Dzisiaj jest sob lip 31, 2021 9:48 pm


Forum ciąża

» Zdrowie Kobiety » Poród

Strefa czasowa UTC [letni]




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 280 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8 ... 14  Następna
Autor Wiadomość
 Tytuł:
Post: wt sie 19, 2008 8:47 am 
Awatar użytkownika

Rejestracja: sob lip 19, 2008 2:56 pm
Posty: 47
To i ja się przyłączę.
Urodziłam 16.05.2008r.
Zaczeło się o godzinie 18.00.Lekkie skurcze mniej więcej co 20 minut.W tym czasie mogłam robić wszystko gdyż nie były one aż tak dokuczliwe.I tak było do godziny 21.00.Po godzinie 21.00 skurcze zaczeły być nie do zniesienia, dodam że wody płodowe mi nie odeszły. Skurcze były już co jakieś 10 min.Ok.godziny 21.30 skurcze już co 6 min.i okropne więc di szpitala. w szpitalu byłam o 22.00.Tam papiery. dokumenty lewatywa i o 23.30 byłam na porodówce. przebili mi pęcherz wody wyleciały. Może ze sześć razy parłam, nacięcie krocza i o godzinie 23.55 miałam swoją córkę przy sobie.Poród miałam szybki i mile go wspominam.
Życze szybkiego porodu wszystkim przyszłym mamą. Pozdrawiam.

_________________
Obrazek


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 

 Tytuł:
Post: wt sie 19, 2008 9:26 am 

Rejestracja: pn gru 17, 2007 4:27 pm
Posty: 271
Kasia ale milo sie czyta o takich porodach, powinnysmy zalozyc watek pt "Szybkie i mile porody" i tylko to powinny czytac dziewczyny ktore sa jeszcze przed ;) Ja staram sie myslec pozytywnie, juz nie moge sie doczekac ale malemu cos sie nie spieszy :(


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: wt sie 19, 2008 10:21 am 
Awatar użytkownika

Rejestracja: pt mar 14, 2008 5:51 pm
Posty: 846
Lokalizacja: Jastrzębie Zdrój
no jak się to czyta to łzy mi eis do oczu cisną :buu: ze wzruszenia oczywiście.

Ja jutro na wywołanie jadę do szpitala - myślę ze dotrwam, chociaż podobno lepiej jest jak sie samo zacznie. A ja tak się cieszę bo przynajmniej wiem ze to juz jutro utulę moje maleństwo :)

Obiecuję opisać wrażenia, bo widzę że dobrze jest przeczytać tak o innych porodach. Nie koniecznie tylko te łatwe porody, te ciężkie opowiadają o tym czego się można spodziewać. I o tym jak inne kobiety i TO przetrwały.

No to podbudowana :D gotowa do boju jutro rodzę,. Dzięki dziewczyny za wasze opowieści :D za kilka dni przeczytacie o mojej historii :D

_________________
Obrazek Obrazek


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: wt sie 19, 2008 12:34 pm 

Rejestracja: sob wrz 15, 2007 5:32 pm
Posty: 1688
Kajka powodzenia :D


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: wt sie 19, 2008 6:11 pm 

Rejestracja: pt lip 18, 2008 1:45 pm
Posty: 5
Dziewczyny moje słonko ma dziś 7 dni:) urodziłam we wtorek kobietkę moją kochaną,wsz.ok na szczęście,bez znieczulenia w bólach przez 2 dni i noc ale po wszystkim się o tym nie pamiętam,twarda sztuka byłam:)heh i moje wrażenia z porodu sa takie,że ja np.naczytałam się książek,na forum różnych wypowiedzi ,wszystko o objawach wiedziałam ze 100 razy śledziłam je w książce i jak wygląda poród ale to co przezyłam nie równa się z żadnym z nich ,to jest takie przeżycie którego nie da sie opisać i nie ma żadnego pokrycia z książkami itp. Jednym słowem trzeba to po prostu przezyć:)


