestem po stracie w 14 tc. Wszystko bylo super do momentu jak zaczelam krwawic. Wiec od razu do szpitala i jakie bylo moje rozczarowanie jak mi tylko zmierzyli cisnienie i puls i wyslali do domu mowiac ze wszystko jest w porzadku. Zadnej kontroli ginekologa, a na najblizsze usg mogli mnie przyjac za tydzien (dziewczyny mieszkajace w Anglii beda pewnie wiedzialy o czym mowie) Jak poszlam na usg 10.11.2005 to okazalo sie ze Nikolka nie zyje

. Lezala sobie taka malutka i spokojna na dnie macicy. Szok, rozpacz, lzy i bol. Nastepnego dnia mialam zabieg. Obudzilam sie z narkozy i poczulam sie tak, jakby ktos wyjal mi wszystki wnetrznosci. Taka pusta w srodku. Czulam sie jak przekluty balon z ktorego uszlo powietrze. A potem przyszlo najgorsze-wyrzuty co zrobilam zle albo czego nie zrobilam, niestawienie sie w pracy itd. Lezalam tylko na lozku i patrzylam w sufit. Stracilam kontakt ze swiatem zewnetrznym, nie docieralo do mnie absolutnie nic. Nawet siku potrafilam zrobic pod siebie bo nie czulam potrzeby fizjologicznej. Tylko dzieki oddanym przyjaciolom jakos doszlam do siebie bo partner zaczal pic mi wyrzucac wiec odeszlam.
2. Doszlam do siebie powolutku, znalazlam nowa prace i nowego partnera za ktorego wyszlam za maz. Wielkie plany, nadzieje i starania sie o dzidziusia. Jak sie potem okazalo starania tylko z mojej strony. Co miesiac czekanie czy pojawi sie okres i ta nadzieja. Ale ktoregos dnia moj ex-maz zabil ta nadzieje i powiedzial mi prawde...Ze w trakcie trwania malzenstwa zrobil sobie operacje i ze nie moze miec dzieci...

nie dodam nic wiecej poza tym ze z tego wzgledu dzis jestem juz po rozwodzie.
Tak to wyglada w najwiekszym skrocie, wyrzucone z siebie jednym tchem.
Od odejscia Nikolki minelo juz tyle czasu a dla mnie to wszystko jest wciaz bardzo swieze. Czesto Nikolka przychodzi do mnie w nocy i albo pamietam te sny albo moj obecny chlopak mowi mi tyko rano ze jak sie kladl (pracuje w nocy) to pytalam czy Nikolka jest przewinieta i czy spi spokojnie...
Teraz jestem z nowym chlopakiem i staramy sie o dzidziusia 4 miesiace i nic. W tym miesiacu znow probowalismy wiec teraz oczekiwanie na okres-powinien byc 11 kwietnia.
Rozpisalam sie troche, wiec dziekuje za wysluchanie i cierpliwosc. Ale ulzylo mi troszke. Dziekuje