Dzisiaj jest wt maja 05, 2026 11:55 pm


Forum ciąża

» Zdrowie Kobiety » Po stracie

Strefa czasowa UTC [letni]




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 485 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 25  Następna
Autor Wiadomość
 Tytuł:
Post: wt mar 04, 2008 11:33 pm 
Awatar użytkownika

Rejestracja: wt gru 04, 2007 8:51 pm
Posty: 1566
Lokalizacja: gościcino
Witaj Gosiu ja również słyszałam o tragedii która cię spotkała :cry: :cry: :cry:

Pisałam już na tym forum też co mi się przydażyło też straciłam mojego synka w 35 tyg. ciąży 27.11.2006 :cry: :cry: odeszły mi wody nad ranem i pojechaliśmy do szpitala lekarz twierdził,że mam skurcze ale ja ich nie czułam bo były słabe,miałam cc bo mały był ułożony pośladkowo, dostałam znieczulenie pielęgniarka sprawdzała czy już działa zaczęła kłuć igłą czy coś czuję mi było wszystko obojętne więc powiedziałam że nic nie czuję,więć jak lekarz wziął skalper to ja w głos od razu czułam wszystko (nie byłam do końca znieczulona)obudziłam się dopiero na sali i mały leżał w łóżeczku szczerze nikt mi nie powiedział nic co się stało zapytałam się pielę. co urodziłam bo miała być niespodzianka powiedziała że chłpoiec a ja czy zdrowy ona tak i tyle wiedziałam, potem przyjechał mąż położył go obok mnie był spokojny tylko czasami tak dziwnie "postękiwał"mąż jechał do pracy na noc przyszli rodzice mały nadfal stęka powiedziałam pielęg. ona przyłożyła go do piersi ale niechciał pić za chwilę przyszła lekarka zbadała go i wzięli go do inkubatora gdzieś około godz. 22 przyszli się zapytać czy chcę ochrzcić dziecko powiedz. że tak tylko zadzwoniępo męża,mówili że to tak dla ostrożnośći bo niewiadomo co dokładnie jest małemu.Dostałam tabletki przeciw bólowe zastrzyki aby móc jechać choćby na wózku do synka bo byłam zaledwie 6 godz. po cc ale dałam radę.Rano przed godz. 8 mówią że chcą zawieść małego do Akademi do Gdańska musiałam najpierw napisać przez łzy zgodę pisemną że go tam zawiozą ewentualnie gdzyby się coś wydarzyło w drodze do Gdańska.Przyjechała moja siostra z teściową do mnie a mój mąż jechał z ojcem do Akademi,po około 2 godz. wzięli mnie na inną salę gdzie byłam sama i powiedzieli mi że mój synek zmarł w drodze do szpital i oczywiście zastrzyki na uspokojenie to było straszne, musiałam jeszcze o tym powiedzieć mężowi, żeby wracał z powrotem do mnie.Nikt nam nic nie mówił co się stało dopiero sekcja zwłok wykazała że miałam w sobie paciorkowca i to była przyczyna śmierci naszego dziecka.Byłam w szpitalu cały tydzień mój mąż też zemną był przez ten cały czas gdyby nie on to niewiem co by się ze mną działo.Kazał mi obiecać że niebędę myślała ani mówiła że to z mojej winy się stało bardzo ciężko było te słowa powiedzieć ale musiałam mu obiecałam może i dzięki nim podniosłam się trochę psychicznie.Ja musiałam być na pogrzebie niechcieli mnie wypuścić ale ja sięuparłam i dostałam przepustkę na 2 godz. ale wróciłam gdzieś po 3 godz. może i dzięki temu że byłam na cmentarzu pomogło mi niewiem sama.
Mialam później zapalenia szwów 2 razy musiałam jeźdźić do swijego gina. aby pielęg. mi to wyciskała ( co za ból) a wiecie co mi powiedział gin. do którego chodziłam dał mi do zrozumienia jakby to była moja wina że tak się stało że każy człowiek ma swój krzyż(nie pamiętam jego słów dokładnie ale coś w tym rodzaju).W czerwcu 2007 dowiedzieliśmy się w końcu że jestem w ciąży początek był straszny bo szwy się goiły a zarazem rozciągały ale dało się wytrzymać.
Mój mąż też była cały czas przymnie wymyślałm mi zadania abym się nie nudziła, ale wiecie co było najgorsze jak widziałam małe dzieci np. byliśmy w kościele przed nami siedzieli rodzice z małym dzieckiem to ja prawie przez całą mszę popłakiwałam ukradkiem bo wróciły wspomnienia albo jak były chrzty to teżłzy sięsame nasuwały do oczu.

