|
Czy przychodzi Wam coś do głowy, co tu zrobić, może jakieś badanie..? Tuż przed samą ciążą, jakieś 3 mies. przed zaczęłam mieć mdłości. Rodzinny - nic. Tylko coś tam doraźnie. Potem zaszłam w ciążę, do mdłości doszło pieczenie w nadbrzuszu, ból po lewej o prawej stronie żeber. Przeszłam na dietę po konsultacji z rodzinnym, taką antywrzodową. Ginekolog zaleciła żelazo, wyniki krwi były słabe. Dostałam skierowanie na gastroskopię, jednak nie udało się jej zrobić. Gastrolog na wizycie prywatnej nie umiał nic doradzić, nie w ciąży. Byłam już 3 razy w szpitalu z powodu tych bólów, zawsze na ginekologii, podawali nospę, hydroxyzynę, magnez, żelazo, nic więcej. Przechodziło. Jestem teraz w 23 tyg. i na początku ciąży ważyłam 75 kg, a teraz 72,5. Nikt się nie chce tym zająć, wszyscy umywają ręce. Teraz boli głównie w prawej stronie żeber, ale gin. robił mi usg i pęcherzyk żółciowy w porządku, mimo, że wcześniej w szpitalu mówił inny gin, że błotko jest w pęcherzyku. Jeśli złamię jakąś zasadę diety, zaraz jest okropny ból, nie da się wytrzymać. dieta musi być, ale tak zubaża organizm, że wszyscy, jak mnie widzą, to się tylko litują, że tak zmarniałam. Boję się o tą ciążę. Czy mogę zrobić jakieś jeszcze badania? Może ktoś coś podobnego przechodził? Piszę tu zupełnie juz rozpaczliwie, bo mój stan ostatnio to tylko nerwy i nerwy..
Nadmienię jeszcze, że to trzecia ciąża, poprzednie tak przeszłam, jakby ich nie było. Teraz jakieś fatum.
|