Dzisiaj jest sob maja 30, 2026 2:21 am


Forum ciąża

» Zdrowie Kobiety » Szpitale, lekarze, położne - opinie

Strefa czasowa UTC [letni]




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 13 ] 
Autor Wiadomość
Post: śr lip 04, 2007 5:07 pm 
Awatar użytkownika

Rejestracja: pn gru 11, 2006 11:35 am
Posty: 307
Lokalizacja: Śląsk
Chciałam z Wami podzielić się doświadczeniami - dla mnie dość traumatycznymi ale może dzięki temu uchronie kogoś przed tym co sama przeszłam ja, mój mąż i nasz mały synek.

Zaliczyliśmy zajęcia szkoły rodzenia przy lędzińskiej porodówce - z zajęć byliśmy zadowoleni, dzięki nim mieliśmy bardzo pozytywne - optymistyczne - nastawienie do porodu co miało być dla nas podstawą porodowego sukcesu. Wiedzieliśmy że poród zaczyna się w głowie i że jest to "wydarzenie rodzinne" bardziej niż "medyczne" dlatego z radością i bez strachu czekaliśmy na ten dzień kiedy miało narodzić się nasze pierwsze dziecię. Znając opinie innych osób i czytając w różnych miejscach praktycznie same bardzo bardzo dobre opinie i wspaniałe wspomnienia związane z porodami w Lędzinach po wielu przemyśleniach postanowiliśmy wspólnie że tam właśnie chcemy rodzić - liczyliśmy na domową - rodzinną atmosferę, intymność i poród bardziej "naturalny" niż "szpitalny" co też miało byc "bezpieczniejsze" dla nas i naszego dziecka. Wydawało nam się że słuszność naszej decyzji potwierdziło przyznanie lędzińskiej placówce II miejsca w Rankingu Fundacji "Rodzić po ludzku" i wyróżenienie położnych - "Aniołów". W spokojnym oczekiwaniu na poród pomogło nam to że poznaliśmy położne pracujące na porodówce i czuliśmy się tam prawie jak w domu. Myśleliśmy że nasz przemyślany wybór jest w 100% trafny i że w ten sposób zwiększymy nasze szanse na to żeby poród naszego dziecka wspominać jako najpiekniejszy dzień naszego życia, "z łezką w oku" itp...