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: wt sie 19, 2008 8:06 pm 

Rejestracja: pn lut 11, 2008 11:29 am
Posty: 50
Lokalizacja: Tarnów
to i ja jesli moge dolacze swoja historie z porodu:)) urodzilam coreczke pol roku temu, termin mialam na 28 luty. w piatek bodajze 22ego lutego mialam wizyte u lekarki ktora stwierdzila po badaniu " rozwarcie na 2 palce, rodzimy w srode". bylysmy umiowione ze w srode 27ego lutego przychodze do szpitala na jej dyzur i rodzimy. dodam jeszcze ze w 7mym miesiacu ciazy wyladowalam na patologii ciazy rowniez z rozwarciem i bolami, ale wszystko sie dobrze skonczyli i wyouscilik mnie do domku.Jest sroda 27y luty, szpital, lekarka przyjmuje mnie na izbie, bada-na 3 palce rozwarcie- lecz z przerazeniem informuje mnie ze na porodowce jest remont i maja tylko jedna wolna salke, w ktorej wlasnie rodzi kobieta, wiec musze czekac az skonczy:PP zostaje wiec przyjeta na oddzila, pizamka i czekanko....nerwowo- tysiac myskli na minute...o godzinie 20stej przychodzi po mnie polozna i bierze na badanie-5 cm rozwarcia. kazala sie spakowac i na porodowke wracac, gddyz kobieta ktora rodzil o godzinei 14stej wlasniue ( o godzinie 20stej) konczyla rodzic:DD. maz odprowadzal mnie do samego progdu porodowki..ale uciekl gdy uslyszal krzyki tamtej kobiety, choc polozna go zapraszala do wspolnego rodzenia..szczerze musze powiedziec ze jej wrz\aski rowneiz mni dorpowadzily do przerazenia i najchetniej bym stamtad uciekla.dalej wiadomo..lewatywka...i czekanmie na zakonzenie porodu za sciana- przezywalam wtedy horror, wydawalo m isie ze tam chyab odbywa sie rzez. w ty mczasie mi podano jakis zastrzyk rozluzniajacy szyjke macicy i kazano chodzic. zero boli...nic...chodze, chodze, o godfzinie 21ej weszlam do sali do porodow rodzinnych( elektryczne nowe lozko, przjemny kolor salki, telewizorel-wylaczony, skorzana kanapka)-milo:) odpieto mi kroplowke i ktg..niestety jakos skurczy nie bylo,o gofdzinie 22ej nadal nic nie boli a na ktg skurcze ktore pojawily sie wczesniej zaczely zanikac, polozna juz zrezygnacja powiedziala iz byla przekonana ze przy takim rozwarciu pojdzie szybko. o godzinie 23ej sprawdfzila rozwarcie okazalo sie ze jest na 7cm, przebila wody...i wtedy poczulam:) straszny bol na dole, podobno to bylo przeciskanie sie glowki dzieck,a koljny zastrzyk i jazda:)) szczerze musze powiedziec ze bol byl do wytrzymania nie byl to jakis koszmar, bolu brzucha nie czulam zadnego nic, zero, tak jak by zupelnie bnrak skurczu, tylko ten bol w szyjce....a potem 30 minut parcia-nieudolonego:) lekarka upominala mmnie ze pre w oczy...ale zupelnie nie czulam skurczy hehehe i godzinie 00.55 28lutego urodzilam moja emilke:)) lekarkaz polozna powiedzialy ze nie powinnma narzekac bo nie wiem co znaczy porod, kobiety rodza po 10,12 godzin a nie tyle co ja....na koniec nie mile uciskanie brzucha...i piekne szycie..przy ktorym darlam sie wnieboglosy:PP aha jeszcze po przebiciu wod, polozna robila mi ten straszny masaz szyjki macicy:((( dalam sie stfrasznie b0o baaardzo bolalo..moj porod uwazam naporawde za szybki i lekki, ten bol byl do przezycia i chyab nie taki straszny jak opowiadaja inne kobiety. nei pamietam rowneiz ani jednej kropli krwi...aha i podczas parcia, gdy wyszla juaz glowka i ramionka moja coreczka sie zablokowala.. ne potrafilam przec:((( ale powoli uspokoily mnie a niunia wyszla- nie chcialy jej caignac zeby jej nie zrobic krzywdy.


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: pt sie 22, 2008 6:18 am 
Awatar użytkownika

Rejestracja: sob mar 29, 2008 12:26 am
Posty: 724
hmm... moja historia jest dluga, ale sam porod do najkrotszych nie nalezal...
wiec jakby ktos mial za duzo czasu, to prosze bardzo:

termin z pierwszego usg mialam na 08.08.08.
nie ukrywam, ze od razu mi sie ta data spodobala i psychicznie nastawialam sie na wlasnie ten dzien. postanowilam sobie nawet pomoc w przyspieszeniu porodu - jesli dotrwam do tego dnia. tak wiec siodmego po poludniu zaczelam probowac wszelkie mozliwe metody poczawszy od zjedzenia ananasa poprzez porzadki az na przytulaniu z mezem skonczywszy. poczatkowo nic sie nie dzialo, noc i poranek uplynely bez zadnych oznak porodu. okolo czternastej zaczelam odczuwac lekkie, bezbolesne skurcze, troche jak te podczas okresu. i nie wiem dlaczego, ale ogarnelo mnie przeczucie, ze wlasnie sie zaczyna, choc wczesniej mialam tysiace skurczy przepowiadajacych. i wtedy te bezbolesne skurcze zaczely przestawac byc bezbolesne. mijaly godziny, a one stawaly sie coraz czestze. nie byly jednak to rwace bole, wiec zwlekalam dosc dlugo z telefonem do szpitala. zadzwonilam o 24, przed pojsciem spac - wtedy skurcze byly od 5 do 15 minut. powiedzieli mi, ze prawdopodobnie to poczatek porodu, ale zebym przeczekala noc, a w razie gdyby odeszly mi wody albo skurcze byly co 2-3 minuty zadzwonila do nich raz jeszcze. noc minela bez potrzeby telefonowania ani naglego wyjazdu do szpitala. rano i przez caly dzien nadal mialam skurcze - po poludniu byly juz co piec minut. i choc caly dzien przelezalam na kanapie - byly one bardzo wyczerpujace i o 18 postanowilam znasnac na godzinke. obudzilam sie po prawie trzech godzinach. odczulam wtedy nagla potrzebe pojscia do toalety. wstalam i po zrobieniu kilku krokow poczulam, wilgoc nogach. krzycze do meza - lukasz, chyba odeszly mi wody... telefon do szpitala, wsiadamy w taksowke i jedziemy. w szpitalu wita nas symaptyczna polozna i zaprasza na porodowke. mowi, ze nie jest pewna czy rzeczywiscie odeszly mi wody, bo bylo ich bardzo malo na wkladce, ale po konsultacji z druga uznaly, ze tak wlasnie bylo. mialam tez 2 cm rozwarcia. nastepnie przebily mi pecherz plodowy i skurcze staly sie coraz mocniejsze. zostalam tez zaproszona do wanny - na planowany wczesniej porod w wodzie. spedzilam tam troche czasu wypijajc przy tym hektolitry soku jablkowego, ktory mial mi starczyc
na caly pobyt w szpitalu. po kilku godzinach dostalam kroplowke z oksytocyna, poniewaz nadal skurcze byly nieregularne. woda rzeczywiscie lagodzila skurcze, odczulam to kiedy wyszlam z wody na troche - przejsc sie. jednak kiedy wrocilam do wanny skurcze byly na tyle silne, ze byly dla mnie straszne nawet w wodzie. wtedy po raz pierwszy zaczelam myslec o znieczuleniu. chcialam jeszcze poczekac, ale wydawalo mi sie, ze kazdy skurcz jest dwa razy silniejszy od poprzedniego. polozna cos do mnie mowila, ale docierala do mnie tylko polowa z tego. w koncu powiedzialam dosc - chce znieczulenie. wyszlam z wanny i wrocilam na lozko by poczekac na anestezjologa. nie moglam juz wtedy wytrzymac, pamietam tylko jak darlam sie w nieboglosy, w dodatku pol po polsku pol po angielsku. lukasz byl caly czas obok mnie, przytulal mnie, wspieral i mowil ze dam rade, choc ja go nie chcialam sluchac - nawet klucilam sie z nim mowiac, ze nie dam :x
dopiero po podaniu znieczulenia odczulam prawdziwa ulge. prawie nic nie czulam - tylko leciutkie skurcze, wlasnie takie jak w piatek po poludniu, albo na okres. niestety, wkrotce potem okazalo sie, ze glowka jest w zlej pozycji, ale byla nadzieja, ze pozycja ta jeszcze sie zmieni.
po dwuch godzinach parcia przyszla pani doktor i po zbadaniu calej sytuacji stwierdzila, ze glowka nadal nie jest w prawidlowej pozycji,
a ponadto nie ma postepu w porodzie. postanowili sprobowac porod z kleszczami, a jesli to nie pomoze - cesarka. przerazilam sie na mysl o kleszczach, bo wiedzialam z czym to sie wiaze - definitywne nacinanie krocza. rozplakalam sie, ale obiecano mi calkowite znieczulenie od pasa w dol i po chwili sie uspokoilam. przewiezli mnie na sale operacyjna, ale najpierw kazali lukaszowi zostac na zewnatrz, na wszelki wypadek jakby znieczulenie nie zadzialalo do konca i trzeba bylo mi podac narkoze. (to byl chyba moj najwiekszy strach - bycie nieprzytomna podczas rodzenia dziecka byloby najgorsza rzecza jaka moglaby mi sie w zyciu przytafic.) przezylam kilkanascie minut niepewnosci pytajac sie ciagle czy to dobrze, ze jeszcze czuje cos w nogach - tak bardzo balam sie narkozy.
na szczescie wszytsko zadzialalo i po chwili lukasz byl ze mna... trzymal mnie za reke. kilka minut pozniej uslyszalm, ze udalo sie odwrocic glowke i beda probowali wyciagnac synka.
zaraz potem uslyszalam jak jeden lekarz mowi do drugiego "ceasar"... jeszcze pytam lukasza... "czy ja dobrze slyszalam???" a on mowi chyba tak... pani doktor potwierdzila - nie mogli dobrze zlapac glowki kleszczami - cesarka. nie przerazila mnie ta wiadomosc, teraz tylko czekalam... rozmawiajac troszke z luakszem. w pewnej chwili przerwal nam odlglos kwilenia... ktorys z lekarzy powiedzil, ze wychodzi dziecko... i chwile pozniej nasz synek, kacper andrzej byl na swiecie...
byl... duzy! okazalo sie, ze wazyl 4,5kg wiec nic dziwnego ze nie mogl sie urodzic sn. po wytarciu go i owinieciu w recznik przylozono mi go do policzka. byl przesliczny! mialam go przy sobie moze z dwie minuty, pozniej przekazano go w ramiona dumnemu tacie. pozegnalam sie z lukazem i kecperkiem, ktorzy juz wychodzili, a mnie zostawiono do szycia.
dostalam wtedy potezny zastrzyk, sama nie wiem czego, ale chyba nigdy nie bylam tak oglupiona. nie pamietam co mowilam, ale pamietam ze mowilam duzo i chyba od rzeczy;) kiedy juz bylo po wszystkim przewieziono mnie na sale poopracyjna gdzie czekala juz na mnie moja wspaniala rodzina...
porod - choc dlugi i ciezki wspominam dobrze i niczego nie zaluje, mimo ze przeciagnal sie do 10.08.08. powiem nawet, ze jestem zadowolona, ze jednak cc - przynajmniej uniknelam naciecia krocza...
jesli nastepnym razem bede rodzila naturalnie - wczeniej tylko poprosze o znieczulenie:)


