marerka pisze:
oooooooooooooooo SK....YN !!!!!!!!!!!!!!!!! Niech sam zajdzie w ciążę, niech ma bóle kręgosłupa, rwę kulszową, pare lub parenaście kilo więcej, niech ma mdłości, duszności i niech ZA....LA od świtu do nocy do roboty! Do ostatniego dnia, do terminu porodu, a najlepiej niech w pracy urodzi...na przerwie oczywiście!
marerka - popieram. I po tej przerwie najlepiej niech od razu wróci na pełen etat i zapomni o byciu matką.
A moim zdaniem problem polityki prorodzinnej nie dotyczy tylko ciąży, ale warunków pracy kobiet jako takich. Chcesz mieć dziecko? Proszę bardzo! Tyle tylko, że to często bardzo teoretyczne jest. Sama ciąża nie jest chorobą, ale daje dużo dolegliwości, które wyłączają nas z normalnego życia, nie mówiąc już o zawodowym. Normalne, że chcemy odpocząć. Zebrał sięjeden cycek z drugim i wydaje im się, że tachanie 10kg arbuza przez kilka miesięcy to takie małe piwko. A niech śie któryś zamieni. I niech go jeszcze złapie ból krzyża, skurcz łydki, siusianie co 10 minut i z 1 prawdziwny skurcz porodowy. Od razu zmieniłby zdanie.
A potem? Maluśkie dziecko musimy zostawić w domu, albo oddać do żłobka i pracowac do 18tej np. Przecież to jest paranoja! Kiedy my mamy te dzieci wychowywac? W nocy? Podczas snu? Przez te 2 godziny po pracy, gdy człowiek jest tak padnięty, że o niczym innym nie myśli, żeby tylko mieć święty spokój? Zrzucić wszystkiego na babcie i przedszkola się nie da. Babcie swoje już przeszły, gdy wychowywały nas, stojąc w kolejkach po jedzenie i najmniejszą sztukę odzieży. I też mają prawo do emerytur i zasłużonego odpoczynku.
ech, długo by wyliczać i narzekać. Ta ich polityka prorodzinna nigdy nie przyniesie efektów, jeśli nadal trzeba będzie zapracowywać się od rana do nocy, by zarobić normalne pieniądze pozwalające godnie przeżyć, zaoszczędzić i od czasu do czasu zaszaleć.