Pierwszą ciążę również przeszłam wzorowo wszytko mogłam robić nic mi nie było z porównaniem z obecną.W tej zrobiłam badania prenatalne czy dzidzia jest zdroa genetycznie wyszło dobrze, później posiew na paciorkowca w 32 tyg. ujemny ,niema go, w 37 powtórka na paciorkowca również ujemny.Teraz to nawet czuję skurcze przepowiadające poród,mały jest ułożony główką na dół i wszystko wskazuje że będę rodzic sn.

Jak dowiedzieliśmy że będziemy mieli znowu dzidziusia wszytko mięło tylko był strach na początku aby się znowu nie pojawił ten PACIORKOWIEC.

Mieliśmy również wiele pytań dlaczego to my dlaczego?
[/b]Gosiuwidocznie tak Bóg chciał penie dzięki tym jesteśmy bardziej silniejsi, może gdyby to spotkało kogoś innego nie byłby w stanie to znieść i żyć dalej.

_________________
Obrazek
Obrazek


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 

 Tytuł:
Post: śr mar 05, 2008 10:19 am 
.
Awatar użytkownika

Rejestracja: pn paź 22, 2007 8:35 am
Posty: 2418
Chcemy probowac o kolejne dzieciatko, ja tego jak najbardziej prgne, ale teraz bo moze wczesnie strasznie sie tego boje............. co bedzie i jak bedzie....

Boje sie ze nie bedzie mi dane posiadac dziecko, nikomu nigdy nie wyrzadzilam krzywdy, staram sie byc spokojna, nie pije i nie pale, nie uzywam "uzywek", dbam o siebie, maz dba o mnie, odzywiam sie zdrowo, w maire aktywnie spedzamy czas, a tu pach-nieszczescie, i obawa ze powtorzy sie, tak bardzo sie boje...

Mysle o corci, tesknie za nia, tak chcialabym ja przytulic, pocalowac...........


Wierze ze damy z mezem rade przejsc przez to, stram sie myslec racjonalnie.... Ale raz jest dobrze, i nawet usmiech sie pojawi na mej twarzy, a raz rycze i mam okropnego dola i dosyc dalej zyc-tak jest dzis....
Dlatego wybieram sie do malenkiej...popatrzec na nia


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: pt mar 07, 2008 3:31 pm 

Rejestracja: śr wrz 06, 2006 6:09 pm
Posty: 489
Lokalizacja: Wrocław/Kraków
Gosiu serce mi peka i mam łzy w oczach jak czytam Twoja historię. Bardzo przeżywam wasze straty chociaz Was nie znam. Odkad usłyszałam o Tobie Gosiu nie umiem się otrząsnąc. Ja co prawda straciłam pierwszą ciaże w 12 tyg a teraz mam swoją córeczkę, ale strasznie mi ciężko, że takie rzeczy sie zdarzaja. Nie wiem czemu Bóg robi takie rzeczy, dlaczego skazuje nas na takie cierpienie i zabiera takie maleństwa. Ale nie nam to osądzac i oceniać.
ja wierze w to, że nie może zawsze być żle. Że Będziecie miały swoje małe ukochane szczescia przy sobie. Trzymam za Was bardzo mocno kciuki, życze dużo szcześci i spokoju.

