Synek zasnął, może zdążę coś napisać…

Zacznę od tego, że całą ciążę mieszkałam w Ś-ciu i tam miałam lekarza. W 7 m-cu ciąży zadzwoniłam do Kamienia tel. 091 32 62 600, poprosiłam z dyżurną położną i spytałam, kiedy można zwiedzić szpital. Odpowiedź – kiedykolwiek, weekendy też. Pojechaliśmy w sobotę, położna oprowadziła nas po prawie wszystkich salach (pytała mamy czy można). Proponuję zrobić to samo, to lepsze niż opisy innych. U mnie akurat położna, która pokazywała szpital była potem przy porodzie, pamiętała mnie zresztą.
Co do atmosfery i personelu. Dla mnie bardzo mili, uczynni, kompetentni. Ale jest ich mało i lekarzy i pielęgniarek. W tym szpitalu jest pusto! Długi pusty korytarz, zamknięte pokoje, cisza, spokój. Ginekologia jest w innej części, więc jesteś tylko w gronie przyszłych i już obecnych mam. A konkretniej to w swoim własnym gronie, bo sale po porodzie są jednoosobowe. Chyba tylko na patologii są po 2 łóżka. Zaraz obok jest oddział neonatologiczny, więc pomoc przy noworodkach w zasięgu ręki – przychodzą często zwłaszcza jak słyszą płacz dziecka. Pomagają przy karmieniu. Jest laktator, można wypożyczyć. Jedna z pań o 3-ciej w nocy ratowała mi piersi (zastój) i była przy tym spokojna, uprzejma i pomocna.
Co do porodu. U mnie był z komplikacjami, zakończony cc. W części „naturalnej”: polecam kogoś z rodziny do towarzystwa, nie siedzą z tobą cały czas. Jak pisałam, mało personelu. Często KTG, poza tym można chodzić. Zapowiedziano mi, że jeżeli będę rodzić „dołem” to będą nacinać. Golą tylko tam, gdzie będzie cięcie. Robią lewatywę. To było parę sekund, bardzo delikatne i w intymnej atmosferze. Poza tym siedziałam z mężem i całkiem miło spędzałam czas (między skurczami oczywiście…).
Cięcie. Szybko, sprawnie, dobrze zszyte. Dziecko dają do przytulenia i zabierają na badania. Jak wyjechałam z sali operacyjnej mężuś i synek czekali na mnie. Karmienie po ok. 30 min. od cięcia.
Muszę kończyć
