Dzisiaj jest pt lip 30, 2021 2:08 am


Forum ciąża

» Zdrowie Kobiety » Poród

Strefa czasowa UTC [letni]




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 280 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7 ... 14  Następna
Autor Wiadomość
 Tytuł:
Post: wt lip 08, 2008 12:17 pm 

Rejestracja: sob wrz 01, 2007 2:08 pm
Posty: 3313
I ja przedstawie wam mój poród :)

Urodziłam 13.03.2008 (termin z OM 17.03.2008)

Końcówka ciąży u mnie super, mogłam sprzatać i sprzatac.. Dzidzia niesamowicie się ruszała, stękałam z bólu Ale wiedziałąm, zę jest dobrze..
W środe 12 marca oczywiście wyszykowałam sie na wizyte czwartkowa u lekarza, depilacja i wogule.. Nic mnie nie bolało, czułam sie wspaniale i przeklinałam to, ze musze iść do lekarza zamist już rodzić .. 13 marca przebudziłam sie o 3.30 nad ranem bo cos ze mnie wyleciało, dotykam sie a tu mokro :shock: Więc wstałam z łóżka a tu chlup, tak wody ze mnie leciały, że szok Zaczęłam się cieszyć, ze się zaczyna Oczywiście budze męża i mówie mu, że wody mi odeszły a on do mnie z tekstem "chyba żartujesz" :lol: i odwrócił się w duga strone spac to mu mówie, ze nie żartuje wstał i był w szoku poszłam obudziłam brata i kazałam mu budzic tate.. Ja poszłam sie podmyc i nawet głowe sobie umyłam 8) O 4.20 bylismy już w szpiatlu i wiadomo wypełnianie dokumentów i wogule.. Zostałam zbadana bo okazało się, że wody odeszły mi już zielone.. troche się wystraszyłam bo w domu nie miałam wkładki a widziałam tylko, ze wody są jakieś mętne.. Po 5 zabrano mnie na blok porodowy zrobiono mi hegar i po wszystkim miałam przyjść na sale.. Niestety mojego męża nie wpuszczono na blok porodowy i innych mężów też, bo były nas 4 kobiety na bloku, zresztą niewiadomo było kiedy urodzimy.. Podłaczyli mnie do KTG i kazali chodzić, powoli robiło sie rozwarcie.. Dostałam 2 kroplówki, 2 zastrzyki.. Skurcze odczuwałam co 3, 4 minuty.. Ale nie były az tak bolesne.. Dopiero po 10 zaczęły sie okropne skurcze, byłam roztrzęsiona i robiło mi sie słabo.. więc musiałam sie położyć.. Z bólu traciłam przytomność i wybudzałam się na skurcze.. Bolały okropnie, nie miałam siły ciagle powtarzałam , że nie dam juz rady.. Ale nie chciałam znieczulenia.. Oczywiście w tym czasie pisałam eski z męzem i znajomymi, którzy mnie podziwiali, ze w takiej sytuacji pisze esy Od tej pory jak lekarka mnie badała to bolało .. O 13 mnie zbadano i lekarka powiedziala, że mam 7 cm rozwarcia.. Ale dalej czekają.. o 13.15 powtórne badanie i słowa zaczynamy przeć malutka pcha sie na świat :) Kiedy parłam już nic nie bolało, cały czas miałam w głowie myśl, ze zaraz zobacze córeczke 1 parcie, 2 parcie lekarka mówi, ze widać główkę, 3 parcie nacięcie, które nie bolało.. 4 parcie i Niki jest na świecie Nie płakała, oczyścili jej buzke i płacz, dostałam ją na chwilke i wzieli ja na badania.. Mała sie urodziła o 13.25 więc parłam 10 min:) Musiałam urodzic łożysko ale nie byłam w stanie.. Położne i lekarka mi pomogły kazały tylko ostatni raz przec i nacisnęły mi na brzuch żeby wypchnąć łożysko, bolało ale szybko było już po wszystkim.. Szył mnie stażysta, ale zrobił to super.. Jestem bardzo zadowolona bo trafiłam na bardzo miłe połozne i lekarke, które cały czas mnie wspierały i pomagały.. Kiedy leżałam i czekałam na przewiezienie, mąż zadzwonił do szpitala bo ja nie odbierałam tela.. Powiedziano mu, ze urodziłam.. Zaraz przyszła do mnie lekarka i mówi "Dzwonił mąż, za chwile u Pani bedzie, jest bardzo zadowolony bo ze szczęścia sie popłakał do słuchawki" Poprosiłam o podanie telefonu i pisałam do męża. Kiedy mnie przewiezli do sali przyszła do mnie teściowa, nie mogła mnie poznać bo tak byłam wymęczona.. Za chwile mąż, tata, brat, teść Mąż mnie ucałował i odrazu poszedł zobaczyć malutką, był nia zachwycony Zresztą zostało mu to do teraz :wink:
Jeszcze tego samego dnia wieczorem już chodziłam.
Mimo, ze było mi ciężko to swój poród wspominam dobrze, to było wspaniałe przezycie :wink:


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 

 Tytuł:
Post: wt lip 08, 2008 12:52 pm 
Awatar użytkownika

Rejestracja: śr lis 21, 2007 4:08 pm
Posty: 955
dziweczyna piszcie dalej,ja cheetnie czytam


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: wt lip 08, 2008 1:13 pm 
Awatar użytkownika

Rejestracja: sob gru 29, 2007 10:26 am
Posty: 981
Lokalizacja: Kraków
boze ja tez chce radosnie wspominac poród...... jezu a tak sie boje tego naciecia krocza szycia rodzenia wszystkiego :(

_________________
Obrazek
Obrazek


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: wt lip 08, 2008 1:16 pm 
Awatar użytkownika

Rejestracja: śr lis 21, 2007 4:08 pm
Posty: 955
ja nie mysle o tym w ten sposób,w czwarek mam usg zeby zobaczyc czy główka malutkiej jest juz na dloe i moge rodzic.przyzwyczaiłam się do myśli że będzie boleć,ale wiem że widok malutkiej sprawi że od razu zapomnę o bólu.dla mnie poród to coś niezwykłego i nie mogę się doczekać kiedy nadejdzie moja kolej,na pewno go opiszę jak już będzie po wszystkim


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: wt lip 08, 2008 6:03 pm 

Rejestracja: sob wrz 01, 2007 2:08 pm
Posty: 3313
Dominisia bolą tylko skurcze :wink: Parcie nie boli.. Co do nacięcia to poczułam ale nie bolało :) Jak Cie szyją to dostajesz znieczulenie, fakt, ze nie każde miejsce sie znieczuli ale czuc tylko ukłucia.