_________________
Obrazek

Obrazek


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: śr mar 12, 2008 1:27 pm 
Awatar użytkownika

Rejestracja: ndz lip 08, 2007 12:21 pm
Posty: 3222
Lokalizacja: z kątowni :)
Gosiu, Katarzynko i Sylciu tak bardzo wam współczuję, przeczytałam wątek ze łzami w oczach... mocno przytulam.... zapewniam o modlitwie, cóż więcej mogę ofiarować... :(

Dla waszych Aniołeczków [*] [*] [*] Obrazek

_________________
ObrazekObrazekObrazekObrazek


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: sob mar 29, 2008 1:41 am 
Awatar użytkownika

Rejestracja: śr sty 09, 2008 5:44 pm
Posty: 1470
Lokalizacja: łódź
syla77
łączę się z tobą w bólu i też nie rozumiem jak jest to wszystko możliwe w tych czasach i winię za to lekarzy bo nie zależy im a to jest dla nich poprostu kolejny przypadek i nic ich to nie interesuje.Nienawidzę ich za to
Mój synek zmarł po dwóch tygodniach po porodzie w wielkich męczarniach i bólu. Ten widok mojego dziecka tak cierpiącego te minki jego które wyrażały jak go boli będą prześladowały mnie do konca mojego życia a lekarze???? z uśmiechem na ustach co dzień uświadamiali mnie wtym " Pani dziecko umrze to tylko kwestia czasu..." dzień w dzień będąc w szpitalu umierałam razem ze swoim synkiem z rozpaczy...
Ale dziewczyny na tym portalu są przewspaniałe i pomogly mi z bólem po starcie i znowu zaczynam wierzyć że jeszcze będę szczęśliwą mamą nie tylko mamą Aniołka :-)
I mam nadzieję że również ty doświadczysz macieżyństwa i będziesz się uśmiechać do swojego dzieciątka...
Dla twojej córeczki (*) Teraz ona dba o ciebie tam z góry

_________________
Alanek (*) mój Aniołek 23.12.2007-06.01.2008
http://www.alanekkropiewnicki.pamietajmy.com.pl/

Obrazek


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: pn kwie 07, 2008 12:22 pm 
Awatar użytkownika

Rejestracja: pn kwie 07, 2008 11:27 am
Posty: 1050
Witam
Gochacicha
moja sytuacja wyglądała bardzo podobnie.
39 tydzień ciąży - termin porodu na 24 luty 2008.
Cała ciąża wręcz ksiązkowa, żadnych problemów, sama radość i oczekiwanie na przyjście córeczki. Ciąża planowana, wielka radośc nasza i naszych najbliższych.
Ostatnia wizyta u lekarza w 37 tc i nadal wszystko jak najbardziej ok- dzieciątko ważyło 2950.
Jednak nadszedł 18 luty - nie czułam ruchów maleństwa, mój niepokój wzrastał, ale dziecko było już duże a mój brzuszek niewielki i tłumaczyłam sobie że dzidziuś nie ma już tak dużo miejsca i dlatego jest mniej ruchliwy. Jednak dla pewności że wszystko jest ok pojechaliśmy do szpitala, gdzie na mizernej aparaturze nie było slychać bicia serduszka. Lekarz ze szpitala wysłał mnie i mojego męża do prywatnego gabinetu na usg i tam lekarz stwierdził że dziecko nieżyje. Kazał mi sie przyjąć do spitala i czekać do dnia następnego na wywoływanie porodu.
Mój mąż płakał, ja byłam w takim szoku że nie wiedziałam jak dojechaliśmy do szpitala.
We wtorek miałam wywoływany poród od 8:30 rano. Miałam całą noc na pożegnanie sie ze swoim dzieckiem. Mąz był caly czas ze mną w szpitalu.
Nie chciałam aby był ze mna przy porodzie, ale on stwierdził że "razem chodziliśmy na szkołe rodzenia i tak jak sie uczyliśmy rodzić razem tak razem urodzimy". I tak było - razem przez 10 godzin aż do samego końca, gdy zabrali nasza córeczkę i wszystko sie skończyło. Diagnoza - owinięcie pępowiną.

