Dzisiaj jest wt maja 05, 2026 10:39 pm


Forum ciąża

» Zdrowie Kobiety » Po stracie

Strefa czasowa UTC [letni]




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 148 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5 ... 8  Następna
Autor Wiadomość
Post: śr cze 18, 2008 7:27 am 

Rejestracja: czw gru 13, 2007 12:26 pm
Posty: 91
Muszę to z siebie wyrzucić!


Każda historia zaczyna się jak sielanka tylko niestety w każdej finał jest tragiczny.
I u mnie było podobnie.
Więc zaczynamy od początku.
Jest środek listopada 2007 roku, biegnę do pracy lekko poddenerwowana, ze nie mam miesiączki, a zawsze była na czas. W przerwie śniadaniowej wyskakuje obok do Rossmana kupując kawkę 3 w 1 , wkładam do koszyka test ciążowy. Wypijam kawkę jem śniadanko i coraz częściej po głowie plącze mi się myśl czy aby nie jestem w ciąży?
Wracam do domu, u męża kolega , ja z dylematem lecę sama do WC odpalam papierosa i rozdzieram opakowanie od testu. Magiczne dwie minuty, i jest wynik dwie kreski.
Wyję, rozpaczam, bo chyba to nie czas jeszcze na dziecko, jesteśmy 5 lat po ślubie, ale wydaje mi się, ze to jeszcze nie czas, chciałam wszystko mieć na tip -top, a potem podjąć decyzje o dziecku.
Mąż przyjmuje wiadomość z radością w oczach, ale też do końca nie dowierza, ze w końcu będzie ojcem, on tak bardzo chciał, a ja mówiłam, że jeszcze nie jesteśmy gotowi, że już niedługo tylko zrobimy jeszcze to i tamto.
Jedziemy na wizytę do ginekologa, mamy potwierdzenie ciąży. Kolejne dni zwlekam z informacją dla najbliższych, aby czegoś nie zapeszyć aby coś się nie popsuło.
Dorastam do poinformowania najbliższych, przekazuję wiadomość ;mamie, tacie, siostrze, teściowi i teściowej , przyjaciołom, znajomym.
Zaczynam się cieszyć, chyba poczułam, że dorosłam do roli matki, za rok stuknie mi 31 krzyżyków, więc czas najwyższy.
Jest koniec listopada , pierwsze USG mąż tuż przy mnie , widzę jak mu się oczy zaczęły śmiać, jak zobaczył bijące serduszko na monitorze.
Kolejny miesiąc się zaczyna szukamy dobrego ginekologa, pracującego w szpitalu i mającego prywatną praktykę, aby rodzic pod fachowym nadzorem.
Znajdujemy wspaniałą Panią ginekolog.
Mijają święta Bożego Narodzenia, ja robię się coraz bardziej okrągła i czuję się rewelacyjnie z tymi kilogramami na plusie. Objawów ciąży brak tzn; nie rozmawiam z kibelkiem, nie mam zgagi, żyć nie umierać.
Po świąteczna wizyta u lekarza i diagnoza jest krwiak i to dość spory, dostaję dusphaston i zalecenie oszczędzania się. Zaczynam się bać............Podczas wizyty opowiadam o ciężkich porodach mamy, o dzieciach bez czaszki w rodzinie, o dzieciach z wodogłowiem.........., dostaję skierowanie na USG genetyczne i test PAP-A.
Dziś dzień sylwestra. Spędzamy go w domu. O północy dzwonię do siostry, ona przerażonym głosem opowiada mi jak cudem uniknęła śmierci. Poszła brać prysznic, dotykając baterii poczuła jak kopie ją prąd, wyskoczyła z wanny, zamiast sylwestra zjawia się energetyczne pogotowie, szuka przyczyny, okazuje się, że prąd hula po całym bloku bo na jednym z balkonów zostały źle podłączone lampki świąteczne.
Mamy nowy rok jest środa 9 stycznia , rano lecę na USG genetyczne i pobraćkrew.
Po wnikliwym USG doktor, mówi, że wszystko jest na pewno w porządku i pyta czy chcę poznać pleć , ja krzyczę , że jasne, on do mnie na to będzie na 80% synuś. Lecę pobrać krew i wychodzę szczęśliwa ze szpitala, ze wg USG wszystko jest super i cieszę się, że będę mogła dać mojemu Markowi syna.