Życze Wam dostania skurczy :) Ja miałam wywoływane i nie było to przyjemne.

No i oczywiście Szybkiego PLUM :wink:


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: wt lip 08, 2008 6:11 pm 
Awatar użytkownika

Rejestracja: sob gru 29, 2007 10:26 am
Posty: 981
Lokalizacja: Kraków
*Hypnotica*
ale ty masz dobrze.... bo juz masz za sobą to wszystko
mimo wszystko dziekujemy i mamy nadzieje ze zrobimy siup a maluszki plum ;]

_________________
Obrazek
Obrazek


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: wt lip 08, 2008 9:13 pm 
Awatar użytkownika

Rejestracja: śr sie 08, 2007 8:29 am
Posty: 1906
Lokalizacja: Jastrzębie Zdrój
u mnie było bardzo podobnie do Hypnotic-y

W sobote 12 stycznia jak co wieczor siedzialma przed forum i czytalam czytalam czytalam
Termin mialam na 21 styczen,nic nie zapowiadalo porodu a mi bylo bardzo ciezko pomimo to ze przytyła tylko 10kg
jest godz 22.55 a ja poczulam cieplo miedzy nogami
Maz juz prawie spal a ja Go wolam,przyszedl a ze mnie leciało jak z kranu.Zaczelam sie trzac,wzialam prysznic,sprawdzilam torbe i o 1 bylismy w szpitalu(do szpitala mam 5 min ale nie chcialam jechac szybciej bo przeciez mnie nic nie bolalo)
zostalam na noc a maz poszedl do domu
do rana nic sie nie dzialo,o 8 przyszła połozna i powiedziala ze zabieraja mnie na porodowke,dadza mi kroplowke zebym szybciej urodzila bo i wody odeszły wiec trzeba
zadzownilam po meza,o 9 do tesciow i rodzicow i zaczeło sie
powoli powoli,bolało bardzo
Ok 13 juz bredziłam :) krzyczalam po mezu ze ma sobie pojsc,pozniej juz nie bylam w stanie nic mowic.do tego wszystkiego lewatywa :)
ale dalam rade
ok 14 przyszła polozna,polozylam sie na łózku (wczesniej skakalam na pilce a maz masowal mi plecy i byl przy mnie co duuuuzo mi dalo)
i nagle krzycze ZE MI COS WYCHODZI
polozna mowi nie przyj bo sobie wszystko porozrywasz a ja ze nie moge
a ona czekaj,bada mnie i mowi TY JUZ RODZISZ
Ciach ciach łózko rozłozyli,zleciało sie pelno lekarzy itd
porod trwał 15 min. 3parcia i Mikołaj był juz z nami(2820g i 53cm)
lozysko dokładnie nie pamietam ale raczej to byly minuty i je "urodzilam"
a naciecie poczułam jak uszczypanie
pozniej maz byl z dzidziusiem a mnie szyli
troszke nie przyjemne ale dalam rade
pozniej jeszcze 2 godz z mezem i synkiem i na sale poporodowa

po porodzie strasznie krwawilam,pozniej wylecial mi wielki skrzep
Mialam czyszczenie macicy na zywo-bolalo a poznie jeszcze szew na macicy ale to wykonane pod narkoza ogolna

na drug dzien moglam juz siedziec jedna noga po turecku,chodzic normlanie itd
pozlone sie smialy ze az tak dobrze sie czuje
Tydzien po porodzie wazylam juz jak przed oczywiscie jeszcze nie wygladalam:)

w 5 dobie sciagneli mi szwy a wtedy juz wogole wszystko super
BYlam 6 dob w szpitalu bo mikolaj mial zoltaczke

I WAM ZYCZE TAKIEGO PORODU JAK MOJ :):)

jakby co piszcie na PW,chetnie odpowiem na wszystkie pytania

_________________
Obrazek


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: śr lip 09, 2008 2:01 pm 

Rejestracja: pt lut 15, 2008 10:52 am
Posty: 10
Lokalizacja: woj. lubelskie
Ja mam jeszcze niecałe 10 tygodni do porodu. narazie się nie boję, nie myślę o bólu, nacinaniu itp. nie mogę się doczekać gdy mój Michaś będzie już razem ze mną i z tatusiem oczywiście


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: czw lip 10, 2008 12:08 pm 
Awatar użytkownika

Rejestracja: czw wrz 20, 2007 6:55 am
Posty: 3166
Lokalizacja: Wągrowiec
w poniedziałek 2.03 pojechałam do szpitala bo było juz 8 dni po terminie! zorbili mi KTG i inne badania i położyli. Kazali sie najeść bo we wtorek mam byc tylko o wodzie! wiec leżałam....cały poniedziałek i jadłam
we wtorek nieprzespana noc bo miałam pokój nad porodówką i jakaś baba tak krzyczała ze nie szło spać! nie weim czy ze stresu ale dostałam rozwolnienia! o 8 wizyta i okazłao sie ze mam 3 cm rozwarcia! lewatywa :/ nie wiem po co skoro juz sie oczyściłam!
Połozyli mnie na porodówce z kroplówką! o 12 dzowniłam do męza ze rozwarcie 6 cm i ma przyjezdzać natychmiast! był z ciagu 10 minut! usiadł obok a położna kazała mu rozmasowac mi plecy! on sie zrobił blady wiec stwierdziałm nie ma sensu i go wygoniłam jakoś odechciało mi sie z nim rodzić i odpowiadac mu na pytania jak może mi pomóc itp. bóle narastały i stawały sie nie do zniesienia....trzymałam sie łożka...a między skurczami myslałam jaka to ja jestem głodna!!! bo przecież nic nie jadłam od rana a zawsze o 8 jadłam sniadanko!
położna zbadała mnie znów i tu 8 cm rozwarcia wiec szło szybko! przyszedł lekarz i przebił pęcherz! kazali mi leżec na prawym boku zeby główka dobrze sie ułożyła ale wiem ze bolało jak cholera! kolejne badanie i 9 cm.... połozna mi mówi ze widzi czarne wloski. ciagle pytałam jej czy wyrobie sie do 13 jakoś tak musiałam znać granice czasowe bo było mi łatwiej
chwile potem juz nie mogłam i musiałam przeć! położna gdzies zadzowniła i sie zaczło na dobre przyszedł lekarz, jakies babki z noworodków i inna położna! po 3 konkretnych parciach urodziła sie Agatka! pamiętam jak sie pobeczałam i ciagle mówiłam ze mają powiedziec meżowi!
łożysko nie było kompletne wiec jeszcze czekało mnie łyżeczkowanie! straszny odgos jak obieranie marchewki
potem jeszcze tylko szycie gdzie lekarz sobie zartował jakim sciegiem mam mnie pozszywac a ja mu na to ze moge sama bo jestem krawcową
2h lezałam jeszcze na porodówce i potem zawieżli mnie do pokoju gdzie juz o własnych nogach dotarłam na łożko! po jaims czasie kazali mi iść siku.....i nie mogłam zorbić ale po wypiciu litra wody udało sie!
małą dostałam o 17 niby tylko nakarmienie ale nie chciałam juz jej oddać........i została juz ze mną :)

