Jestem w domu po 1.5 tygodnia na klinice. Mam "wolne" do 14.11 i powrót do szpitala, wtedy już do końca, czyli może nawet miesiąc

Ale jak trzeba, to trzeba

Nici z "dopieszczenia" Nisi przed pojawieniem się maluszka

Maluszek jest mały (we czwartek miał 1350g), byłam za krótko, żeby stwierdzić, czy rośnie, czy nie. Ale wszystkie wyniki badań mam super, łożysko, przepływy, ilość wód idealnie. Na klinice mają 2 pomysły-albo taka moja "uroda", że rodzę małe dzieci, albo durna nietolerancja glutenu spowalnia rośnięcie dziecka. Na razie cieszę się wolnością i muszę spędzić jak najwięcej czasu z córcią. Oczywiście pojeżdżę sobie na ktg na klinikę 2 razy w tygodniu, ale lepsze to, niż leżenie tam tylko po to, żeby mi ktg robili 2 razy dziennie... 14-go jadę na oddział i wrócę z maluszkiem. Będą mi robić ktg 2 razy dziennie i będę czekać na poród. "Super" perspektywa, ale jak dam radę
Natarka, mam nadzieję, że u Was wszystko dobrze. Na klinice mówili, że nie ma sensu robić usg codziennie, tylko raz na 1-2 tygodnie. Jak za często robi się usg, to wychodzą tylko błędy pomiaru, a nie jakiekolwiek przyrosty. Ponoć najlepiej jak usg robi cały czas ta sama osoba na tym samym sprzęcie.
Pragnąca, Nisia nie może pojechać do babci. Moja mama jest po 2 zawałach (ostatni miała w sierpniu i jeszcze do siebie nie doszła), a teściowa miała wypadek i ma rękę niesprawną i nie da razy głupiej kromki chleba ukroić. Zresztą nawet jak szłam na operację to nie chciała z Nisią zostać na 2 godziny, a co dopiero kilka dni czy tygodni...