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: pt sie 22, 2008 4:10 pm 
Awatar użytkownika

Rejestracja: śr lis 21, 2007 4:08 pm
Posty: 955
No to teraz moja kolej.Zacznę od tego że bardzo chciałam rodzić naturalnie więc z wyczekiwałam na ostatnie usg na którym miałam nadzieję us łyszeć,że nic nie szkodzi na przeszkodzie(maleńka od początku była ułożona pośladkowo),no i niestety,w 38tygodniu nic się nie zmieniło,tak więc cesarka.to był czwartek.lekarz kazał się zgłosić do szpitala w poniedziałek po skierowanie na oddział bo łożysko już stare a dzidzia duża więc nic nie stało na przeszkodzie.tak więc w poniedziałek poszłam po skierowanie,a od wtorku byłam na oddziale.oczywiście zrobiono mi badania.termin miałam na 27lipca a urodziłam 16 lipca.dzień przed cesarką okazało się że mam już rozwarcie na 3-4cm,ktg wykazuje skurcze silne a ja o dziwo nic nie czuję.i tak czekałam do następnego dnia na tącesarkę podłączona do ktg i co chwile badana.a z rana lewatywa :evil: cewnik(bolał okropnie)i na salę przedoperacyjną.tam już znieczulenie i zaczynamy,wszystko było ok do momentu gdy lekarze otworzyli macicę,malutka tak się ułożyła że z 15 minut dusili mnie po brzuch,czego skutkiem było że urodziła się sina.bardzo się wystraszyłam,lekarze przeklinali,pielęgniarka kiwała głową,a ja ani słowa nie mogłam wypowiedzić tylko płakałam ze strachu...i nagle słyszę płacz!!!!moje dziciątko.lekarz przytulił mi ją do twarzy,była taka cieplutka.ważyła 3360 a wydawała sie taka malutka jak laleczka.to był dzień pełen strach,ale teraz już cieszymy się sobą i wszystko jest ok.


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: ndz sie 24, 2008 7:24 pm 

Rejestracja: pt mar 02, 2007 12:51 pm
Posty: 7954
To ja też się dolączę.

Urodzilam 21.01. Leżalam już od kilku dni na patologii bo bylo po terminie i nic nie zapowiadalo że szybko urodzę, zero rozwarcia, szyjka dluga i twarda. W niedzielę popoludniu dostalam rozwolnienia i bólu brzucha, myślalam że ten ból to od biegunki. Ale on pojawial się i znikal. Mąż zacząl mierzyć czas, ale bóle byly nieregularne co 13-10-7 min potem znów 13-10-13 itd.