dziewczyny nie ma sie czego bać poród to naprawde piękne przeżycie :)

_________________
Obrazek

Jazda Na Motocyklu Jest Najprzyjemniejszą Rzeczą Jaką Można Robić W Ubraniu!!!


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: śr lip 16, 2008 4:52 pm 

Rejestracja: pn kwie 07, 2008 3:25 pm
Posty: 8
Lokalizacja: Anglia
Urodzilam 26.06.08 o 10.10 termin mialam na 12.06 (Polska)/17.06(Anglia)
Porod trwal 15h od momentu odejscia (a raczej przebicia mi) wod :shock:
Ogolnie na kilka przed porodem juz odwiedzalam szpital z powodu silnych skurczy, jednak rozwarcie postepowalo zbyt powoli, zeby mnie zakwalifikowac jako "rodzaca" mimo, ze bylam juz po terminie. W szpitalu spedzilam 4dni, bylam na 8 paracetamolach dziennie, spalam tylko dzieki zastrzykom pethidine.
Na wywolanie porodu zgodzono sie dopiero na 10 dni po terminie (planowane na 27.06)
Suma sumarum w czwartek (25.06) po poludniu trafilam do szpitala (rano tego samego dnia mnie wypisali bez zbadania jakie mam rozwarcie, wrocilam po kilku godzinach) z rozwarciem na 5cm co w koncu zakwalifikowalo mnie jako rodzaca :D
Przez pierwsze 2 godziny wszystko szlo swietnie, radzilam sobie z bolem (przyzwyczailam sie juz w ciagu tygodnia do niego), mialam rozwarcie 8-9cm i nagle wszytsko ustalo :?
Polozna zdecydowala sie przebic mi wody (prosilam o aromaterapie ale polozna majaca kwalifikacje do wykonywania ich byla zbyt zajeta), zeby glowka dziecka zeszla nizej i aby tym przyspieszyc akcje porodowa (maly byl ulozony "plecami do plecow", jego glowa naciskala plasko na membrany i nie mogl ich przebic)...
Od tego momentu zaczyna sie moja 15h meczarnia... Malo pamietam, bo tracilam przytomnosc ze zmeczenia i bolu. Dostalam pierwszy epidrual. Tetno dziecka zaczelo spadac do 30... pobrali mu krew z glowki zeby sprawdzic czy faktycznie sie dusi. Lekarz podjal decyzje o cesarce.
na stole operacyjnym dostalam 2 epidrual (wkuli sie drugi raz, mimo ze z poprzedniego mialam jeszcze zalozony cewnik). Podano mi papiery do podpisania ze sie godze na ryzyko i mam swiadomosc jakie moga byc powiklania (w takim stanie podpisalabym wszystko). Po zbadaniu na stole operacyjnym, lekarz stwreidzil, ze rozwarcie jednak mam wystarczajace i mam probowac przec. Przez znieczulenie nie czulam boli partych. Parlam 3 razy pod rozkaz i wyciagneli i dziecko za pomoca kleszczy. Strasznie mocno mnie nacieli, bylam bardzo spuchnieta i posiniaczona. Na cale szczescie z malym wszytsko ok (dostal 10 punktow :P :P :P ).
2 dni po porodzie wyslali mnie do domu bez antybiotyku (co zdziwilo nawet moja polozna). Dwa dni pozniej wyladowalam spowrotem w szpitalu na 3 dni z infekcja "niewiadomo czego".
Ogolnie porod wspominam jako horror. Nie zdecyduje sie za nic w swiecie znowu rodzic w Anglii ze wzgledu na to, ze w Polsce mialabym o wiele wczesniej indukcje, co zaoszczedziloby mi polowy cierpien. :evil:
Niemniej jednak moja kolezanka rodzaca 10 dni po mnie w tym samym szpitalu (tez przenoszona ciaza), miala mozliwosc indukcji juz po 6 dniach od terminu, wiec nie wiem, czy to naprawde polityka szpitalna, czy widzi-mi-sie lekarza. :|

_________________
Obrazek


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: pt lip 18, 2008 11:37 pm 

Rejestracja: pn cze 30, 2008 12:36 pm
Posty: 1995
Współczuję niektórym dziewczynom tego co przeżyły...i ja Wam opowiem moja historię:

Jest 17.04.2000r poniedziałek.....termin miałam na 13.04.2000r. więc już byłam lekko podirytowaną tą sytuacją,ze dzidzia jeszcze w brzuchu....Miałam 17 lat...przez cały dzień intensywnie sprzątałam...prałam...bo ktoś tak doradził,ze jak się wymęczę to się zacznie....wieczorem wzięłam kąpiel i do łózia...ok.22 lekki ból....chwilę potem mocniejszy...aż z łózka wyskoczyłam...już czułam,że to jest "to"...do godziny 24 chodziłam po cichutku po pokoju nikomu z domowników się nie przyznawając,ze się coś zaczęło...nie chciałam panikować...po 24 już zawołałam mamę,że skurcze są coraz częstsze...ok. godz 2 w nocy już były co 5 min...zadzwoniłyśmy po pogotowie....i pierwsze co usłyszałam po ich przyjeździe to był tekst w stylu:"no to dziś mamy kolejne dziecko,które rodzi"...myślałam,ze się pobeczę...ale udałam,że tego nie słyszałam....W szpitalu na początek zasrana biurokracja...ja leżąca na kozetce...zwijająca się z bólu...i te rutynowe pytania...potem lewatywa i na porodówkę...Rozwarcie na 3 i zalecenie położnej,ze mam dużo chodzić...pamiętam co wtedy czułam..sama...w tej białej,zimnej sali...strach i poczucie bezradności...bardzo chciałam żeby ktoś ze mną wtedy był...Pamiętam zegar,który wisiał na ścianie...co 5 min spoglądałam na niego podczas skurczy...Jak ja się cholernie bałam i chciałam żeby było już po!Godzina 6 rano...ja nadal na tej porodówce a rozwarcie za nic się nie chce powiększyć...już wycieńczona z bólu odmawiam dalszego spacerowania,bo nie mam sił...położna nieprzejednana mówi,ze muszę i już....to ja dalej tuptam i mam ochotę już umrzeć :? Godzina 8...mówię,ze już nie mam sił i że już chyba nie urodzę....rozwarcie na 6...podczas badania przez położną odchodzą mi wody płodowe...i już odmawiam dalszego chodzenia...zbierają się lekarze...lekarz i lekarka ginekolog...podłączają pod KTG i pod kroplówkę...zaczyna zanikać tętno u dziecka...lekarka wrzeszczy na położne,że mają mi natychmiast odłączyć kroplówkę...ja już w tym momencie miałam całe życie przed oczami...godzina 10...zaczynają się bóle parte...podczas jednego z nich dostaję krwotoku z nosa i tracę przytomność...Dostaję tlen( wiecie co mi utkwiło w pamięci?Strasznie mi się nogi trzęsły podczas skurczy...to było nie do opanowania)....W końcu lekarka postanawia dziecko ze mnie wypchnąć...łokciami itp....i o godzinie 10:30 na świat przychodzi Alan...pamiętam jak mi go pokazali...płakałam i śmiałam się na przemian...a lekarka mnie wręcz całowała po głowie,że byłam taka dzielna :) Nawet teraz to opisując nie mogę powstrzymać łez wzruszenia :cry: ...łożysko...szycie to już jak stop klatka...nie pamiętam...po paru godzinach dostarczyli mi moje kochane dzieciątko...nie wiem czy byłam kiedyś bardziej szczęśliwa i równocześnie przestraszona jak w tamtej chwili :)

Połóg to był koszmar...powrót do szpitala...czyszczenie...i szycie ponowne pod narkozą...do tego na dolarganie bo z bólu wyłam a i depresja zaczęła się u mnie objawiać..ale powiem Wam jak tu depresji nie dostać jak człowiek od dnia porodu nie spał dłużej niż 3 godziny...do szpitala wchodziłam w kurtce zimowej...a opuszczałam w maju...jak drzewa i wszystko w koło zielone...piękne...czułam się jakbym przespała wiosnę...

za to drugi poród to już jak marzenie w porównaniu z pierwszym :)
jest sobota 4.09.2004....termin był na 28sierpień...czyli znowu po terminie...budzę się po 9 z lekkim bólem podbrzusza...w nocy też go odczuwałam...ale mówię do męża...spokojnie...to nie to...ok11 skurcze takie,ze się zwijam w kłębuszek...ale nieregularne więc za Chiny Ludowe nie chce słyszeć o szpitalu...mąż nieugięty jednak mnie zabiera...ok.12 jesteśmy na miejscu...a ja mocne skurcze ale...co 9...5...13...3 minuty....jakaś paranoja....boję się,że to przepowiadające i mówię,ze nie chcę wyjść na histeryczkę...położna mnie bada(moja kochana siostra Basia,która nas prowadziła w szkole rodzenia) i jest rozwarcie na 4

:) lewatywa...(czyli stary schemat) i udajemy się z mężem na porodówkę...próbuję sobie ulżyć pod prysznicem...nic z tego...nie zdaje u mnie to egzaminu...każą leżeć i pod KTg...które wykazuje,ze są silne skurcze i to już te prawdziwe :) Po KTg...czas na piłeczkę ..worek Sako...jezu...jak ja tą piłkę przeklinałam podczas skurczu :) Ale mąż był przy mnie...pamiętam jak spokojnie rozmawialiśmy...jak mówiłam,ze ja już chcę rodzić...przeć i mieć to moje maleństwo na rękach...atmosfera byłą cudowna...ok.godz 16 przyszedł ginmekolog...pediatrzy...a tu co?Ni ma skurczy...ni ma porodu...lekarz się smiał,ze ze strachu powstrzymałam akcję porodową...zapytał czy chcę kroplówkę...ja się zgodziłam...i zaraz come back skurcze...przy 3 wydałam na świat Oliwiera....pamiętam wyraz twrzy mojego męża jak krzyczał:Agnieszka jest!Już jest!jest!"To było cudowne...a ja pytałam czemu on nie krzyczy?czemu dziecko nie płacze?Lekarze oczyślili mu drogi oddechowe i go usłyszałam...nie ma nic piękniejszego niż ten pierwszy krzyk...zaraz położono mi tego dzieruska na piersii..ehhh...aż łza się w oku kręci na wspomnienie tych cudownych chwil...pamiętam,że rodzenie łożyska już mnie bolało...a i lekarz mnie poszył porządnie...bo wiedział juz jaką historię miałam z kroczem po pierwszym synu...potem 2 godzinki spędziliśmy w trójkę...maż ja i Oli...
cudowne chwile...po 4 dobach wyszłam do domku....i było wszystko ok...Pamiętam,ze strasznie macica mnie bolała jak się kurczyła...ogólnie drugi poród był szybszy...choć bardziej bolesny...ale jednak lepiej wspominam jak pierwszy...

ale się rozpisałam....przepraszam :oops:


mam nadzieję,ze kiedyś Wam trzeci opiszę...za parę lat...i,ze to będzie córeczka...a tym przed porodem życzę szybkiego rozwiązania...i nie zakładajcie,że Wasze porody będą jak nasze...bo każdy jest inny...a i my też jesteśmy inne i inaczej reagujemy na ból itp...
Pozdrawiam.