Ze szpitala wyszłam w piątek więc w sobotę razem z najbliższymi pochowaliśmy nasze dziecko.
Teraz nadal jest mi bardzo ciężko ale staram sie -dla mojego męża i dla rodziny, która była z nami przez cały czas. Mam dla kogo żyć i chce prowadzić w miare normalne życie. Codziennie myśle o mojej córeczce, która miała być teraz z nami i być naszym najwiekszym szczęściem.
Cały czas myśle jak to sie mogło stać i tylko jedno słowo przychodzi mi do glowy - DLACZEGO?
Jedyne co mnie trzyma, to myśl że bede mogła być jeszcze kiedyś mamą. Jest to moje największe marzenie i myśle że w przyszlości je zrealizuje jak minie ból i żal po stracie mojej córeczki - Oleńki.


Ostatnio zmieniony pn kwie 07, 2008 12:47 pm przez Monika1981, łącznie zmieniany 1 raz

Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: pn kwie 07, 2008 12:35 pm 
Awatar użytkownika

Rejestracja: pt sie 11, 2006 6:53 am
Posty: 10390
Lokalizacja: Wrocław
Gosiu, Katarzynko i Sylciu, Monika1981 siedzę i płaczę.... :cry: :cry: :cry: nie wiem co wam napisać.. patrzę na mojego synka teraz jak śpi i stwierdzam, ze jesteście bardzo dzielne..... ja nie wiem czy umiałabym żyć po tak ogromnej stracie.. czy chciałabym...

straciłam pierwszą ciążę w 8tc.. też to bardzo przeżyłam ale wasza strata.. dziecka które się widziało, czuło.... :cry: :cry: :cry: dla którego już był pokoik gotowy...... okropne.... ale jestem z wami całym sercem


Czy wiecie może dlaczego tak się stało dlaczego tak "po prostu przestają bić te malutkie serduszka"?

Sylwia a ty już wiesz?


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: pn kwie 07, 2008 12:52 pm 
Awatar użytkownika

Rejestracja: pn kwie 07, 2008 11:27 am
Posty: 1050
Ja też bedąc w ciąży mowiłam, ze musi wszystko być dobrze bo nie wiem czy bym przeżyła jeśli coś by sie stało mojemu dzieciątku. Widać kobiety muszą być silne, a ja teraz każdego dnia staram sie wyszukiwać powodów dla których warto jest żyć - pomimo tego że nie jest łatwo. Zwłaszcza ze ludzie nieraz w niezbyt miły sposób przypominaja mi o stracie dzieck. Niby chcą mnie pocieszyć, ale czasem wymyslają takie sposoby, że świat mi sie wali z powrotem.


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: wt kwie 08, 2008 5:10 pm 
Awatar użytkownika

Rejestracja: czw cze 07, 2007 3:37 pm
Posty: 447
Lokalizacja: Gdynia
Syla..wiem co czujesz...moja córcia żyła kilka chwil..bardzo za nia tesknie..chcialabym ja znowu przytulic...zbieram w sobie siły by wszystko opisac.. :cry:

_________________
Dominika 22.03.2008 http://naszejcoreczce.blog.onet.pl/
Obrazek
Obrazek


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: śr kwie 09, 2008 3:33 pm 

Rejestracja: pt sty 04, 2008 5:05 pm
Posty: 207
dziewczyny tak bardzo bardzo jest mi przykro czytam wasze wpisy i same lzy leca mi po policzkach podziwam was jakie wy jestescie dzielne i wspaniale los byl dla was okrutny ale wierze w to iz w koncu w waszym zyciu zagosci promyk slonca
ja mam 2 letnia coreczke a teraz jestem w 14 tyg ciazy i caly czas drze o moje malenstwo bo nigdy nie wiadmo co nas moze czekac dla mnie tylko zdrowko moich malenstw jest najwazniejsze
trzymajcie sie kochane
Obrazek

Obrazek



Dziecko jest chodzącym cudem, jedynym, wyjątkowym i niezastąpionym.