Na porodówkę przyjechaliśmy nad ranem po tym jak w nocy odeszły mi wody. Nie było żadnego golenia ani lewatywy - fakt przyjęcie jak w domu. Do naszej dyspozycji dostaliśmy osobny pokój, kóry zapewniał nam intymność na której nam zależało, piłkę i oczywiście mogliśmy prosić o wszystkie inne pomocne sprzęty - ale i tak okazały się w moim przypadku nieprzydatne. Na samym początku okazało się że miałam 5 cm rozwarcia, a wczesniej praktycznie nie czułam żadnych większych skurczów co mnie bardzo zaskoczyło i oczywiście ucieszyło. Systematycznie w czasie całej I fazy tak często jak było to konieczne położna badała mnie i tętno dziecka. I wszystko było pięknie dopóki rankiem nie zjawił się na prodówce dr Hudy. Już na dzień dobry było czuć że "szybki" pan doktor nie przepada za porodami "naturalnymi", niestety... O godzinie 11 kiedy akcja porodowa postępowała ale nie tak szybko jak życzyłby sobie tego pan doktor, zaczął on straszyć nas 40 stopniową gorączką którą mogę dostać jeśli akcja nie przyspieszy, odwozem do szpitala i powikłaniami wynikającymi z tego że odeszły mi wody. Tak długo z kwaśną miną smęcił, straszył i marudził że nie mając alternatywy ani innej propozycji ze strony położnej jako jednak w końcu niedoświadczeni bo rodzący po raz pierwszy w końcu zgodziliśmy się na podanie kroplówki z oksytocyną (ale zdaję sobie sprawę z tego że w szpitalu kroplówkę mogłam w tej sytuacji kiedy odeszły już wody dostać już dużo wcześniej i byc może ? nikt by się mnie o zdanie nie pytał... tu jednak mogliśmy poczekać). Po kroplówce w ciągu kolejnych 3 godzin miałam już rozwarcie na 8 cm przy nawet całkiem znośnych skurczach które od tego momentu jednak zaczęły coraz bardziej narastać i stawały się już dość bolesne. Przy 8 cm rozwarciu dostaliśmy nawet rosołek który jadlam kołysząc się na piłce. Niestety ponieważ pan doktor bardzo ale to bardzo spieszył się do 15 pacjentek które czekały na niego w przychodni (co jeszcze nie raz dał nam tego dnia odczuć powtarzając to w kółko ze zniecierpliwieniem!) uznał że nie będzie czekał aż łaskawie będzie pełne rozwarcie tylko że mi je własnoręcznie zrobi - o czym nie miałam pojęcia kładąc się nieświadoma na fotelu "do badania". Nikt mi nie powiedział co planuje pan doktor, a dodatkowo mąż musiał zostać za drzwiami chociaż normalnym zwyczajem w tej placówce są badania w obecności męża, ale pan doktor tego akurat nie praktykuje. I tak w okropnym bólu potęgowanym przez skurcz pan doktor rozciągał mi palcami szyjkę każąc przy tym przeć i robił to tak długo aż wreszcie ujrzał swoje upragnione 10 cm ponieważ jak wspomniałam wcześniej naprawdę bardzo spieszyło mu się na dyżur do przychodni i był niezadowolony że tak podobno wolno to u mnie idzie... Samo rozpychanie szyjki na siłę na skurczu z powodzeniem mogłoby zastąpić kilka średniowiecznych wymyślnych tortur. Kiedy wreszcie miałam pełne rozwarcie ten z kolei z niecierpliwością czekał na skurcze parte, co chwilę (!) wypytując mnie czy już je czuję i czy juz mnie ciśnie i był zdziwiony że jeszcze nie... i jeszcze nie... że to niemożliwe że jeszcze nie (!) Zaproponowano mi kilka skurczów parcia na siedząco, potem niestety musiałam polec na fotelu ponieważ pan doktor nie potrafi badać i odbierać porodu inaczej niż na fotelu mając krocze kobiety na wysokości swojego nosa. Z fotela udało mi się zejść jeszcze na chwilę kiedy położna zaproponowała parcie w kucki bo na plecach trochę mi nie szło... parcie w kucki było bardzo efektywne, główka zeszła, ale nie było to w stylu pana doktora który grał niestety pierwsze skrzypce i musiałam znów polec na fotelu. I w tej prawie leżącej pozycji miałam cały czas przed oczami pana doktora żującego z zapałem gumę z pomlaskiwaniem (!) która to guma pewnie ma za zadanie ukryć zapach papierosów które pali na porodówce (tak tak... o poranku kiedy pan doktor zjawia się na porodówce zapach dymu papierosowego swobodnie dolatuje z miejsca gdzie pali - 2 sale dalej do miejsca gdzie leżą matki z dziećmi!).
Efekt końcowy naszej lędzińskiej "przygody życia" - żyję ja i dziecko które niestety z niepoznanych przez nas przyczyn utkwiło na dość długo w kanałe rodnym - podobno parłam w sumie ok godziny i 50 minut (piszę podobno bo nie odczułam że to aż tak długo trwało, ale podobno to normalne że czas na porodówce płynie innym tempem). Co do utknięcia dziecka to raz słyszałam że może pępowina za krótka, raz że tak krocze mocno trzymało, potem że brak jakiegoś obrotu? Nie wiem... Czemu nikt nie pomyślał o pozycji leżacej w której utkwiłam ja? Cieszę się tym że żyję ja i dziecko bo miejscami zastanawiałam się czy ten koszmar z parciem które od pewnego momentu nie przynosiło żadnego efektu w ogóle kiedyś się skończy i jak, zależało mi już tylko żeby mały wreszcie się urodził już nawet nie ważne jak, byle tylko przeżył, nie wiem czy kiedyś w życiu bałam się bardziej... wątpię. Dodatkowo bardzo trudnym zadaniem dla mnie było koncentrowanie się na parciu kiedy pan doktor chodził w kółko koło fotela, patrzył w moje krocze i ciągle tylko stękał między przeżuwaniem gumy że "to za długo", "za wolno" i "coś tu jest nie tak", ciągle tylko powtarzał że "coś tu jest nie tak" - jak w takim momencie kiedy tak bardzo bałam się co jest nie tak i co z dzieckiem miałam efektywnie przeć i skupić się na parciu, nie wiem? Jak w takim momencie mam spokojnie rodzić kiedy nie czułam wcale że jestem pod "fachową" opieką i miałam wrażenie że nikt nie panuje nad moim porodem, że będzie to coś w stylu "albo się uda , albo się nie