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: pn lip 21, 2008 3:23 pm 
Awatar użytkownika

Rejestracja: pt lip 18, 2008 5:39 pm
Posty: 24
Lokalizacja: anglia
Hej ja pierwszy porod przeszłam 6 lat temu i powiem nie było łatwo. A wiec pierwsze skurcze dostałam w niedziele w nocy (dodam ze byłam juz w szpitalu gdyz bylam po terminie) a do porodu zabrali mnie dopiero we wtorek o10 rano, gdzie położyli mnie na fotelu i podłączyli do kroplówki naskurczowej gdyz miałam słabe skurcze. Rzeczywiscie kroplowka ta pomogła gdyz skurcze stawały sie coraz mocniejsze i coraz trudniej było wytrzymac ból krzyczałam i prosiłam o znieczulenie ale niestetyto na nic. Leżałam tak od 10 do 17 w okropnym bólu gdzie nie pozwolili mi nawet odwrocic sie na bok,musiałam ciagle leżeć na plecach. Po prostu koszmar, w końcu położna zawołała lekarza i po badaniu lekarz stwierdził że trzeba będzie zrobić cesarkę, bo dziecko ma ułożenie wierzchołkowe i nie ma postępu porodu.Także moje wielogodzinne cierpienie i tak zakończyło sie cięciem. Teraz tez jestem w ciązy mam termin na 7 wrzesnia i bardzo sie boję po przeżyciach w pierwszej ciazy dodam ze jestem w Anglii i tutaj zamierzam rodzic. :cry:


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: wt lip 22, 2008 3:38 pm 
Awatar użytkownika

Rejestracja: pn lis 13, 2006 7:36 pm
Posty: 1608
Lokalizacja: Giżycko
a ja czytam wasze porody i płaczę ze szczęścia to jest takie cudowne przeżycie urodzić ja chcę być w ciąży nie myślcie że mi było łatwo ja rodziłam 29 godzin i 25 minut nie byłam nacinana mój synek mnie porwał nawet nie poczułam :lol: nie ma się czego bać :lol:

_________________
Obrazek
Obrazek
Aniołeczek :* 28-02-09 [*]


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: wt lip 22, 2008 5:30 pm 
Awatar użytkownika

Rejestracja: śr cze 25, 2008 5:06 pm
Posty: 1809
Lokalizacja: mazowieckie
To ja opiszę swój poród.Urodziłam 03 lipca 2006 córeczkę Martę Weronikę, 54 cm, 3400 g. Poród rodzinny.

Jeszcze jak byłam w ciąży czytałam całe mnóstwo książek, artykułów, stron internetowych i postanowiłam ze będę rodziła w wodzie bo mniej boli, poród przebiega szybciej, tkanki sie lepiej rozciągają pod wpływem ciepłej wody i nie trzeba nacinać bo woda tak rozciąga że nie ma takiej potrzeby. Ja bardzo bałam się nacięcia i nie wyobrażałam sobie że ktoś mógłby mnie naciąć.
U mnie w rodzinie kobiety mają tak ze nie dostają skurczy porodowych samoistnie mimo rozwarcia i u mamy jak i u siostry potrzebna była oksytocyna na wywołanie.
Mój mąż od początku chciał rodzic ze mną i nie wyobrażał sobie że mogłoby go nie być.
02 lipca o 18 odszedł mi czop.
03 lipca żadnych skurczów.
Lekarz kazał przyjechać, 2 cm rozwarcia - rodzimy.
Godzina 9 skurczów zero.
Godzina 12:00 dalej nic.
Salę mieliśmy wykupioną indywidualna z łazienką, wypoczynkiem, kołyska dla dziecka i ogromną wanna na środku.
Ja chodzę w kółko, skacze na piłce.... mąż siedzi w fotelu z gazetą i co chwile pyta czy coś czuję...... nic.....
Lekarz podejmuje decyzję - podajemy oksytocynę (duża porcja idąca przez wenflon pooowwwwoluuutku ślimaczym tempem).
Na porodówce zero ruchu, tylko my.
O 15 zaczynają sie małe skurcze
18- rozkręca się
19- skurcze konkretne
Podłączają KTG
Leżę na sofie, idzie skurcz , nosem jestem już przy podłodze i ledwo oddychać mogę z bólu.......... widzę męża jak cierpi że nie może mi pomóc a widzi moje cierpienie..... Boże jak ja go kocham...chwila oddechu....
Idzie następny..... nie daje rady......
Michał jaka skala............................. ?????
.......25
z ilu ???............
Michał patrzy na mnie i widzę ze nie chce mi tego powiedzieć......
z ilu????
ze 100
:shock: :shock: :shock: :shock: :shock:
czuję ze łzy mi napływaja do oczu..... nie dam rady, jak boli.......