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: śr kwie 09, 2008 6:36 pm 

Rejestracja: pt mar 14, 2008 6:27 pm
Posty: 2475
Lokalizacja: śląsk
witam
przeczytalam wszystkie posty rycza jak bobr, mam dwoch synow kacper ma prawie 9 lat a paweł 4,5miesiaca kilka lat temu stracilam dwie coreczki Aleksandra mialaby 8 lat a Zuzanna 5. obie mialy wady genetyczne wiem ze nawet gdybym donosla ciaze to by umarly... ciezko mi bylo sie z tym pogodzic. cIAZA Z PAWELKIEM TO TEZ NIE YLA BAJKA W 12tc okazalo sie ze nt jest podwyzszone, szereg badan testy straszne to bylo lekarze ktorzy stwierdzili ze nie ma szans by byl zdrowy.... najchetniej od razu by usuneli... po amniopunkcji okazalo sie ze moj synek jest zdrowy, ta wiadomosc mnie uspokoila ale wciaz balam sie o jego zdrowie to chyba sie juz nigdy nie zmieni, ten stach by moje dzieci byly zdrowe zawsze bedzie
chcialaabym by jeszcze kiedys udalo mi sie zajsc w ciaze, wiem ze zadne dziecko nie zastapi mi coreczek ktore zmarly, zawsze bede pamietac i czuc bol po ich stracie
teraz wiem ze musze byc silna nie patrzec tak bardzo w przeszlosc
musze zyc!
Obrazek

Obrazek

kochane zycze wam duzo sily i wiary ze bedzie kiedys dobrze

_________________
Obrazek
Obrazek
KACPER 07.10.1999
PAWEŁ 20.11.2007


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł: nigdy
Post: śr kwie 09, 2008 7:24 pm 
Awatar użytkownika

Rejestracja: pn lut 25, 2008 5:48 pm
Posty: 515
nigdy się nie zapomni, prawda, ja czuje się jak by mi ktos doczepil taki wielki ciężki kamień na sercu, wiem że nigdy już nie odejdzie - staram się nauczyć żyć (w innej wersji:-))

moja coreczka umarła, nie dlatego że miała chore serduszko, czy miała chorobę genetyczną - nie. Umarła, bo lekarze nie potrafili zdiagnozować u nie zwężenia tchawicy (pieop**** 0,5cm).
Patolog, który robił sekcję mojego maleństwa stwierdził, że "powinni byli to zauważyć" - a nie ładować w nią antybiotyki na zapalenie płuc.
Myślę, że winę ponosi szpital, który po prostu nie posiadał bronchoskopu. Muszę przyznać, że lekarze biegali przy niej dzień i noc - ale co z tego jak nie potrafili zdiagnozować rzeczywistej przyczyny...

ehhh ja już teraz nawet nie pytam "dlaczego" - bo bym trafiła do wariatkowa.

staram się o dziecko - może moje maleństwo będzie czuwać nad dzidzią?

popłakałam się znowu....


kochane kobitki, a czy do momentu kiedy taka tragedia nas dotkneła nie sądziłyście że wszystko będzie dobrze - że nawet jak się widziało lub słyszało o takich lub innych tragediach to to wami wstrząsało ale nigdy nie dopuszczałyście myśli że to WAS spotka?
Ja tak myślałam - może po prostu nie wolno być niczego pewnym i nauczyć się trzeba pokory - w każdym aspekcje życia... praca, dom, rodzina...????


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: śr kwie 09, 2008 11:05 pm 
Awatar użytkownika

Rejestracja: czw cze 07, 2007 3:37 pm
Posty: 447
Lokalizacja: Gdynia
Syla pewnie cos w tym jest...ja bylam gotowa na to,ze dzieciatko moze nie byc do konca zdrowe,ale nigdy ze mnie tak szybko opusci.. :cry:

Ja czekam na wyniki sekcji...to czekanie jest najgorsze...

_________________
Dominika 22.03.2008 http://naszejcoreczce.blog.onet.pl/
Obrazek
Obrazek


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł: hej
Post: czw kwie 10, 2008 8:28 am 
Awatar użytkownika

Rejestracja: pn lut 25, 2008 5:48 pm
Posty: 515
Kochana, kiedy masz wyniki?
Daj znać co się stało!