uda". Oczywiście zaliczyłam podobno bardzo poważne pęknięcie pochwy, o nacięciu na dwa razy które sądząc po bólu chyba na skurczu raczej nie było nie wspomnę... Niestety pan doktor nie chciał zgodzić się na inną pozycję niż leżąca chociaż położna próbowała proponować, ale na jej chyba raczej zbyt cichej propozycji znów się skończyło. Nasze dziecię zostało wyciśnięte w końcu z mojego brzucha, już nie pamiętam kto sie na mnie wtedy położył - chyba położna bo pan dr próbował ale chyba położna go wstrzymała bo on jak zwykle zabierał się do takiego zadania ze zbytnim zniecierpliwieniem co pewnie mogło się dla nas źle skończyć... I kiedy wreszcie urodziło się nasze dziecię to miałam nadzieję że będę mogła spokojnie poleżeć z nim na piersi co na pewno wynagrodziło by mi cały ten wielki stres porodu i na co tak bardzo przez czekałam i z czego pewnie ucieszyłby się mały (2750g/52cm) wymęczony Franuś, ale mimo że wszystko z dzieckiem było dobrze poleżał na mnie dosłownie może z 10 sekund i został nagle bez słowa zabrany, ponieważ przecież panu doktorowi tak bardzo się spieszyło... Widziałam że położna musiała go hamować bo chciał pociągnąć za pępowinę żeby szybciej wyszło łożysko, zresztą wyszło bardzo szybko bo zaraz w następnym skurczu, po tym jak poszczypano mnie trochę po brzuchu. Potem pan doktor zabrał się do naprawdę ekspresowego szycia (nie sądziłam że "poważne pęknięcie pochwy" szyje się w takim tempie) - dostałam znieczulenie ale tylko na zewnątrz po czym pan doktor wbił mi igłę w środku, oczywiście zaprotestowałam bo był to okropny ból na co pan dokrot stwierdził że nie da mi znieczulenia bo "w środku znieczulenie nie zadziała" (!), powiedziałam że już nie wytrzymam i wtedy położna dała mi znieczulenie... Po ekspresowym szyciu przyszedł czas na ekspresowe interesujace refleksje w wykonaniu pana doktora, przytoczę dwie:
1. Poród postępował wolno bo mam leniwą macicę i nie mam mięśni brzucha - tak stwierdził dotykając mój flaczek z którego własnie wyskoczyło po 9 miesiacach dziecię... nie wiem gdzie on szukał mięśni? Zaznaczam że nigdy nie byłam osoba otyłą i zawsze byłam wysportowana ale wiadomo jak wygląda kobieta w ciąży i po ciąży...
2. Chociaż rodziłam po terminie stwierdził też że dziecko jest przed terminem bo urodziło się w mazi płodowej (!).
Moje przemyślenia:
Nie wiem dlaczego akurat nas spotkało to niewątpliwe szczęscie że poród własnoręcznie odbierał pan dr Hudy (jedyny lekarz pracujący na porodówce-albo raczej "dobiegający" to trafniejsze określenie), zawsze myślałam że porody odbierają położne, przynajmniej w Lędzinach?
To czego nauczyliśmy się w szkole nie miało żadnego pokrycia w rzeczywistości (NIESTETY), byłam bardzo rozczarowana tym o czym zapewniano nas w szkole a tym co stało się na porodówce. Byliśmy wręcz napaleni na poród który będziemy wspominać całe nasze życie i owszem będziemy wspominać... Nabiliśmy sobie głowy frazesami, wiedzą tajemną o wpływie "dobrego naturalnego porodu" na przyszłość dziecka, oglądaliśmy piękny film o porodzie w iście domowym stylu... Zabrakło tylko zajęć z zakresu "Zachowania dr Hudego i ich wpływ na rodzące i personel porodówki..."
Pan dr Hudy pasuje do lędzińskiego zespołu jak pięść do nosa - był osobą która niezwykle mnie stresowała, popędzała i sprawiła bardzo wiele niepotrzebnego w moim odczuciu bólu, myślę że przez to jego przyspieszanie na siłę tylko nam zaszkodził. Poza podaniem kroplówki nikt mnie o niczym nie informował. Jeśli coś było konieczne dla przebiegu porodu to ja to rozumiem ale czuję że w naszym rodzeniu było zbyt dużo zbędnego bólu i strachu.
Mam nadzieję że nasze dziecko faktycznie jest zdrowe tak jak na to wygląda. I nie wiem w czym mój poród (przynamniej jeśli chodzi o II fazę) różnił się od szpitalnego a la lata siedemdziesiąte przed kórym tak się broniliśmy? Nie wiem dlaczego położne miały w moim odczuciu tak mało do powiedzenia? Jakby ich nie było... Co warte są te wszystkie rankingi jeśli tak wygląda rzeczywistość?
Opieka po porodzie była dobra - położne pod tym względem to naprawdę Anioły. Chociaż przyplątała mi się infekcja w drogach moczowych i musiałam zostać na poroódwce tydzień, w tym 4 dni z założonym 24 h/dobę cewnikiem. Chociaż poważne problemy zaczęły się u mnie wieczorem, do rana (kiedy to zwyczajowo zjawia się na porodówce) musiałam czekać na pana doktora, zlecenie badań a później receptę na antybiotyk - chociaż mąż chciał go przywieść samochodem żeby coś mi przepisał.
Kiedy ja leżałam juz po porodzie w tym czasie były 2 porody - oba cudowne, naturalne, rodzinne - czy to przypadek że były takie bo bez obecności pana doktora? Dlaczego raz lekarz musi byc obecny od początku do końca a raz nawet się go nie zawiadamia? Czy nawet w takim miejscu i szczęściu decydują znajomości? A ja płakałam że nie mieliśmy tyle szczęscia żeby tak pięknie urodzić i ciągle chce mi się płakać jak o tym wszystkim myślę. Pokarm jakimś cudem dostałam - w 4. dobie. Prawdą jest że jaki poród taki połóg bo mój połóg był koszmarem, siadłam bez stresu praktycznie dopiero po miesiącu, ponad miesiąc po porodzie jeszcze bolały mnie żebra po wyciskaniu dziecka tak że nie umiałam bez grymasu bólu zwlec się z łóżka czy przewrócić z boku na bok.
Fakt, nikt nas nie namiawiał i nie mówił "rodźcie tutaj..." ale żałuję że chociaż wszyscy nas znali to NIKT na porodówce nas nie uprzedził że może mieć miejsce taki scenariusz i co wtedy robić - mam na myśli szczególnie położne (a teraz już wiem że nie byliśmy pierwszym takim przypadkiem niestety...)