skurcze nasilają się, ja przyzwyczajam sie do bólu i wyczekuje przerw miedzy skurczami .....
lekarz bada mnie na skurczu i mam ochotę dać mu w pysk bo boli przepotwornie
patrzę na Michała o on jest zielony......... położna wyprowadza go na korytarz ale on po chwili wraca "nie zostawię żony samej"
5 cm rozwarcia -wchodzimy do wody
jest lżej ale boli nadal......
w pewnym momencie boli tak ze mam ochotę wziąć torebkę i uciec z tego szpitala jak najdalej...... co sie dzieje... nie daje rady
"Michał idź po położą ja chcę ZZO"
Michał próbuje mnie od tego odwieźć dopingując mnie że dam radę i urodzę ale ja juz nie mam siły z bólu.
Przychodzi położna, pyta czy to moja ostateczna decyzja i czy wezwać anestezjologa.
Odpowiadam Tak.
Wychodzę z wody. Przychodzi lekarz i bada mnie. 8 cm rozwarcia na ZZO już za późno, nie zadziała bo ja zaraz urodzę.
Tracę siły, wchodzę do wody ale nie dam rady sama urodzić.
Położna podejmuje decyzję wyjścia z wody.
Rozkłada materac skórzany i klękam na nim opierając ręce na łokciach.
Ciężko mi idzie parcie.Ból osłabił mmnie totalnie.
Położna decyduje -stołek porodowy, pozycja wertykalna.
Siadam, Michał staje z tyłu za mną i trzyma mi nogi za kolana.
Zaczynają sie skurcze parte.
Czuję że muszę znaleźć siły, tyle sie naczytałam o niedotlenionych dzieciach które za długo pozostawały w drogach rodnych.
Moje dziecko urodzi się zdrowe.
Prę z całej siły i dokładnie wtedy kiedy każe położna, współpracujemy.Wiem ze muszę, nie ja sie teraz liczę a moja córeczka. Mój mąż krzyczy głośniej niż ja.
Wiem ze muszę, mimo braku sił odnajduje w sobie wole walki i wiem ze muszę urodzić zdrowe dziecko i to dodaje mi sił.
Po chwili o 21:03 jest nasza córcia.
Jestem oszołomiona.
Michał ze łzami w oczach mówi "kochanie mamy wreszcie nasza malutką"
Mała płacze.... położna kładzie mi ja na brzuchu..... mała płakać przestaje i patrzy na mnie małymi oczkami......
Jest już z nami...... jestem szcześliwa

Zabierają mi małą na mierzenie i warzenie a mnie na "rodzenie łożyska" i szycie bo jak się okazało zostałam nacięta mimo iz ko9mpletnie nic nie czuła.
Michał idzie z nasza córką i lekarzem i po kilku chwilach jedzie z nią juz wózeczkiem do mnie.
Boże jaka jest śliczna, Michał przeszczęśliwy ma łzy w oczach.jestesmy już razem wszyscy.
Każdy dzień pobytu w szpitalu jesteśmy razem. Michał przyjeżdza na 10 i wychodzi o 18-tej. Nie odstępuje nas na krok.
Lekarki są pod wrażeniem, położne opowiadają jaki był dzielny przy porodzie i jak krzyczał na skurczu głośniej niż ja. Mówią że zazdroszczą mi męża.

W marcu czeka mnie powtórka z rozrywki, w tym samym szpitalu, z mężem. Czekamy na nasza druga dzidzię z radością. Będzie nas już komplet (choć Michałowi marzy się trójeczka ale ja się nie zdecyduję).

_________________
Obrazek
Obrazek


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: śr lip 23, 2008 10:29 am 
Awatar użytkownika

Rejestracja: pn sie 06, 2007 10:03 am
Posty: 2483
Lokalizacja: Poznań
Margola, super opis!!!! Gratuluję :D
A gdzie rodziłaś?

_________________
ADAŚ:)
Obrazek
Obrazek


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: śr lip 23, 2008 12:40 pm 
Awatar użytkownika

Rejestracja: śr cze 25, 2008 5:06 pm
Posty: 1809
Lokalizacja: mazowieckie
w Wołominie.

sala do porodów (płatna) - w 2006 roku płaciłam 400 zł - zdjęcia ze strony szpitala
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Standardowa porodówka z łózkami do rodzenia oczywiście niepłatna.

_________________
Obrazek
Obrazek


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: pt lip 25, 2008 9:23 pm 

Rejestracja: pn mar 05, 2007 12:25 pm
Posty: 134
Lokalizacja: Hannover
Czesc dziewczyny!
Ja tez dolacze sie do opowiedzenia wam o moim porodzie :) Tak wiec...
Byl wtorek 13.11.2007 godzina 21:30 musialam zglosic sie na KTG do szpitala(bylam juz po terminie wiec codziennie bylo KTG).Podlaczyli mnie i czekalismy z mezem i sluchalismy serduszka :) Przyszla moja polozna,zobaczyla wykres i powiedziala ze musi zawolac lekarza.Przyszedl lekarz i powiedzial ze malemu za szybko bije serduszko i radzilby zostac mi juz w szpitalu(w srode 14.11.2007 mialam sie juz zglosic na wywolanie)wiec zostalam.O 24:00 mialam robione kolejne KTG tym razem bylo juz troszke lepiej.W srode o 7:00 rano mialam pobudke.Dostalam do macicy taki krem ktory mial pokazac czy macica zareaguje.Lekarz kazal mi chodzic.O 13:20 zostalam podlaczona do kroplowki no i KTG oczywiscie.Zaczely sie lekkie skurcze.Okolo godziny 15:00 odeszly mi wody plodowe.Bole byly coraz silniejsze ale dalam rady bez znieczulenia.O godzinie 18:30 zachcialo mi sie siusiu(tak przynajmniej myslalam :) )ale polozna powiedziala ze to moj dzidzius sie pcha :) Zaczelam plakac ze nie dam rady(kazdy boi sie nieznanego :) )Mialam bole parte od krzyza wiec bolalo strasznie ale bylam twarda i 20 minut pozniej wyszedl na swiat moj synus :) Caly w mazi.Polozyli mi go na piersiach(pamietam do dzis jego zapach)taki maly,slodki bobas,tak dlugo wyczekiwany i tak duzo spozniony :) Moj maz byl caly porod przy mnie,przecinal pepowine i powiedzial mi "dziekuje kochanie" i lzy naplynely mu do oczu :) Moj synek mial 3910g i 56cm ma na imie Oliver :)
Jeju ale sie rozpisalam :) mam nadzieje ze wybaczycie :)

_________________
Obrazek
Obrazek


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: sob sie 09, 2008 1:41 pm 
1 żółta kartka

