Rejestracja: czw lip 26, 2007 2:21 pm Posty: 781 Lokalizacja: śląskie
|
MOJE KOCHANE
piszę, aby podzielić się z Wami tym, co mnie spotkało. niektóre z Was znają mnie już z forum- objawy ciąży, niektóre czytały moją historię tu- na wątku po stracie. otóż wiem, co było przyczyną utraty fasolki. zdiagnozowałam się sama. mozecie gdzieś tu o tym poczytac. albo lepiej- napisze wam w skrócie cała historię. oto mój post umieszczony na forum o boreliozie:
mam 26 lat. ukąszenie kleszcza- brzuch- było na pewno więcej niż 5 lat tamu. dokładnego roku nie pamiętam. było to w woj. sląsim w Wiśle. tak na prawdę nie wiem czy to był kleszcz, czy nimfa, bo było to małe, czarne, poczułam ugryzienie, więc to coś nie dało rady się napic. wyjęte delikatnie po mniej więcej 30 min. zdezynfekowane. żadnego rumienia, zadej gorączki. nic. zapomniałam. ok września 2004 roku spadłam z parapetu na plecy, po 2 dniach pojawił się ból w nogach, rozchodzenie się palców itp. przeszło. nie poszłam do lekarza. czułam się jakoś inaczej, słabsza. to był trudny rok, zmarła mi bliska osoba, broniłam 2 prace. złe samopoczucie zwalałam na stres. ok lutego 2005 pojechałam na rezonans magnetyczny odcinka szyjnego, bo dopadały mnie migreny. nic nie wykazał. chodziłąm na masaze, bo szyja bolała jak cholera. tak przez rok. w grudniu 2006 miałam wypadek samochodowy- wariat wymusił pierwszeństwo. stłuczony obojczyk, mostek i kolano. zwolnienie. nie mogłam spać, cała obolała. wróciłam do pracy i się zaczęło- uczę w szkole. ciągłe infecje, głównie gardła. gorączka tak między 37-38. przez tydzień. ból kręgosłupa, kolana, głowy. dziwne uderzenia ciepła na twarz- tylko prawa stona. w czerwcu 2007 tydzień biegunka- co zjadłam uciekało. nic nie pomagało- nawet stoperan. przeszło. zwalałam na stres, bo nie wiedziałm co z praca, kończyła sie umowa. 2007 straszny dla mnie- ciągle toś bliski umierał. jestem strzępkiem nerwów. planowaliśmy z meżem dziecko. ale ciągle coś mi było. zapalenie pęcherza, gardło, zapalenie cewki, grzybica pochwy, albo jakieś bakterie, brałam nystatynę, trochę przechodziło, ale po stosunku wracało. w końcu w sierpniu się udało- endometrium urosło. radośc. krótka 11 września ból podbrzusza. krwotok, trafiłam do kliniki, podejrzenie ciązy pozamacicznej- wyluczenie. poronienie samoistne. ból rozpacz, żal. 2 tyg później ból na brzuchu, jakby ktoś mnie szpilką dziabnął. miejsce ugryzienia kleszcza....jakby zdarta skórka na dł 3 mm. zdezynfekował. ból jak cholera. jakby mi ktoś wnętrzności wyrywał. zapaliło sie światełko. google- objawy boreliozy -szok..........u mnie jakieś 20 z 50 wymienionych. zaczeły drętwieć palce, całe nogi, potem i ręce, zimne dłonie, zimne stopy, wszystkim gorąco mi zimno, migreny, drętwienie twarzy- prawa strona pod okiem w kierunku brwi, skroń. ogromny apetyt. przytyłam. ból gardła, cały czas zaczerwienione. bezsennośc. jak już zasnęłam budziłam sie zlana potem na latce piersiowej. okres miedzy 27 a 34 dni. poszłam na badanie do laboratorium . test ELISA wynik w klasie IgG 1,39 (norma 1,1) IgM ujemny. trafiłam do szpitala w katowicach na oddział wewnętrzny. badania -wszystkie. rentgen kręgosłupa wykazał skrzywienie i ucisk (chyba po tym wypadku)lekarze mówili, że te drętwienia od tego, laryngolog kazał usunąć migdały, neurolog kazał zrobic rezonans głowy, bo lewa strona ciała jest ponoć słabsza. wynim testu na borelioze w szpitalu UJEMNY. reszta ok- lekarze powiedzieli, żed jesem zdrowa. mam ćwiczyć i usunąć migdały bo to źródło infekcji. ale ja sobie myślałm, że skoro raz jest + a raz - to trzeba chyba wykonać trzeci test. nie czekała. zrobiłam prywatnie Westen Brota. 2 tyg czekania- krew pojechałą do Wrocławia. wynik- DODATNI. Wymaz z gardła (w lipcu była moraxella) teraz wykazał STREPTOCOCCUS HEMOLIZUJACY, NEISSERIA SPP. , HAEMOPHILIUS PARAINFLUENZAE. Wymaz z pochwy- nabłonki liczne, leukocytów-brak, grzybów brak, pH 4,1 rzęsistek- brak, test aminowy-ujemny, wyhodowano w warunkach tlenowych- ENTEROCOCUS FAECALIS, wawarunkach pod. atm CO2 -LACTOBACILLUS SPP (+++) wzrost bardzo obfity. obeznie boli mnie kark i mam poczucie ciepła, jakieś takiego delikatnego odrętwienia prawej cześci twarzy, dłonie lodowate. troche boli łokieć. co myślicie.....prosze napiszcie mi gdzie sie zwrócić i co o tym myśleć. mam borelioze? jakie badania powinnam wykonac. czy usunąc te migdały? mam się zgłosić na oddział w Tychach- zakaźny. czarne mysli krążą mi po głowie.....boje sie bardzo.