O 22 zaczęly się bóle z krzyża - dosyć mocne, nie moglam leżeć, ulgę przynosilo tylko chodzenie. Ale bóle nadal byly nieregularne tylko zwiększaly swoją intensywność. O 1 w nocy poszlam do lekarza bo już cholernie bolalo no i lekarz oznajmil, że szyjka zgladzona, rozwarcie na palec i RODZIMY!!!!! A ja się poryczalam, nie wiem ... ze strachu, z radości .... nie wiem :wink: w każdym razie nie bylam przygotowana na to, bo te bóle byly nieregularne. Nawet jak szlam na porodówkę to bylam pewna że mnie odeślą. Dopiero jak o 3 w nocy mi odeszly wody to uwierzylam że rodzę :wink:

Wtedy też przyjechal mąż, poszliśmy do sali porodów rodzinnych. Caly czas od 22 chodzilam, leżalam tylko podczas ktg i to byla katorga. Jak chodzilam to ból do zniesienia, przy leżeniu - masakra - jakby mi kręgoslup lamali :? :? :?
Rozwarcie postępowalo szybko, o 5 rano mialam już 5 cm i wtedy wzięlam też znieczulenie i poszlam spać. Obudzilam się po 3 godz jak znieczulenie ustępowalo i nagle poczulam delikatne parcie. Polożna przyszla i mówi, że rewelacyjnie poszlo, bo już 10cm, więc przespalam to straszne (podobno bo nie czulam :wink: ) 7 cm, którego najbardziej się balam. Jednak jeszcze dosyć mnie zzo trzymalo i dziecko bylo jeszcze wysoko więc kazali mi jeszcze pochodzić.

Na porodówkę poszlam o 9.30 już czulam parte maksymalnie i nie moglam po prostu powstrzymać.
II okres porodu mialam dlugi, bo 60 minut. Ale dziecko duże, więc dlatego ciężko bylo je wypchnąć. Do tego zzo trochę mi oslabilo skurcze parte i nie byly zbyt efektywne. Dostalam oksy i po tym trochę ruszylo.

Caly poród trwal 9 godzin, myślę że najgorsze przespalam :wink:
Skurcze do końca nieregularne, jak już ich nie czulam to mąż mówil że na ktg wychodzą co 2-5-4-3 minuty - w caly świat :roll:


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: wt sie 26, 2008 1:08 pm 
Awatar użytkownika

Rejestracja: pt mar 14, 2008 5:51 pm
Posty: 846
Lokalizacja: Jastrzębie Zdrój
Hey jestem i ja szczęśliwa już mama :D

28.08.2008 fajna data ;) kazali mi się zjawić w klinice na wywołanie to był 7 dzień po terminie.
Lekarz zbadał mnie i stwierdził ze brak jakiejkolwiek akcji szyjki macicy. Nie było rozwarcia, a szyjka dł. 2cm.
I w dodatku na USG obliczono że dziecko może mieć nawet 4300 wagi. :shock:
Lekarz kazał się zastanowić, ale wskazywał na cc. Zapowiadał się długi ciężki poród który i tak najprawdopodobniej zakończył by się cc.

Wspólnie z mężem i lekarzem podjęliśmy decyzje o cc.
Od razu podłączono mnie do kroplówki(nawadniającej) i po kilku godzinach trafiłam na stół.
Na salę operacyjną poszłam sama i ogarnęły mnie przeraźliwe nie do opanowania dreszcze
Dostałam znieczulenie podpajęczynówkowe, które cholernie bolało podczas podawania :( ale co tam
już za chwilę nie czułam nóg, ale się trochę przestraszyłam bo czułam jak mi dezynfekują brzuch :shock: niepotrzebnie :wink:
Byłam świadoma wszystkiego i nie mogłam sie doczekać aż zobaczę małą .
Nie dłużyło się, wkrótce usłyszałam: "no rodzi się !"
a zaraz po tym:" nooo dobra decyzja !!"
zapytałam czy jest zdrowa - to mi ktoś odpowiedział ze się okaże :sad: przestraszyłam się ta odpowiedzią i rozpłakałam :sad:
zabieg potrwał jeszcze z 20 min. kiedy to zapominałam oddychać i przysypiałam, ale mi nie dali budzili mnie :?
Przynieśli po chwili umyta i ubrana, ale nie mogłam jej przytulić:( przykre to było.
Zabrali ją i operacja się skończyła.
Jak mnie wywozili z sali to szukałam mojego męża i Kalinki. Byli już na oddziale. Przełożyli mnie na moje łóżko i przyszedł mąż - uśmiechnięty, ale zatroskany. Spytałam czy jest zdrowa i wreszcie się doczekałam odpowiedzi - Jest zdrowa
Byłam wzruszona i szczęśliwa :D :( :D :( na przemian.Pokazali mi znów Kalinkę, ale nadal jej nie mogłam wziąć na ręce .
Obłożyli lodem, a ja czułam się dobrze - no po za emocjami jakie mną targały i dreszczami które powróciły .
Mąż posiedział ze mną trochę, ale musiał po pewnym czasie wyjść i mógł wrócić na wizytę które tam trwają od 16 -18.
Jak maż wrócił mnie już opuszczało znieczulenie i towarzyszył ogromny ból OGROMNY. Zaciskałam zęby, ale łzy i dreszcze zdradzały mój stan.