Rejestracja: pt sie 10, 2007 6:26 pm
Posty: 6539
Lokalizacja: Opole/Newmarket [UK]
to moze sprobuje opisac jak to u mnie wygladalo :)

skurcze zaczelam miec od 7 rano, ale dopiero kolo 9 dotarlo do mnie, ze to to, o czym mysle :P
Arek uznal, ze mam sie jeszcze zdrzemnac o_O ale nie bardzo sie dalo, bo byly dosc mocne i bolesne :( brzuch mi sie obnizyl, wiec juz wiedzialam, ze to dzisiaj...
poszlam wziac goraca kapiel <podobno goraca woda usmierza bol> ale jakos niewiele to pomoglo <sciana> no to wrocilam do lozka i zaczelam spisywac co ile mam skurcze. byly na poczatku nieregularne, co 5 do 10 minut, a wiem ze jak nie ma co 4 minuty lub czesciej to z powortem do domu odsylaja, wiec nie spieszylam sie. torby do szpitala mialam spakowane juz wczesniej.
wyslalam Arka na miasto, bo dzien wczesniej bylam jeszcze na zakupkach :D :D :D mam taka znajoma babcie w sklepie i czasami jak nie mam kasy <przed wyplata> a nie chce, zeby ktos kupil to jej daje do schowania, podpisuje <gdyby jej nie bylo> i odbieram jak juz mam kase <najczesciej na drugi dzien> :) no i sobie upatrzylam kurtke na zime, w drugim sklepie kamizelke, a w trzecim bluzke. no i Arek musial wszytsko poodbierac :) a jak wyszedl to mi sie przypomnialo <miedzy skurczami> ze mam ochote na hamburgera <ostatnia zachcianka, a co!> a w zasadzie to na dwa ;) i mu napisalam smsa.. wrocil, miedzy skurczami zjedlismy <juz byly bardziej regularne> i okolo 15-30 zadzwonilam po karetke. przyjechali bardzo szybko <pewnie dlatego, ze przez telefon dyspozytorce powiedzialam, ze jestem sama w domu i sie boje> a przez telefon kobitka ze mna caly czas rozmawiala az do przyjazdu paramedykow tak zwanych :D
jak przyjechali, zabrali moje maternity notes, torby, pomogli zamknac chate i dojsc do karetki <nie wiedzialam ze przejscie kilkunastu metrow moze byc tak wykanczajace!> i w drodze do szpitala caly czas jeden ze mna gadal, wdychalam gaz, zeby chociaz troche usmierzyc bol :( i zadzwonil po moja polozna. miesiac wczesniej sie przeprowadzilam i mialam dwie, ale na moje szczescie ta do ktorej zadzwonil byla moja pierwsza od kiedy jestem w UK i bardzo sie ciesze ze ona byla ze mna. mojego faceta nie bylo, bo go podobno manager w firmie potrzebowal <a ja to niby nie?!> i na koniec koncow rodzilam sama :(
a teraz sam porod: w koncu zajechalismy do szpitala <angielskie drogi sa dosc rowne, nie to co w Polsce!> to od razu na porodowke => w czasie miedzy skurczami zadzwonila moja mama <akurat byla u babci> i sie zapytala, co slychac :D :D :D a ja na to, ze jestem wlasnie na porodowce! no to wtedy sobie nawzajem zabieraly sluchawke mama, ciocia i babcia i mi mowily, ze mam sie nie bac, ze bedzie dobrze itd. a najlepsza babcia mi zaczela opowiadac jak wyglada porod :D :D :D po rozmowie, szybko polozne mi pomogly sie przebrac w szpitalne pizamy i sie zaczelo. myslalam, ze umre! :( :( :( na epidural <znieczulenie w kregoslup> bylo juz za pozno, bo rozwarcie bylo za duze <6 cm> i by nie zdazylo zadzialac :( wiec bylam zdana tylko na siebie... ale to nawet nie byl poczatek, bo tragedia byla dopiero przy skurczach partych :( meczylam sie niemal godzine! albo cos kolo tego...
ale zanim urodzilam to musialy troche dzidzie obrocic, sprawdzic rozwarcie <nic przyjemnego, naprawde!> i przekluc takim plastikowym czyms pecherze, bo nie dalabym rady urodzic bez tego :/ miedzy skurczami i zmianami pozycji, bylam w wc, mialy nadzieje ze na siedzaco bedzie mi latwiej, ale nie bylo :( :( :( w dodatku caly czas gaslo swiatlo :O
wiec jak nic nie bylo lepiej, wrocilysmy do sali. jak juz myslalm, ze umre, bo skurcze mialam co minute i takie mocne, ze masakra :( <okres przy tym to maly pikus> zapytalam sie poloznej ze szpitala, ile jeszcze? godzine? a ona na to, ze raczej minute :D od razu bylo mi lepiej i zebralam w sobie wszytskie sily i wypchalam wreszcie dzidzie z siebie.
bardzo sie ucieszylam jak moja polozna, Sue mi powiedziala, ze to dziewczynka <do konca nie wiedzielismy kogo mam w brzuszku>

(: Ania urodzila sie 1.11.2007 o 19.01 :)

...pozniej polozna ze szpitala, Vicky pomogla mi urodzic lozysko <jakims zastrzykiem>, podala Ani witamine K i to byl koniec porodu :)

potem Vicky zwazyla i ubrala Anie i wlozyla do lozeczka kolo mojego lozka. wszyscy dzwonili do mnie, wiec na koniec koncow starczylo mi tylko baterii, zeby do Arka smsa napisac, ze ma corke :)

dostalam kawalek ciacha i herbate i potem pierwszy raz nakarmilam Anie :)

pozniej przyszla salowa i sie zapytala, czy do kapieli mi dodac olejku lawendowego (!!!) - nie wiem czy w Polsce ktos by o tym pomyslal, ze po porodzie kobieta ma ochote sie wykapac...

na sali byly ze mna 2 inne Polki, wiec bylo z kim pogadac :D :D :D pozniej im papiery szpitalne tlumaczylam <wiec z moim angielskim nie jest tak zle!>

i w koncu tlumacza nie mialam, mimo ze go sobie wywalczylam :P

no to tyle ;) alez sie rozpisalam :D :D :D

_________________
ObrazekObrazek


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: sob sie 09, 2008 3:07 pm 
Awatar użytkownika

Rejestracja: wt lip 03, 2007 9:30 pm
Posty: 3597
Witam kolej na mnie ;)