_________________
Obrazek


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 

 Tytuł:
Post: śr lip 04, 2007 5:49 pm 
Awatar użytkownika

Rejestracja: czw wrz 07, 2006 6:44 pm
Posty: 9715
Lokalizacja: nadziejowo
madlenka BARDZO CI WSPOLCZUJE takich niepotrzebnych strasznych przezyc :( ja bym napisala jakies pismo do dyrektora placowki niech wie co tam facet wyrabia a kopie wyslac do fundacji rodzic po ludzku , nie zostawilabym tego tak chociazby zeby innym oszczedzic takich przezyc :? to oburzajace jak lekarz mogl sie tak zachowac :( :twisted:


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: czw lip 05, 2007 9:47 pm 
Awatar użytkownika

Rejestracja: czw sty 18, 2007 12:30 pm
Posty: 8262
Lokalizacja: Poznań
hej.......

po pierwsze gratuluje zdrowego synusia :D :!: :!: :!: a po drugie O MATKO :shock: :shock: :shock: :shock: nic wiecej nie napisze bo mnie jeszcze z forum wywalą................. no nacierpiałaś sie bidulko........ale zgadzam się z poprzedniczką nie zostawiaj tak tego.......... :evil:

_________________
Obrazek
Obrazek


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: pt lip 06, 2007 11:02 am 
Awatar użytkownika