ważne masa ludzi choruje na borelioze nawet o tym nie wiedząc. jakiekolwiek objawy są zwalane na co innego. głównie stres. Borelioza- krętki- powodują m in poronienia. lekarze nie znają się na tej chorobie. ja lezałam w szpitalu tydzień i wypisali mnie mówiąc że jestem zdrowa. tylko moja dociekliwość pozwoliła mi sie zdjagozowac. kleszcza mozna nie pamiętać, rumien nie występuje wogóle u 60% pacjentów. w naszym kraju jest tylko 4 lekarzy, którzy się znają, leczą jak należy tzn wg metod z USA. inne leczenie nie ma sensu. to ciężka choroba. bardzo ciężka. trudna tak do zdiagnozowania jak i leczenia. więc jeśli macie choć 3 objawy z wymienionych na (wklepcie borelioza na google objawy) to czym prędzej wykonajcie test w kierunku przeciwciał. NIE ELISE!!!!!!!!! wyniki przeważnie fałszywe. TEST NAZYWA SIĘ WESTEN BROT kosztuje ok 140 zł. wynik po 2 tyg. wiarygodny. zróbcie to dla swoich dzieci- traktujcie tak samo jak badanie w kierunu toxoplazmozy np. nie sugerujcie sie wynikami innych badań- ja morfologię, ob, badania moczu itp mam świetne. ale są objawy. teraz czeka mnie leczenie. bardzo długie. to post nr 2 z forum borelioza:
już po. i co.....aktulanie płaczę....jestem strzępkiem człowieka...czuję się bezsilna...PRZEWLEKŁA BORELIOZA. mam wykonac testy na koinfekcję. potem zacząć leczenie. najpierw doustnie. dawki końskie. 3 antybiotyki na raz. nastepnego miesiąca on dozylnie i coś się zmieni w tych doustnych. wtedy będą już wyniki koinfekcji. leczeni ma być długie. nawet bardzo. 18 miesiecy.....może dłuzej. potem jak nie będzie objawów, następne 3 miesiące dla pewności.
kochani, ja moge leczyć się długo, ale sen z powiek i ogromny ból budzi jedno - co z moim macierzyństwem. pani dr powiedziała, że może być różnie. chciałabym wiedziec od Was- leczących się-co znaczy to "różnie". dawki antybiotyku sa ogromne, przez długi czas. pani dr powiedziała, że muszę wierzyć, ale.......jest to ale....wybaczcie błedy ale ręce mi drżą...cysty mogą być w mięśniach macicy, jesli one tam zostaną to po zajściu w ciążę, macica roście, rozpulchnia się i one moga sie otworzyć. poronienie....kochani, ja niczego tak nie pragne jak dziecka. czy jest ktoś na forum, kto miał podobną sytuację......czy którejś kobietce udało sie po tak dłuim chorowaniu i leczeniu urodzić zdrowe dziecko. ja musze walczyć, ale ...ten cel jest tak nie pewny.....nie chce mieć złudnych nadziei.....ale chce ją mieć.....jeśli jednak nie mogę.....
same widzicie co przeżywam. im wcześniejsza diagnoza, tym lepiej. mnie czeka długa droga, będę walczyć o zdrowie i to, aby być matką, o to aby moja kruszynka rosła pod mym sercem i była zdrowa.
jeśli którejś z Was (jeśli wykonacie test) wyjdzie wynik dodatni- prosze napiszcie. odpowiem na pewno. i poradze co dalej. nie życze tego nikomu, ale jak widziecie mi sie przytrafiło.....módlcie sie za mnie. ściskam.
_________________ Moje wieeeelkie marzenie?
odp. Zdrowa DZIDZIA

|
|