|
Witam,
Cztery lata temu mieszkając w Irlandii zostałem ojcem, cale doświadczenie było niesamowicie i wraz z żona dziękujemy opaczności za te chwile. Ciąża bez komplikacji, wspólny poród i zdrowe dziecko. Przyjazna i profesjonalna opieka – po prostu normalnie.
Jakiś czas temu przyjechaliśmy z żoną (Irlandka nie mówiącą wiele po polsku) do naszego pięknego kraju i okazało się ze będziemy mieli kolejne dziecko. Stanęliśmy przed trudnym wyborem rodzic w Polsce czy wracać do Irlandii. Po rozmowach z przyjaciółmi postanowiliśmy spróbować polecany szpital na Siemiradzkiego. Byliśmy na dniu otwartym i okazało się, że szpital wygląda przyzwoicie a osoby z którymi rozmawialiśmy są miłe i sprawiają dobre wrażenie.
Od tego czasu byliśmy z żona na 2 badaniach KTG i czar szpitala na siemiradzkiego zaczyna pryskać z każda kolejna wizyta!
Kilka pytań:
1. Dlaczego ojciec jest niemile widziany w szpitalu? Czy powinienem iść do knajpy gdy żona będzie rodziła? Niby dlaczego nie wolno mi być podczas badania KTG z żona kiedy to całe badanie to 30 minut leżenia?
2. Dlaczego personel który ma najwięcej do czynienia z pacjentkami jest najbardziej niegrzeczny? Myślę o pielęgniarkach? Przykłady tylko z dwóch wizyt:
pierwsza rzecz która usłyszeliśmy, to że ojcom wstęp wzbroniony, gdyby nie to że musze tłumaczyć pewnie by mnie nie wpuszczono a przypominam że to ROWNIEZ MOJE DZIECKO,
potem zostają zapięte pasy do badania, bez słowa wstępu, wyjaśnienia, nawet małego uśmiechu, nie mówiąc już o "jak się pani czuje? czy nawet dzień dobry" gdy jeden z czujników na brzuchu mojej żony się przesuną i chciała go poprawić - pielęgniarka odburknęła; NIE RUSZAC!!,
gdy inna pielęgniarka przyszła po 20 minutach sprawdzić odczyt, weszła do pokoju, bez żadnego kontaktu wzrokowego przeszła do urządzenia i powiedziała:
nazwisko. (odpowiedziałem - zapisała),
ciąża. (odpowiedziałem - zapisała i wyszła baz spojrzenia ani na żone ani na mnie!!) To jest moi drodzy skandal. Brak jakichkolwiek manier, minimum ludzkości, naprawdę to chciałem jej odpowiedzieć nie to nie jest ciąża ona jest tylko taka gruba!!! Ale pewnie zbyt długo mieszkałem za granicą i wyzbyłem się kilku naszych cech narodowych.
Kolejne spotkanie z pielęgniarką to zakaz siedzenia na końcu kozetki na której leży moja żona, gdzie mogę widzieć jej twarz w czasie rozmowy, a trzecia już pielęgniarka tym samym tonem:
zejść z łóżka, na krzesło niech pan se siada.
To nie była jedna osoba która miała zły dzień i chciała sobie ulżyć na ciężarnych kobietach które są wystarczająco obolałe, niewyspane i pewnie zbyt przerażone tym co ich czeka za kilka dni by się bronić, - to były trzy pielęgniarki podczas 2 różnych wizyt.
Moja żona, która niewiele rozumie po polsku była oburzona!!
I teraz my mamy przyjść do tego szpitala zaufać im najbardziej osobiste chwile i zostawić tam z 1000 zł (poród rodzinny - bo na pewno nie zostawię mojej żony sam na sam z takimi ludźmi, plus noclegi) - bez komentarza.
Specjalnie napisałem na początku ze pierwsze nasze dziecko urodziło się w normalnych warunkach, państwowym szpitalu wśród ludzi którzy oprócz tego, że wykonują prace medyczna PAMIĘTAJĄ, że obsługują ludzi!
Pewnie zaraz jakaś pielęgniarka napisze źe ona za to dostaje tylko 1700 zł. A ja chce się zapytać niby dlaczego ktokolwiek ma dostawać jakiekolwiek pieniądze z moich podatków ze źłe wykonywanie swojej pracy. Pielęgniarki w Irlandii też nie zarabia wiele, większość z nich to imigrantki, które dostają jeszcze mniej, placa ogromne czynsze za wynajęcie maleńkich pokoi i pracują nadgodziny i jeszcze pewnie wysyłają pieniądze swoim rodzinom gdzieś na Filipinach, ale nie zdarzyło się tak, że przechodząc obok drugiego człowieka nie spojrzą mu w oczy i się nie uśmiechną.
Jest mam bardzo przykro po wizycie w szpitalu który przy wejściu chwali się zajęciem 3 miejscem w konkursie "rodzić po ludzku", pewnie musi minąć jeszcze wiele lat zanim szpitale w Polsce będą brały udział w konkursach "rodzić normalnie".
Maciej
|