mialam wogole na jakis czas zagladac na forum e-mamy. Do 20.02.2008 nalezalam do forum marcowek 2008, bo przewidywany termin porodu mialam na 1 marca.....
7 czerwca 2007 roku w dzien bozego ciala poczeta zostala nasza coreczka, ktora juz goscila w naszych myslach od ponad roku, bo tak juz na powaznie myslelismy o dziecku...az stalo sie
Ciaze przechodzilam znakomicie, kwitnaco. Juz przed ciaza zaczelismy czytac co zazywac w czasie ciazy wiec juz wczesniej przyjmowalam kwas foliowy i witaminy dla kobiet w ciazy.... Z tygodnia na tydzien brzuszek rosl, pierwsze ruchy w pazdzierniku, czulam sie wspaniale, zadnego przeziebienia, zadnej goraczki, zero wizyt awaryjnych na pogotowiu, czy w szpitalu... Kazda wizyta u gin byla stresujaca ale konczyla sie usmiechem na twarzy bo bylo wszytko w porzadku. Mala starasza jakby o tydzien do produ. Widzielismy jej buzke, raczki, stopki, ucho-co ma po mezu:)
Pelno zdjec z usb mam w albumie, film na dvd w 7 m-cu ciazy.
Marysia byla przesliczna....
Nic nie wskazywalo na takie nieszczescie.........
Dwa tygodnie temu urodzilam Marysie w 39 tc- 21.02.2008 roku o godz 22..... niestety martwa

((((((((((((((((((((((( byla to sroda a pojawilam sie od tak sobie w szpitalu we wtorek, bo dzien wczesniej zauwazylam ze nie czuje jej ruchow, czkawek i zaniepokoilo mnie to. I poszlam tak sobie, z mysla ze to moze byc normalne, bo 10 dni przed porodem to nie ma juz miejsca na fikanie.....
i uslyszalam "brak tetna dziecka", potem usg-brak akcji serca............. koszmar, bol w klatce piersiowej, myslalam ze zawalu dostane.... i tak juz zostalam w szpitalu............. Nie rodzilam od razu bo bylo wiele porodow wiec czekalam na nastepny dzien... Cala noc zegnalam sie z mala, dotykalam brzuszka (130cm), wielki, z czuciem jej pupy, spala nie ruchoma.... lezalam na sali sama, tzn oni tak postanowili i dobrze, bo nie wyobrazam sobie lezec z kims.... straszne bylo to ze za sciana lezala kobieta z dzieckiem, ktore plakalo a ona je uspokajala lagodnym glosem....
Na drugi dzien od rana czulam minimalne skurcze (na noc dostalam na rozped tabletke na wywolanie), i tak od 9.00 bylam juz na porodowce, czekajac na rozwiniecie sie akcji i tak do 22.00. Chcialam zeby bylo juz po. Porod mialbyc najpiekniejsza chwila w moim zyciu, a byl horrorem, bol znioslam dobrze, ale ten koniec.... czuc malenka, jej cialko, a brak placzu, jej na piersi........ Caly ten czas mialam zamkniete oczy, do konca, az mnie posszywali i odwiezli do sali obok. Marysia wazyla 3530 i mierzyla 60cm, i byla przesliczna, wiem to od mamy bo byla przy mnie do konca (meza sama wyprosilam jak juz sie zaczelo, bo to przykre patrzyc na martwa coreczke, nie wiedzac jak to wyglada).
I zaczelo sie sto pytan do...?? Czemu, dlaczego??
Pepowina sie nie owinela, podczas badania specjalisty -zero wad . Sekcje pzreprowadzili i probki powysylali do trzech instytucji w Polsce, wiec czekamy na wyniki. Ma to potrwac okolo 30 dni.
W szpitalu bylam do soboty do poludnia, Marysie pochowalismy rano o 9. Ja nie uczystniczylam, nie moglam.... Pochowana jak chcialam: w bialej sukieneczce, pelerynce od chrztu, wiec cieplutko jej, biala gruba czapeczka, buciki.... Nad glowa umiecila mama jej aniolka, i nasze zdjecie ze slubu, sam maz wybral .....
W ta sobote bylam u corci poraz pierwszy, wylam bez konca. W niedziele tez...... BIaly krzyz, aniolek, pelno bialych kwiatow..... I tabliczka, z imieneim i nazwiskiem...... strasznie boli..............
Mam wspanialego meza...... Prawdziwy i partner i przyjaciel........
Choc bardzo to boli, i pytamy wciaz dlaczego, to myslimy o tym co dalej.... Bedziemy skupieni na sobie, zyc jakby od nowa...smutne bo dalej jako we dwoje, bo jednak fizycznie malenkiej z nami nie ma..... Za pol roku bedziemy starac sie o kolejne dziecko, bo czuje ze tego potrzebuje..... Bardzo tego pragniemy..... Jak na razie to ja sie boje, a jak znowu, a jak to pech, a jak cos ze mna jest nie tak, ktos sie msci czy co...... Moze dlatego ze jestesmy wspanialym malzenstwem, ktorym sie uklada i niczego nie brakuje, procz dziecka zdrowego......To kara, to ma byc kara
Tyle kobiet pali, pije, nie chce dzieci, zabija je, a rodzi, porzuca, zabija, bije...... A my tak poprostu tracimy.... Cale 9 miesiecy ja nosilam pod sercem, rodzilam naturalnie..... Czuje sie jak w jakims filmie.... rodze a ktos zabiera moje dziecko:((((((
Jak mam sobie radzic?????????????