Wiem - my tez czekaliśmy na wynik sekcji - ponad 3 tygodnie


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: pt kwie 11, 2008 10:58 am 
Awatar użytkownika

Rejestracja: pn kwie 07, 2008 11:27 am
Posty: 1050
Syla,
masz racje - czowiek powinien sobie zdawać sprawe z tego że coś może sie wydarzyć- ale ja też jakoś przez całą ciąze widzialam tylko szczęśliwe mamy z wózkami. Najpierw czekalam do skończenia tych pierwszych 3 miesięcy , a potem martwiłam sie dopiero w 8 miesiącu żeby nie za szybko się urodziła, ale tego że coś może sie wydarzyć po sam koniec to nigdy bym nie przypuszczała.
Ale wierze, ze to co nam sie przytrafiło to było coś najgorszego w życiu i teraz może być już tylko lepiej. Nie ma innej opcji !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Ja tez za kilka miesięcy chce sie zacząć przygotowywać do następnej ciąży i Tobie również życze powodzenia. Wiem, ze bedzie bardzo ciężko bo narazie bardzo sie boje nawet myśleć o tym co będzie, ale nie można sie poddawać.
Musimy myśleć pozytywnie o przyszłości i o tym że jeszcze dane nam bedzie szczęśliwe życie z pięknymi maluszkami u boku.


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: pt kwie 11, 2008 12:33 pm 
.
Awatar użytkownika

Rejestracja: pn paź 22, 2007 8:35 am
Posty: 2418
jejku, rozplakalam sie :(

Monika1981, spotkala nas identyczna sytuacja...koszmar. U mnie lekarze tez sadzili jeszcze przed porodem ze moze uduszenie pepowina, ale NIE, co okazalo sie podczas porodu. Tez czekamy na wyniki sekcji, jeszcze jej nie znamy. I nawet nie dzwonilam do szpitala, boje sie. Siedze w domu i mysle i mysle, brakuje mi coreczki :( i to coraz czesciej,.
zagladam do mamusiow z forum marcoweczki 2008, wszystkie juz urodzily, zazdroszcze im, mialam tez tam byc, chwalic sie nasza ksiezniczka...ale jej nie ma...nie ma.... Narasta we mnie zlosc...na swiat, bo nie znam odpowiedzi dlaczego.
Zycie toczy sie dalej, ale nie da sie zapomniec i zyc tak poprostu jak dawniej. Bylam w ciazy, ona zyla we mnie, i tego nie da sie zapomniec, brzuszek na fotkach przypomina mi o niej, fotki i filmik z usg.

Maz nie widzi juz jak placze, staram sie nie rozklejac przy nim...Wole w samotnosci, jak on jest w pracy. Ja jestm na koncowce macierzynskiego, obecnie szukam pracy bo z poprzedniej zrezygnowalam. Bedziemy starac sie..zobaczymy jak bedzie. Boje sie ze jak zajde w ciaze to zaczne sie stresowac, a ja jestem nerwowa osoba, i boje sie ze zaszkodzi. Znam siebie i nie pogodze sie i nie poradze sobie jak kolejny raz strace dziecko.

Dobrze ze nie jestem sama, mam was.


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: pt kwie 11, 2008 12:37 pm 
.
Awatar użytkownika

Rejestracja: pn paź 22, 2007 8:35 am
Posty: 2418
poza tym tysiac razy kalkulowalam ostatni tydzien przed tragedia, i chyba sama sie domyslam jaki byl powod, ale poczekam na wyniki.... Jesli sie potwierdzi to .....wole nie myslec co sie stanie


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: pt kwie 11, 2008 3:17 pm 

Rejestracja: śr wrz 06, 2006 6:09 pm
Posty: 489
Lokalizacja: Wrocław/Kraków
Gosia, nie wiem co miałas na mysli pisząc swojego posta, ale pamiętaj, zeni nie ma takiej możliwości abyś to Ty była winna tej tragedi. Nie wiem dlaczego tak sie dzieje, ale sa rzeczy na które nie mamy wpływu i pewnie jest tak i tym razem.
Trzymaj sie Kochana i daj znać jak Będziesz znała wyniki.