Po 7 godzinach musiałam wstać i się umyć - koszmar to było samo zejście z łóżka, a co dopiero kąpiel, rozbieranie i ubieranie. Ale miałam przecudowna położna która na prawdę wykonuje swoją pracę z sumiennością i sercem. Była wspaniała i pomogła mi przetrwać te najgorsze chwile.
Dostawałam leki przeciwbólowe, ale zdawało sie ze nie pomagają.
Pierwsze 24 godz. to faktycznie okropne i żadne pocieszenia do mnie nie trafiały. Czułam żal że nie mogę wziąć mojego dziecka na ręce. :(
Potem już było co raz to lepiej. Kąpiel znów przysporzyła sporo bólu, ale jak juz pisałam było już coraz to lepiej.

Po dwóch dobach wyszłam do domu z Córcia - dziś mija jej 6 dzień, a ja już jak bym nie pamiętała o tym wszystkim - mam inne rzeczy na głowie ;)
W sumie da się przeżyć - ale wtedy nie było mi tak optymistycznie, mimo ze wszystko poszło dosyć gładko.
Rana sie pięknie goi - zrobili mi tylko cieniutka linię pod bikini - mąż się musiał przyjrzeć żeby ją znaleźć ;) Forma wraca, a ja jestem szczęśliwą mamą
:D :D :D

_________________
Obrazek Obrazek


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: wt sie 26, 2008 2:08 pm 
Awatar użytkownika

Rejestracja: ndz cze 01, 2008 10:40 pm
Posty: 338
Lokalizacja: Londyn
kajka81Moja corcia tez ma 6 dni, tylko, ze urodzila sie 20.08.2008 :wink: I ile w koncu malenka wazyla? Podziwiam dziewczyny po cc, dopiero jak zobaczylam na sali poporodowej jak cierpia cieszylam sie, ze moglam urodzic sn.

_________________
Obrazek
Aniolek 6tc 12.10.2011


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: wt wrz 02, 2008 12:32 pm 
Awatar użytkownika

Rejestracja: pt mar 14, 2008 5:51 pm
Posty: 846
Lokalizacja: Jastrzębie Zdrój
ech machłam się w dacie narodzin mojego dziecka :lol:
|Wybaczcie - to z przemęczenia :oops: :oops: :oops:

Kalina urodziła się oczywiście 20.08 2008 :lol: i ważyła 4150, a mierzyła 58 cm :D

_________________
Obrazek Obrazek


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: wt wrz 02, 2008 2:24 pm 
Awatar użytkownika

Rejestracja: ndz cze 01, 2008 10:40 pm
Posty: 338
Lokalizacja: Londyn
No to rzeczywiscie duza babeczka :D Wszystkiego najlepszego!

_________________
Obrazek
Aniolek 6tc 12.10.2011


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: śr wrz 03, 2008 11:49 am 
Awatar użytkownika

Rejestracja: wt kwie 15, 2008 9:46 am
Posty: 1117
Lokalizacja: Bristol/uk
Teraz jak już jestem po porodzie, wiem, że nie można sobie niczego zaplanować. Ja od początku zakładałam poród w wodzie, w ładnym pokoiku z muzyką, w dowolnej pozycji i wszystko zapowiadał takie rozwiązanie. Zaczęło się nagle, o 4.30 w nocy odeszły mi wody, wcześniej nie miałam kompletnie żadnych objawów, a byłam po terminie. Po 15 min miałam już skurcze co 3 min, a o 8.00 co 2 lub 1. Myślałam, że skończy się szybko, a tu niespodzianka, usg wykazało, że mój synek ma dobrą pozycję, ale jego twarz jest źle obrócona, a do tego jak weszłam do wody to ciśnienie zaczęło mu spadać i musieli zabrać mnie na normalną salę porodową, byłam przykuta do łóżka cały czas, a zanim podali ni epidural (w kręgosłup) czułam, że chcę przeć, więc odmówiłam z uwagi na dziecko. skórcze były nie do zniesienia, a jak przyszło już do parcia, to osłabły i nie czułam parcia, tylko ból. Po 1,5 godzinie męczarni, mojego synka wyciągnęli kleszczami. Także wizja spokojnego, naturalnego porodu zamieniła się w koszmar, o którym szybko zapomniałam, jak tylko do zabaczyłam i przytuliłam. Życzę jednak wszystkim udanych i bezbolesnych porodów, o ile się da.

