Ojejku, mówisz o spaniu... tak bardzo właśnie bym chciała to spanie nadrabiać, bo wiem, że potem różniście może być. Najlepsze jest to, że spać po prostu nie mogę. Na wieczór oczy jak pięć złoty i jakby mi się dzień miał dopiero zaczynać, a tu wieczór, trza iść spać, mąż chce spać, bo do pracy, więc TV żebym przyciszyła, a najlepiej wyłączyła, bo mu miga, za chwilę po długim niespaniu w nocy chce się jeść, więc idę do kuchni, w kuchni na szczęście krzyżówki panoramiczne to sobie trochę o 1 w nocy porozwiązuje przy nocnym posiłku

Idę z powrotem do łóżka, a tu nie mam czym oddychać, bo dzidzia mi prawie pod żebra włazi

, nosek mi się zatyka, no bo mam podobno dużo krwi w ciąży i tak bywa, więc oddycham jakbym astmę miała. No i... usnęłam, a tu budzik dzwoni mężowi do pracy przed 5 rano. A mój organizm jest tak skonstruowany, że choćbym nie wiadomo jak duzo nocy zarwała to budzę się wyspana o 6 rano. W ciągu dnia... jeśli mi się spać zachce to drzemie, bo podobno nie można w ciąży nie drzemać jak sie chce, bo nie za dobrze.
Coś mi sie zdaje, ze chyba wyśpię się prędzej jak synek będzie na zewnątrz - mam nadzieję

Rodzinka się z nas śmieje, bo ja za niemowlaka byłam strasznie spokojna i dobra do usypiania, mąż identycznie, więc, ze nasze dziecko będzie tego odwrotnością. Ale.... może.... niekoniecznie...
Bynajmniej dzisiaj mam bardzo dobry poranek, moze dlatego, że to może być ostatnie lub przedostatnie nasze spotkanie z synkiem u lekarza za pośrednictwem mojego brzuszka.
_________________
Jest już mój synuś na świecie!