Rejestracja: śr lut 07, 2007 4:56 pm
Posty: 3373
Lokalizacja: Tychy
Najważniejsze że jesteście zdrowi ale tego co przeżyłaś to nie zazdroszcze!!!!Moim zdaniem tego lekarza powinni stamąd wykurzyć czym prędzej!!!
A ja rodziłam w Tychach w szpitalu wojewódzkim -sama bez męża- i było rewelacyjnie!!!Ale skąd mogłaś wiedzieć ze Was to spotka??
Magdalenka uściskaj synka odemnie i postaraj sie nie wracać do tych niemiłych przezyc choc wiem że to pewnie jest trudne!!!Trzymam kciuki i pozdrawiam!

_________________
ObrazekObrazek


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: pn wrz 03, 2007 8:06 am 

Rejestracja: pt lip 20, 2007 10:50 am
Posty: 40
Lokalizacja: tychy
ja rowniez uwazam ze to nie powinno zostac bez echa - ja sama jestem z Tychow i bardzo duzo pozytywów slyszalam o Ledzinach dlatego ciesze sie ze podzielilas sie z nami swoimi przezyciami - da to do myslenia pewnie wielu ciezarowkom.Jeszcze raz wspolczuje takiego przezycia i gratuluje serdecznie Franka :D


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: pn wrz 03, 2007 6:16 pm 
ZAKAZ HANDLU
ZAKAZ HANDLU

Rejestracja: pn wrz 04, 2006 2:05 pm
Posty: 3514
ja rodzilam w Katowicach na ulicy Raciborskiej, szpital Leszczyńskiego, jeden z lepszych w regionie, naturalnie itd itp i to sa BZDURY PONURE i nijak ma sie do rzeczywistosci co wypisuje RODZIĆ PO LUDZKU
jestem 6 m-cy po porodzie a porod to najwieksza trauma jakiej doswiadczylam

po pierwsze nikt mi nie wmowi ze naciecie nie boli, bo boli jak diabli, straszliwie boli, naciecie w wykonaniu rzeźnika Kurosada /nie powiem nigdy o nim doktor/ boli, doskonale czulam moment nacinania i to bylo najbardziej bolesne z calego porodu; partner moj mowil ze nigdy nie slyszal takiego wrzasku i ze naciecie jest bardzo krwawe
naciecie nie bylo niezbedne, dziecko urodzilo sie nie za duze, mala glowka a ja mialm sily przec bo porod byl w miare krotki, tetno dziecka bylo dobre itd

po drugie nie pozwolono mi przystawic dziecka do piersi ani wyciagnac go z kocyka/recznika zeby bylo choc przez chwile na moim brzuchu

po trzecie wyrwano ze mnie lozysko - skonczylo sie oczywiscie czyszczeniem

po czwarte wypraszano partnera na czas badan

po piate rzeznik Kurosad polozyl sie na moim brzuchu aby wypchnac mojego syna

po szoste piersze slowa jakie uslyszalam to ze dziecko chyba ma zlamany obojczyk, nic dziwnego jak rzeźnik polozyl sie na moim brzuchu

po siodme do czyszczenia po wyrwaniu lozyska dano mi pelne znieczulenie i anestezjolog nie zauwazyl ze źle wlozyl mi do nosa "rureczki", gdybym nie zaczela ostatkiem sil "machac" rekami i belkotac /juz odplywalam/ to mogloby nie byc tak fajnutko

po osme po zszyciu wywieziono mnie na korytarzyk miedzy dwoma salami do porodow, bylam sama, zaczelam tracic swiadomosc, wyszedl w ktoryms momencie rzeźnik, zawolalam ze mi slabo a on mi na to "nie mam czasu" i odszedl, wchodzil jakis gościu do swojej rodzacej zony i on zaalarmowal połozne itd

nie siedzialam przez 3 tygodnie a przez dwa bylam na srodkach przeciwbolowych; dzikie mieso do tej pory mam narosniete, mimo higieny itd, podmywania WSZYSTKIMI dostepnymi srodkami, po kilkanasie razy dziennie, wizyt w szpitalu z powodu bolu itd

wniosek:
to co wypisuje RODZIĆ PO LUDZKU to nie jest prawda
naciecie boli i to bardzo
nigdy nie chodzic na wizyty do pana o nazwisku KUROSAD
o tym, jaki poziom reprezentuje KUROSAD dobrze swiadczy zdanie ktore uslyszalam od innego lekarza z tego szpitala /przyszlam tydzien po porodzie z powodu nieustajacego bolu/
lekarz: "kto byl przy porodzie?powinna isc pani do lekarza ktory byl przy porodzie"
ja: "kurosad"
lekarz: "to lepiej ja pania przyjmę"


