Z tym imieniem to taka mała historia sie wiąże...
Jak urodziłam Piotrusia byl grudzień, byłam w głebokiej depresji, ułozyłam sobie w głowie, ze mój synuś jest aniołkiem i tam nade mna czuwa z góry. Czesto mi śnil, prawie w kazda noc przychodził do mnie, prosił o swiatełko, pokazywal skrzydełka... Tuż przed Bożym Narodzieniem wieczorem tak bardzo płakałam ze aż zasnełam, myslałam o tych swietach, pustych, bez brzucha, bez Piotrusia i wtedy mi sie przyśnił. Przytulałam go do siebie i płakałam mowiac ze nie wiem jak przezyje te świeta, ze chyba nie dam rady, a wtedy moje dziecko usmiechneło sie do mnie i powiedziało "Nie martw sie mamuś, teraz bedzie ciężko, ale nie płacz już prosze, ja jestem z Tobą całym soba, a w nastepne świeta juz będzie z wami Michaś"... Powiedziałam o tym mezowi i wspolnie stwierdziliśmy ze pewnie gdzies kolo swiat zajde w ciąze, w zyciu nie myslałam, ze bede juz miała dziecko w ramionach, aż tu trach dwie krechy teście, pierwszy termin na 11 grudnia (dzien urodzin Piotrusia) serce mi stanęło na chwile... Teraz wychodzi na Mikołajki, czyli 6 grudnia. I jak tu nie wierzyć w aniołki??
Najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, ze nigdy nie mowilismy o imieniu Michał, miał byc Piotruś, Tomek, dziewczynka, Zosia albo Gabrysia, ale mój synek zmienił wszystko. Postanowilismy ze nasze dziecko bedzie sie nazywało albo Michaś albo Michalinka...
I jak sie kiedyś zapyta skąd to imie to wezme je na kolana i opowiem o braciszku aniołku, który dał jej badz jemu własnie takie imie...
Niesamowite troche, ale nawet mi do głowy nie przyszło, zeby dać inne imie dzieciatku

Troche bym sie bała gniewu mojego synka hehe