Dzwonię do męża słyszę uśmiech w głosie, przekazuję Mamci wiadomość ,że będzie synuś i jest zdrowy.
Mamy czwartek 10 stycznia 2008 roku, zapowiada się całkiem miło, wpada Mamcia aby mnie podtuczyć czyli zrobić coś pysznego do jedzenia na obiadek oraz upiec pyszne ciasto.
Niestety nie dane nam będzie zjeść tego obiadu wspólnie.
Jest godzina 9 z minutami, Mamusia umiera, ale ja nie wierzę w to przyjeżdża pogotowie, intubacja , adrenalina , godzinna reanimacja i nagle lekarz zaprzestaje i mówi, że mu przykro i to koniec.
Świat wali mi się na głowę, ja w 3 miesiącu ciąży , Mamcia opuściła ziemski pa dołek, a ja zostałam tutaj na polu walki. Dodam, że byłam strasznie związana z Mamą. Przyczyna zgonu- nagłe zatrzymanie krążenia. Dodam, że śmierć zastała Mamę w wannie. Czy to zdarzenie , które przeżyła siostra w sylwestra w wannie to nie był znak?
Muszę jeszcze o czymś napisać. Moja Mamcia jak była w ciąży miała sen, że przyszła do niej jej Mama i powiedziała, że chyba nie doczeka narodzin wnuczki, jednak sen się nie spełnił.
Ale opowieść ta utkwiła w mojej głowie i obawiałam się, ze ten sen się spełni podczas mojej ciąży i tak też się stało.
17 styczeń dzień pogrzebu , moje serce dalej płacze, nie daję rady się pozbierać, nie jadę na pogrzeb ze względu na to, że boję się o synka i o ciążę, żegnam się po cichutku z mamą w myślach.
W dzień pogrzebu zostaje ze mną siostra męża ona też jest w ciąży tylko o miesiąc młodszej.
Dotrzymuje mi dzielnie towarzystwa i mówi, ze ma delikatne krwawienie, jedziemy na pogotowie, ja mam mózg zresetowany nie bardzo potrafię ją pocieszyć. Tłumaczę jej, że nie każde krwawienie oznacza poronienie, w szpitalu wszystko się ślamazarzy, wzywam teściową aby mnie zmieniła, dalej nie wiemy na czym stoimy, rano okazuje się, ze dzidziuś umarł.
Kolejny dzień, dzwoni do mnie moja lekarka i mówi, że wyniki testu Papa są strasznie złe i synek może mieć choroby genetyczne i konieczna jest amniopunkcja .
O mało ducha nie wyzionęłam po tej rozmowie i tylko mężowi wykrzyczałam, ze ja już dalej nie dam rady, cios za ciosem a ja nie mam siły się podnieść.
Cóż rzuciłam sam do siebie tekstem , że co nas nie zabije to nas wzmocni. Stwierdziłam, że limit nieszczęść na najbliższe 100 lat się wyczerpał.
Wiedziałam, że Mamcia czuwa nad nami i wynik amniopunkcji może być tylko dobry, ale przed nami miesiąc czekania.
Dzwonię do Akademii Medycznej w Poznaniu ale wyników jeszcze nie ma a to już ponad miesiąc!
Każdy telefon w sprawie wyników doprowadza mnie niemal do palpitacji serca.
Dzwonię kolejny raz , serce stoi mi w gardle, pani mówi, że jest już wynik, głos mi zamiera, pani pyta czy chcę go usłyszeć czy ma mi wysłać , szepczę , że chce wiedzieć . Pani mówi prawidłowy kariotyp męski – moje szczęście nie zna granic .Dzwonię do męża i najbliższych, wszyscy są bardzo szczęśliwi.
Postanawiam dołączyć na forum internetowe, aby dowiedzieć się więcej o macierzyństwie, ciąży i dziecku.
Wcześniej dręczyły mnie obawy, teraz miałam nadzieję,że może być tylko dobrze.
Podczytywałam po cichutku forum, bałam się pisać , bo dalej nie wierzyłam, że teraz będzie tylko dobrze. Podpytałam doświadczone forumowiczki o wszystko czego nie napisali w książkachi nastał czas zakupów.