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: wt wrz 04, 2007 11:44 am 
Awatar użytkownika

Rejestracja: pn lip 23, 2007 7:33 am
Posty: 719
Lokalizacja: Chorzów
Oczekująca na dziecko jeju powiem Ci że jak czytam co piszesz to nie chce mi się wierzyć. Ja rodziłam na raciborskiej w zeszły poniedziałek.

Jestem strasznie zadowolona. Poród trwał 5 godz. położna była aniołem, lekarki też. Rodziłam przy swojej (dr Bielska) ale była tez dr Nowak.
Reszta lekarzy też była OK, pielęgniarki przemiłe, zawsze pomogły, doradziły jak przystawić do piersi itd itd.

Małą miałam na brzuchu zaraz po porodzie bardzo długo, potem ja umyli i tatuś bawiła się 40 min dokąd ja nie byłam do życia po szyciu. Pierwszą noc spała na noworodkach żebym odpoczęła.

Jak bolała rana to zawsze był dostępny ketoprom lub inne przeciwbólowe środki. Nacięcie wykonano u mnie przy skurczu w znieczuleniu - nic nie czułam!!! szyto mnie też w znieczuleniu. Jedno co mogę im zarzucić to brak info jak pielęgnować ranę. Wczoraj była u mnie położna ze szkoły rodzenia do której chodziłam i powiedziała, że rana nienajlepiej się goi, że mam przemywać tym i tym, wietrzyć itd. To jedyna uwaga.

Może po 6 m-cach wymienili tam peronel i zmieniła się sytuacja. Współczuje, że musiałaś przez to przechodzić


Pozdrawiam

_________________
Obrazek

Obrazek


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: wt wrz 04, 2007 6:57 pm 
Awatar użytkownika

Rejestracja: pn lip 09, 2007 9:49 pm
Posty: 11927
Lokalizacja: Łódź
:shock: :shock: :shock: :shock: :shock: :shock: :shock: :shock: :shock: porównanie do porodu z lat 70-tych to mało......................... :shock: :shock: :shock: :shock: :shock: :shock: :shock: :shock: :shock: :shock:

_________________
ObrazekObrazek
Obrazek


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: czw wrz 06, 2007 9:37 pm 
ZAKAZ HANDLU
ZAKAZ HANDLU

Rejestracja: pn wrz 04, 2006 2:05 pm
Posty: 3514
E;zbieta77: nie sadze, aby wymieniono tam caly personel. Poprostu trafilam na takiego rzeźnika. Oprocz niego jest tam jeszcze jeden gwiazdor, nazwisko ŁACH.
Podobno naciecia sie nie czuje, podobno absolutnie nie jest bolesne. Boli tylko wtedy kiedy jest w złym momencie zrobione. Trafilo na mnie. Naciecie w tamtym szpitalu to rutyna, podczas mojego pobytu /bylo duzo porodow/ tylko jedna nie zostala nacieta - mamusia wczesniaka 29tc.
jest oczywiscie mnostwo plusow tamtego szpitala
- nie udało sie im połamac mojego syna
- robactwo nie biega po korytarzach
- panie dokarmiaja wszystkie dzieci mlekiem nan, z "kubeczkow do dopajania"tylko jak obok jest mamusia, tak w nocy to zwyczajnie, butelka w ruch idzie
- w latach 70-tych bylo duzo gorzej, tylko tu jest pytanie: czy mamy porownywac sie do lat 70-tych? czy mamy prawo byc traktowane jak podmiot? czy tez jestesy przedmiotami?