_________________
Obrazek
Obrazek


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: śr wrz 03, 2008 9:40 pm 

Rejestracja: śr sie 27, 2008 1:54 pm
Posty: 1578
mam pytanko. Czy kazda po porodze dostała zastrzyk z tzw. glupim jasiem? bo ja niestety mam cos w rodzaju astmy i jak miałam operacje np wyrostka nie mozna było mnie dobudzic ani tez szybko nie zasnełam.Jak sie denerwuje to jeszcze ciezej mi sie oddycha i boje sie ze sie udusze

_________________
Obrazek
Obrazek
NATANEK


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: pt wrz 05, 2008 10:30 am 
Awatar użytkownika

Rejestracja: wt kwie 15, 2008 9:46 am
Posty: 1117
Lokalizacja: Bristol/uk
Ja nic nie słyszałam o takim zastrzyku.

_________________
Obrazek
Obrazek


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: pn wrz 08, 2008 9:56 pm 

Rejestracja: czw lut 21, 2008 10:33 pm
Posty: 485
girl89 pisze:
mam pytanko. Czy kazda po porodze dostała zastrzyk z tzw. glupim jasiem? bo ja niestety mam cos w rodzaju astmy i jak miałam operacje np wyrostka nie mozna było mnie dobudzic ani tez szybko nie zasnełam.Jak sie denerwuje to jeszcze ciezej mi sie oddycha i boje sie ze sie udusze


Chodzi o zastrzyk z dolarganu? To taki głupi jaś. Dostałam pod koniec porodu, nie wiem po co...
Tylko mnie otumanił i nie miałam motywacji do parcia...
Czułam się po nim jak pijana.

Chyba powinnaś powiedzieć o tym lekarzowi wcześniej (anestezjologowi, albo swojemu ginowi.) Wiedząc, że masz takie przejścia, podadzą coś, co nie będzie dla Ciebie niebezpieczne.

_________________
Dwa chłopaki 2004 i 2008


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: pt wrz 12, 2008 11:06 pm 

Rejestracja: wt gru 11, 2007 11:05 pm
Posty: 592
ja dostalam glupiego jasia, ale to jak zszywali mi brzuch

dziewczyny mialam odlot pelna para :D


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: wt wrz 16, 2008 2:53 pm 
Awatar użytkownika

