Natrafiłam na wspaniały personel.Poród nie był lekki.Nie zdawałam sobie sprawy,że praca położnej może być taka trudna.Potrafiły zachować zimną krew w sytuacjach trudnych,był i czas na miłe słowo,wsparcie i życzliwość.
Cieszyłam się,że jestem cały czas z dzieckiem.Wiele się wtedy nauczyłam,o wiele rzeczy się pytałam.Kiedyś spanikowałam,bo mała płakała strasznie,a ja ją przewijałam,po raz któryś z kolei i nagle pustka w głowie..."jak się zakłada pampersa?"Obciach na całej linii,ale nikt się ze mnie nie śmiał.Było 4o noworodków na oddziale,a położne 2,do tego musiały robić papierkową robotę,której nie było mało.A ja byłam na sali z jedną dziewczyną i ciągle o coś pytałyśmy.Przyszły na nockę 2 takie położne i mówią do nas(pół żartem ,pół serio)"Mamy dużo pracy,śpijcie,a nie przychodźcie do nas,bo słyszałyśmy już o Was,ze Wy co 5 minut sie pytacie o coś"No to my się zaparłyśmy"nie pójdziemy i koniec".No i e położne przychodzą o 4 nad ranem"Dziewczyny...śpicie?"My oczywiście nie spałyśmy,a one"wiecie co?Wy tak wszystkich o wszystko pytałyście...a nas o nic i nam jest przykro..."
No i gadałyśmy z nimi chyba z godzinę.
Położne pomagały mi przystawiać małą.Ja źle przystawiałam,malutka nie potrafiła zassać.One były cierpliwe i kochane.Do dzisiaj jak wspominam poród,to ogarnia mnie wzruszenie.
Na tym zdjęciu jedna położna pomaga mi w pierwszym karmieniu.