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: pt wrz 07, 2007 10:36 pm 
Awatar użytkownika

Rejestracja: czw mar 29, 2007 4:44 pm
Posty: 805
boże :shock: :shock: :shock:
rodziłam trzy razy-mój pierwszy poród nie jest miłym w spomnieniem na dyzuże był chamski lekarz na szczęście był tylko przy końcówce porodu i słyszałam jego niewybredne komentarze na temat moich jeków a ja poprostu z bólu ledwo zyłam bo tyłkiem to rzucało mi po całym łózku przy skurczach partych które trwały ponad godzinę ale nie było jeszce pełnego rozwarcia i dziecko było za wysoko w końcu i u mnie lekarz połozył sie na brzuchu ucisakjąc łokciem wymusił poród

ten trwał 4 godz i wspominam go źle, drugi trwał 13 godz ale był lżejszy i mniej bolesny i bardziej komfortowy na sali rodzinnej
trzeci to wogóle pestka trwał 1,5 godz na sali porodowej bóle zaczęły sie dwie godz wcześniej ale synus wyskoczył jak sliweczka

powiem tak wszystko mi sie skurczyło jak przeczytałam te dwie historie
i naprawdę dziewczyny jest mi przykro że trafiłyście na takich rzeźników

wszystko zależy od atmosfery i połoznych w szpitalu -nie miałyście szczęścia-bidulki :cry:

ucałujcie swoje dzieciaczki bo tylko ich pojawienie sie na świecie może wam zrekompensować te doświadczenia- i nie zrażajcie się jesli chcecie mieć jeszcze dzieci nie zawsze jest aż tak źle bywa nawet zupełnie znośnie chociaż właściwie zawsze jest jakies ale.....

_________________
Obrazek
Obrazek


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: ndz wrz 09, 2007 2:23 pm 
ZAKAZ HANDLU
ZAKAZ HANDLU

Rejestracja: pn wrz 04, 2006 2:05 pm
Posty: 3514
chcę mieć troje dzieci :)
jednak drugi poród to chyba będzie "cesarka na życzenie", wiem, że teoretycznie tego w polsce nie ma, ale w praktyce to chodzi o kasę


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: pn wrz 10, 2007 3:59 pm 
Awatar użytkownika

Rejestracja: pn lip 23, 2007 7:33 am
Posty: 719
Lokalizacja: Chorzów
Oczekująca na dziecko faktycznie trafiłaś na niezłego świra. Przykro sie czyta co piszesz, ale oczywiście wierzę Ci. Moja mała była na noworodkach w sumie 2 noce bo miała żółtaczkę i leżała na "solarium". Jednak bez problemu podali jej butelkę z odciągniętym moim mlekiem.

Położna (nie z Raciborskiej) tłumaczyła nam w szkole rodzenia, że karmienie z kieliszka w szpitalach z programu "Rodzić.." to wymóg programowy. Też mi się to nie podobało i Bogu dzięki udało się uniknąć.

_________________
Obrazek

Obrazek


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 

 Tytuł:
Post: pt wrz 14, 2007 10:21 am 
Awatar użytkownika

Rejestracja: śr paź 11, 2006 3:27 pm
Posty: 242
Lokalizacja: ŚWIĘTOCHLOWICE / CHORZÓW
Dziewczyny nawet nie macie pojęcia jak ja Wam współczuję :( Ja pomimo okropnego bólu poród(teraz)wspominam miło :? Jedyne zastrzeżenia jakie mam to to że mnie nie nacieli,porozrywało mnie bo mój synus urodził sie DUŻY 4500,61cm :shock: Tym samym lekarz musiał pomóc mi go wypchać bo malec zaparł się barkiem.Położne SUPER,lekarz bez zastrzeżeń.Ja bardzo polecam szpital na Piaśnikach Świętochłowice.Mają bardzo dobrą opinie i tym się sugerowałam i nie zawiodłam.Pozdrawiam

_________________
ObrazekObrazek


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 13 ] 

Forum ciąża

» Zdrowie Kobiety » Szpitale, lekarze, położne - opinie

Strefa czasowa UTC [letni]


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Szukaj:
Przejdź do:  
Antykoncepcja - Bezpłodność - Planowanie ciąży - Objawy ciąży - Test ciążowy - Ciąża - Ciąża bliźniacza - Termin porodu - Objawy porodu - Poród - Laktacja - Niemowlę - Karmienie niemowląt - Macierzyństwo - Psychologia - Przepisy kulinarne - Uroda
Friends Pliki cookies forra