W kwietniu na ostro walczyliśmy z zakupami, na początek komoda, potem gadżety typu, butelki, smoczki, grzebyczki, buciki, ciuszki, wanienka, i cała masa bardzo potrzebnych rzeczy.
Wszystko w maju było przygotowane na przyjście na świat naszego Maluszka.
Fizycznie pomimo mojej dużej tuszy – 20 kg do przodu , czuję się rewelacyjnie, cieszę się, że mam 115 centymetrów w pasie i nawet to, że z dnia na dzień coraz bardziej przypominam kulkę mnie cieszy.
Badania u ginekologa już co 2, 5 tygodnia , wszystko w najlepszym porządku.
21 maja jestem z mężem na wizycie kontrolnej, wszystko jest w najlepszym porządku, wyniki rewelacyjne, hemoglobina super, wyniki na toxoplazmoze prawidłowe, serduszko pięknie miarowo bije.
Kolejna wizyta 11 czerwca 2008 roku.
Jest piątek po południu 6 czerwca 2008 roku, dzień jak co dzień. Dzwoni moja kochana siostra i mówi, że przyjeżdża na parę dni do mnie , strasznie się cieszę.
Jest już prawie koniec 35 tygodnia, zaczynamy 9 miesiąc ciąży.
W dole podbrzusza odczuwam delikatne bóle jak na okres, ale tylko przez moment- pomyślałam sobie – pewnie to skurcze przepowiadające. Wzięłam nospę i położyłam się spać, po godzince obudziłam się i już nic mnie nie bolało. Poszłam do toalety i nagle polała się krew.
Koło 19 czyli po paru minutach ląduje z mężem w szpitalu. Zostawiamy nasze dwa czworonogi w domu pod opieką taty i przyjaciela domu. Dzwonię do siostry i mówię, że nie wiem co się dzieje, że krwawię i nie wiem czy rodzę, czy coś się złego dzieje.
Izba przyjęć, szybko na oddział ginekologii, położna podłącza KTG i mówi, że słyszy maluszka, mąż zostaje za drzwiami. Personel szybko robi wywiad i przyjmuje mnie do szpitala, jednak podczas KTG coś nie gra, przychodzi moja lekarka i mówi, szybko na porodówkę, myślałam, że to już. Podłączyli mnie do KTG, małżonek dalej na korytarzu, szybko USG i najstraszniejsze słowa, brak akcji serca, ale szybko zostaje przewieziona na salę z lepszym sprzętem tam już Marek jest ze mną i niestety ta straszna wiadomość zostaje potwierdzona.
Zaczynam wyć i pytać dlaczego????!!!!
Lekarka prosi o przygotowane pokoju do porodu rodzinnego, ja w tym momencie działam jak w amoku, dzwonię do taty – mówię, że to koniec, nawet nie wiem o czym z nim rozmawiałam byłam w takim szoku. Dzwonię do siostry proszę o przyjazd, ona i Grzesiek jej towarzysz życia gna na złamanie karku 150 km pokonuje w 1,5 godziny.
Marek i ja trafiamy na salę , lekarka zostawia nas samych i mówi nam, że za moment przyjdzie. Jestem w tym pięknym ciepłym pokoju razem z mężem ale czuje, że jestem tam tylko ciałem, duchem i umysłem jestem nieobecna.
Ból fizyczny robi się z chwili na chwilę coraz mocniejszy.
Cały czas płaczę , mało co do mnie dociera, jest we mnie jakiś egoizm bo myślę, tylko o sobie , ale dziękuję nie wiem komu, że nie jestem tam sama, a osoba, którą kocham jest tuż obok.
Przychodzi lekarka i mówi, że będę musiała urodzić siłami natury. Ból staje się coraz mocniejszy, ja nie mam żadnej motywacji do porodu. Proszę ginekologa abym mogła rodzic na jakiś silnych lekach przeciwbólowych i ogłupiających bo chyba tego nie przeżyje. Dostaje wszystko o co proszę, nie wiem czy cały czas płaczę, ale pewnie większość czasu tak.
Dostaje dolargan max dawkę ale nie działa, w ustach mam pustynię, zakaz picia i ból coraz silniejszy. Czuję ucisk na pęcherz i jelita, o załatwieniu potrzeb nie ma mowy bo nic mi z tego nie wychodzi. Cały czas krwawię. Boli tak, ze zaczynam się zastanawiać czy warto żyć.