Rejestracja: wt paź 30, 2007 8:57 am
Posty: 25
To i ja opowiem o swoim porodzie :0
Urodzilam 07.04.2008r ,ale wszystko po kolei.Niedziela okolo godziny 20 siedzimy sobie z mezusiem oglaamy film mi nic nie jest tylko przez caly dzien mialam strsznie duzo sluzu no wiec pomyslalam ze to juz niedlugo bo pewnie odchodzi mi czop sluzowy ale on moze nawet odejsc na tydzien przed,ale jakos tak sobie pomyslalam ze moze sama sie ogole wiecie gdzie bo nie chce zeby mnie w szpitalu golili tak z przeczucia jakos to zrobilam.Pogralismy sobie w karty i poszlismy spac wstalam o 6 rano sikiu dalej duzo gestego sluzuno ale ic mnie nie bolalo wiec dalej poszlam spac.Obudzilam sie gdzies tak po 9 i meza tez bo nie moglam juz spac i lekkie skurcze mi sie zaczely ale takie wiecie przepowiadajace juz duzo wczesniej je mialam wiec nie panikowalam nie nasilaly sie ani nic no polezelismy jescze troche i stwierdzilam ze jestem glodna :) wstalam podeszlam do szafki po ubrania i nagle uslyszalam w brzuchu takie pyk,jakby moja corcia mi przebila pecherz nozka albo raczka,byla godzina dokladnie 9.40,maz tylko sie na mnie spojrzal i stwierdzil ze jedzie zatankowac samochod ja poszlam sie podmyc ale wody dalej mi lecialy,zalozylam podpaske ubralam sie,znioslam sobie sama torbe na dol no i pojechalismy,nie balam sie tylko pomyslalam boze ja rodze dziecko przeciez ja nie umiem :D do szpitala mamy 40 km nap siostrze ze odeszly mi wody a ona ze wszyscy trzymaja kciuki,no i juz mialam coraz mocniejsze skurcze ale jeszcze do wytrzymania,w polowie drogi juz tak mnie bolalo ze myslal ze zaraz urodze darlam sie strasznie na meza zeby jechal szybciej kazalam mu jechac na czerwonym i wogole (pozniej pow ze jechalismy 140,nigdy mu tak szybko nie pozwalam jezdzic :) ,ale mi i tak sie wydawalo ze wolno,z bolu mnie w siedzenie wgniatalo.No jakos dojechalismy godz 10.25 wjedzamy pod szpital wiem to mam bilecik parkingowy :) maz postawil sam tam gdzie karetki idziemy szybko na izbe przyjec maz wpada na tam i mowi szybko bo ja rodze,byl strasznie zestresowany siedzialy jeszcze 2 ciezarne ja juz z bolu nie moglam,polozna kazala mi sie przebierac ale maz poszedl ten niesczesny sam przestawiac i nie zostawil mi torby,dobra przebralam sie zaczely mi mierzyc cisnienie a ja myslalm ze jej wyrwe ten cisnieniomierz byl blad w pomiarze pow ze mi na porodocwce zmierza chciala ode mnie dokumenty a ja normalnie jej je rzucila nie podalam juz nie moglam,zadz juz na porodoke i pow zeby szybko z wozkiem przyjezdzaly bo ja juz nie chce z nia rozmawiac,no i przyjechala mnie tak bolalo ze nikogo nie widzialam i nic mnie nie obchodzilo tylko zeby juz urodzic,jedziemy na porodoke polozna mowi do meza zeby szybko fartuch bral bo zaraz w windzie urodze :) godz 10.40 jestesmy w koncu na porodowce polozyly mnie na lozko 9cm rozwarcia ja pow ze chce juz przec pow ze jeszcze chwile no pozwolili mi w koncu,a ja darlam sie i parlam tak mi sie przynajmniej wydawalo.Przyszla taka mila lekarka,zreszta polozne tez byly nile dodawaly otuchy.Ta lekarka mi pow zebym wziezla gleboki oddech poczekla na mocnieszy skurcz i wtedy parla,posluchalam sie 3 parcia ani razu nie pisknelam i Olenka byla juz za nami o godz 10.50.Maz nawet nie wiedzial ze urodzilam(byl tak wystraszony ze zczekal na korytarzu) jak wszedl to mala lezala juz kolo w wozku,a mnie zszywali,ale to juz pestka.Moja mal czrnulka wazyla 2850 gram miala 51 cm zdrowiutka dostala 10 punktow 2 tyg przed terminrm.polozne pow ze zadroszcza mi na takiego porodu jak na pierwszy raz,i wcale porod nie jest taki straszny przynajmniej dla nie nie byl na pewno jeszcze raz ten bol przezyla dla swojej kruszynki,no i urodzila w gogzine wraz z dojazdem do szpitala.Dzis Ola ma 5 miesiecy to juz niezla panna jes kochaniutka.Zapraszam do obejrzenia jej galerii :) www.bobasy.pl/monika21367

_________________
Obrazek
Obrazek


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 

 Tytuł:
Post: czw wrz 18, 2008 10:20 am 

Rejestracja: pt paź 05, 2007 12:58 pm
Posty: 464
Lokalizacja: Wrocław
Jeju ale super to opowiedzilas:))Az mi łezki stanely w oczach:))Tez nie moge sie juz doczekac porodu i mojej coruni:) A wlasnie obejrzalam galerie i gratuluje ślicznej dziewczynki:)

_________________
URL=http://www.fotosik.pl]Obrazek[/URL]
Emusia 4 tygodnie:)


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 280 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8 ... 14  Następna

Forum ciąża

» Zdrowie Kobiety » Poród

Strefa czasowa UTC [letni]


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 5 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Szukaj:
Przejdź do:  
Antykoncepcja - Bezpłodność - Planowanie ciąży - Objawy ciąży - Test ciążowy - Ciąża - Ciąża bliźniacza - Termin porodu - Objawy porodu - Poród - Laktacja - Niemowlę - Karmienie niemowląt - Macierzyństwo - Psychologia - Przepisy kulinarne - Uroda

Jeżeli podoba Ci się nasz serwis, poleć go innym. Wklej nasz button lub link na swojej stronie

Forum ciąża


Friends Pliki cookies forra