Urodziłam 10.07.08 o 5.30. termin wg om:2.07.08

Wszystko zaczęło sie 7.07..dostałam lekkich skurczy ok 14 i tak trzymały do wieczora.Czasami mocniejsze czsaami słabsze ale mniej więcej co 15,a potem co 10 minut..Czekałam do wieczora..Zjadłam kolacje,wykąpałam sie i pojechalismy z męzem do szpitala..Najpierw zostałam zbadana ( nic nie zapowiada porodu :(),a potem podłaczona pod ktg,które nic nie pokazało,bo skurcze jakoś mi przeszły..usłyszałam tylko ze to nie te i ze w piatek o 8.00 stawić sie w szpitalu na wywołanie..Wychodzac ze szpitala nagle poczułam jak coś poleciało,ale pomyslałam ze to moze po badaniu..ale niestety,albo i stety to nie po badaniu..W domu dalej leci zagladam i leci jakbym siku niedotrzymała..chwile przestaje i dalej leci..Dzwonimy do znajowej ze szpitala i mówimy ze wody zaczęly sie sączyć i sa zielonkawe..kazała rano sie stawić..spac już nie mogłam ,bo niby jak wiedzą ze coś sie ruszyło ;) i tak czekałam..
O 9.00 przyjęli mnie na patologie,dostałam zastrzyk na wywołanie,jakies globulki i antybiotyk..i tak przelażałam dzień bez wiekszych rewelacji..w nocy z lakka sie ruszyło ( byłam już po 3 zastrzykach) skurcze co jakies 7 minut czsamiu co 10 dochodzące do 100,ale ponoc za krótko trzymajace..rano pobrali krew i mocz do badania..w południe wołaja mnie na badanie..niby coś ruszyło ale bardzo malutko. Usłyszałam tylko z wyniki złe i musz dziś urodzić albo naturalnie albo cesarka. Kazali sie spakowac i na porodówke..Podłaczyli mnie pod oct i pod ktg..potem musiałam chodzić,albo na piłce skakać..tak czas lecil..bóle coraz silniejsze ale nadal nieregolarne..Jest 15 przyjeżdza mąz..kolejne badanie..rozwarcie na 2 palce,podkręcaja kroplówke...Ja dalej chodzie i skacze na przemian..jest ok 18..przenosza mnie do pokoju odwiedzin bo ruch sie zobił i potrzebowali porodówkea u mnie za wolnoe sie posuwa.,tam badanie gdzie sie dowiaduje ze dalej nic..kolejny raz kroplówke podkrecaja .ból coraz mniej do wytrzymania..raz co 5 minut raz ci trzy,a raz po minucie..i tak minał czas do 22..wtedy zwolniła si jedna z porodówek..na szczescie ta najlepsza..badaja i co? rozwarcie poeiększyło sie o palec,podkrecili kroplówke,zrobiono mi masaz szyjki i pod ktg,-ciezko tak lezecpól godziny podczas tych bóli ,które dochodziły do 160 nawet..dalej chodze i mecze sie.Mąz pomaga jak moze.Podczas skurczu klepie mnie po plecach,potem masuje..przed połnoca badanie rozwarcie na 4,5 palca,ale sie ciesze! Myśle jeszce troszeke i koniec..Położna mówi ze za godzine wraca sprawdzić..ja dalej chodze..czasami siły brakuje,wtedy siadam i skurcze mam lzejsze..momentami usypiam miedzy bolami..za godzine wraca..kolejny raz dowiaduje sie ze nic sie nie posuwa..dostaje jakiś czopek i informacje ze spotykamy si za godzine..momentami mam dosyć rycze ze niadam rady..tak mijał czas jest 4 przychodzi znowu (co godzine sprawdzała) nic si nie zmienia..klne jużpod nosem bo mam dośc..podkreca kroplówke i mówi ze jakby skurcz nie puścił to mąz ma leciec po nia dostała tez zastrzyk na skurcze parte....prawie godzina minęła..myśle ze to kolejny skurcz ale boli cały czas mąz pyta czy isc po nia mówie z nie,ze zaraz przejdzie ale nie przeszło..akurat przyszła pięlegniarka z innego oddziału sprawdzic tetno małego..odłaczyła mi to paskudztwo na szczescie..rozryczałam sie jak dziecko..mówie ze już nie chce kroplówki bo i tak nie urodze a o 7 miałam miec cesarke jakbym nie urodziła..chciałam wypocząc..od płaczu wzieło mnie na wymioty ( wtedy tak myslałam) spytaął sie czy moze mnie jeszcze zbadac..okazało sie ze to szyjka puściłą i zaczyna sie druga faza..jest 4,55..Pielegniarka wzięła mnie jeszcze pod prysznic,zebym sie przepłukała..FAjnie mi zrobił..siły jakby powrociły..Przyszła położna kazałą podejsc do drabinek i tam na skurczach wypychałąm małego..w sumie poszło szybko 3 skurcze i poszliśmy na łóżko..kolejny skurcz mam przec..robie to ile mam siły..skurcz minał słysze ze trzeba naciąć bo mnie rozerwie,mówi ze jak skurcz bedzei to mam mówić..czuje ze nadchodzi ale jakich "słaby" wiec iedzę cicho ;) kolejny to mówie jej czuje ciepło..prę..i nagla czuje ze wyszedł..słysze jak płaczę..normalnie uwierzyc nie moge ale jak widze ze lezy mi na peirsiach to az łzy mi sie cisna do oczu..mąz tez wzruszony..
Oliwier przyszedł na świat 5,30 ważył 3700 i miał 55 cm..największe szczescie mojego życia! Wynagrodził mi kązda minute isekunde bólu! Kocham Cie!

_________________
Obrazek
Obrazek


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 

 Tytuł:
Post: ndz sie 10, 2008 8:49 pm 

Rejestracja: sob wrz 15, 2007 5:32 pm
Posty: 1688
Dzielne jesteście dziewczyny :)
Mnie się już tak te tygodnie dłużą... Chcę już urodzić :(

Pozdrawiam :D


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 280 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7 ... 14  Następna

Forum ciąża

» Zdrowie Kobiety » Poród

Strefa czasowa UTC [letni]


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Szukaj:
Przejdź do:  
cron
Antykoncepcja - Bezpłodność - Planowanie ciąży - Objawy ciąży - Test ciążowy - Ciąża - Ciąża bliźniacza - Termin porodu - Objawy porodu - Poród - Laktacja - Niemowlę - Karmienie niemowląt - Macierzyństwo - Psychologia - Przepisy kulinarne - Uroda

Jeżeli podoba Ci się nasz serwis, poleć go innym. Wklej nasz button lub link na swojej stronie

Forum ciąża


Friends Pliki cookies forra