_________________
Obrazek

Obrazek


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: pt kwie 11, 2008 6:24 pm 
Awatar użytkownika

Rejestracja: wt gru 04, 2007 8:51 pm
Posty: 1566
Lokalizacja: gościcino
Witajcie długo tutaj nie zaglądałam

[/b]Gosiu nie możesz siebie winić ,że tak się stało.
W moim przypadku w na początku drugiej ciąży też miałam bardzo dużo wątpliwości i obawy jak się ciąża tym razem skończy, ale to uczycie u mnie było tylko na początku i jak robiłam pod koniec c.badania na paciorkowca.

Wiecie co mi daje do myślenia badania w czasie ciąży wyszły oba ujemne a jak mnie przyjmowali na oddział to zrobili ponownie, chyba domyślicie się że wyszły dodatnie czyli że paciorkowca miałam w sobie ale na szczęśćie mały urodził się zdrowy, bo dostałam 3 antybiotyki przed porodem.
Ale jak on się znalazł wemnie skoro badania jakoś 3-4 tyg. przed pordem wyszły ujemne

_________________
Obrazek
Obrazek


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 

 Tytuł:
Post: sob kwie 12, 2008 10:08 am 
Awatar użytkownika

Rejestracja: pn kwie 07, 2008 11:27 am
Posty: 1050
Kochana Gosiu,
ja tez tak jak ty przez kilka tygodni szukałam winnego - a największego w sobie - tylko po co. Zastanawiałam sie, że może czegoś nie zauważyłam. Że może za mało zrobiłam żeby uratować nasza córeczkę. Może mogłam zrobić sobie cesarke w 37 tygodniu itp.
Ale to nie ułatwiało mi życia tylko powodowalo, że jest mi coraz ciężej.
Najbardziej ciężko było mi przez to że lekarz powiedział, że nie ma wód jak stwierdził że straciłam dziecko. To przez cały czas nie dawało mi spokoju, że jak ja mogłam nie zauważyć że mi "może" wody odchodzą. Po wielu rozmowach i tłumaczeniach mojego męża wiem, że wody były jak dziecko sie rodziło - bo on to widział i chce mu wierzyć bo jest mi z tym łatwiej. Potwierdził to tez mój lekarz prowadzący.

Ja też staram sie oszczędzić mojego męża i nie płacze przy nim juz tak często, bo wiem że oddał by mi calego siebie żeby zmniejszyć mój ból.
A jak już jest mi bardzo ciężko i nie chce sie rozpłakać to mówie mu "nie pytaj o nic" i juz wie o co chodzi i tylko mnie przytula.
Na razie jeszcze do poniedziałku jestem w domu, potem wracam do pracy i też nie wiem jak bedzie. Staram sie przygotować na ciągłe pytania ze strony osób, które beda przychodziły do mojej firmy, ale wiem że jeszcze nie raz właśnie przez ludzi bede cierpiała.
Gosiu zrobiłaś tak jak ja wszystko przed i w trakcie ciąży żeby twoje dzieciątko było zdrowe. A na te inne rzeczy nie mamy wpływu.
Kochana masz wspaniałego męża tak jak ja i masz dla kogo żyć. Musimy się trzymać dla nich. Ja nie oglądam zdjęć i filmu z usg bo wiem że było by mi jeszcze cięzej. Nie zaglądam też na forum lutówek, na które lubiałam wejśc czasami i poczytać co czują dziewczyny w tym samym okresie ciąży co ja. Nie robie tego bo jak widze takie małe dzidziusie to serce mam jak kamień i zastanawiam sie jak wyglądałoby teraz moje dzieciątko.


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 485 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 25  Następna

Forum ciąża

» Zdrowie Kobiety » Po stracie

Strefa czasowa UTC [letni]


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 24 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Szukaj:
Przejdź do:  
Antykoncepcja - Bezpłodność - Planowanie ciąży - Objawy ciąży - Test ciążowy - Ciąża - Ciąża bliźniacza - Termin porodu - Objawy porodu - Poród - Laktacja - Niemowlę - Karmienie niemowląt - Macierzyństwo - Psychologia - Przepisy kulinarne - Uroda
Friends Pliki cookies forra