Czesc dziewczyny, a mi dalej wszystko leci na leb na szyje... do wszystkich klopotow doszla klotnia z mezem i to nie taka byle jaka ale to cos powazniejszego.... dowodem na to moze byc to ze nie spalismy dzisiaj razem, a nigdy tak jeszcze nie bylo, bo zawsze jak sie poklocilismy to i tak spalismy razem bo jeden drugiego udobruchal....
Ja juz mam tego wszystkiego dosc, ja juz po prostu wysiadam, nawet nie mam juz sily plakac
Poszlo o cos w miare powaznego wiec nie zamierzam szybko przepuscic, miarka sie przebrala jak to mowia... i musialo to sie stac jak akurat bylismy wczoraj u tesciow.... ale sie wywrzeszczalam na niego

ale wcale nie zaluje ze zrobilam mu awanture przy tesciach, bo tak to oni beda sobie myslec ze to ja bylam winna....
Po klotni wzielam psa na spacer, nie bylo mnie poltoraj godziny czyli o godzine za dlugo... dzownil wtedy dwa razy ale ja nie odebralam... a jak wrocilam do domu to go nie bylo.... napisalam mu esa ze jestem w domu bo on chyba poszedl mnie szukac... wrocil, nie zajrzal nawet do pokoju gdzie siedzialam i bardzo dobrze!!!!!!!!! Poszedl sie wykapac a potem do lozka... a ja zostalam w salonie i piesek ze mna

Przyszedl po godzienie mojego nieprzychodzenia zeby sie polozyc... posiedzial po mojej przeciwnej stronie, nachylil sie dal buzi w policzek i powiedzial to swoje "tut mir echt so leid" czyli naprawde mi przykro, ale ja ego nie kupilam
Zasnelam na sofie budzil mnie zebym poszla sie polozyc do sypialni ale znalazlam jedno fajne haslo "odczep sie" i poszedl bo gdybym mu powiedziala cos lagodniejszego nie dalby za wygrana... tak wiec spalam na sofie, sama sie w nocy zlapalam na tym ze szukam ko obok siebie
Jak wstalam siedzial na fotelu i patrzyl na mnie, moze juz nawet z godzine... posprzatalam i znowu przyszedl, przytulil sie ale tylko jednostronnie bo ja nie wyznawalam zadnych uczuc i znowu przeprosil a zanim skonczyl zapytalam "skonczyles juz????" Ahhhh, wiem ze troche zle zrobilm ze powinnam byc madrzejsza i jak go kocham to przeciez powinnam mu wybaczyc, aöle czy wy tez uwazacie ze mezczyznom nalezy przebaczac wszystkie grzechy, bo ja nie...
W ostatnim czasie mam dosyc nerwow utrapien i ogolnie juz wszystkiego, nie idzie nam najlepiej, z kasa krucho, auto wysiadlo, minus na koncie, zero pomocy ze strony tesciow, rodzina daleko...
Przepraszam ze zabieram wam miejsce na ciekawsze posty, ale chcialam sie wam wyzalic... zawsze podtrzymywalyscie mnie na duchu wiec teraz gleboko wierzylam ze wygadanie sie wam ma sens... nie zrozumcie mnie zle.... nie wiem kiedy znowu do was zajrze i kiedy sytuacja sie wyklaruje ale raczej bede do was zagladac choc zapomnialam powiedziec ze komp tez sie prawie rozsypal
Trzymajcie sie dziewczyny