Szyjkę mam twardą i nie jest gotowa do porodu, pierwsze dość bolesne badanie i zakładanie czopka na zgładzenie szyjki. Ból jest nie do wytrzymania, dostaję kolejny środek ale też nic nie pomaga.
Mąż jedzie na chwilę do domu, przychodzi teściowa, której pomoc jest również nie oceniona.
W momentach takiego bólu znika takie uczucie jak wstyd, mąż , teściowa pomagali dowlec mi się do toalety, choć i tak nic mi się nie udało tam zrobić .
Zbierali za mną wkłady poporodowe, których nie miałam siły trzymać , podkładali i ścielili zakrwawioną pościel na łóżku porodowym. Mąż wrócił, teściowa musiała wyjść bo na sali może być tylko jedna osoba towarzysząca. W nocy dostałam tramal i o dziwo to on poskutkował, zaczęłam odpływać na kilku minutowe chwile, potem wracałam prosiłam Marka o picie i o pomoc w dotarciu do WC – ale to było bezcelowe.
Przyszła położna i mówi, że poda mi kaczkę, ale nic z tego nie wyszło, poprosiłam o cewnikowanie i drobna ulga na chwilę, nawet nie czułam zbytniego bólu.
Rano teściowa po rozmowie z ordynatorem poprosiła o pomoc, zrobiono badanie, przebito wody płodowe, lek przestał działać na ból fizyczny, ale umysł był bardzo otępiony , po kolejnym badaniu lekarz w sobotni poranek stwierdził, że jest 10 cm rozwarcia. Mój Marek pyta czy zostać ze mną, chciałam mu oszczędzić tego widoku, bólu, cierpienia i krzyczałam, żeby wyszedł, wydaje mi się, że decyzja była słuszna.
Rodzę sama.
Lekarz kazał przeć , jęczałam i krzyczałam, że nie potrafię.
Synek chyba się obrócił, bo wcześniej był ułożony główkowo.
Parłam, ale bez efektu, zabrakło mi siły i motywacji, usłyszałam nacinamy, kleszcze.
Nacięcia nie czułam. Poczułam ogromny ból jak weszły we mnie kleszcze. Ordynator chwycił dziecko i zaczął wyciągać , wyłam i krzyczałam z bólu.
Ból był potworny, chwyciłam rękę ordynatora i chciałam mu ją połamać . Norbert znalazł się pomiędzy moimi nogami, mego uda dotykała pępowina. Czułam jeszcze przez moment więź fizyczną z moim synem, gdy nastąpiło przecięcie pępowiny wiedziałam, że to już koniec.
Usłyszałam tylko, że będziemy szyli i odpłynęłam w krainę błogiej nieświadomości.
Za moment wchodzi mąż i anestezjolog , szybki wywiad i usłyszałam, że muszę być wyczyszczona.
Maska tlenowa i kolejny błogi odjazd. Budzę się Marek jest przy mnie – dziękuję mu za to, że te tragiczne chwile spędził ze mną.
W pokoju w miejscu dla noworodków leży mały pakuneczek to nasz Synuś – wygląda jak priorytet do nieba nie mam siły na niego spojrzeć . Nawet go nie przytuliłam..................
Potem dostaję informacje, że za jakiś czas zostanę przeniesiona na oddział ginekologii. W międzyczasie za ścianą rodzi jakaś kobieta , jęczy a po pewnym czasie słychać płacz dziecka, mi to nie było dane, z zazdrości i bólu moje serce rozpada się na milion kawałeczków.
Zostaje przeniesiona na inny oddział, tam już nie ma komfortu,na sali są dwie panie więc proszę męża aby poszedł do domu, już po wszystkim, a ja dam sobie radę.
Jedyne o czym myślę to papieros aby ukoić nerwy, ale jestem w szpitalu, więc nic z tego.
Po północy doczołgałam się do toalety. Jest strasznie gorąco. Czwarte piętro oddziału ginekologii, wielkie otwarte okno, podchodzę , stoję i rozmyślam, zastanawiam się czy nie przerwać mojej męki, długo myślę, płaczę, ale dezerteruję. Wracam do łóżka i wyję do poduszki.
Rano czuję się koszmarnie , nie mogę jeść, wymiotuję jak kot po przejedzeniu. Wieczorem badanie morfologii, wyniki koszmarne, transfuzja krwi, kolejnego ranka czuję się ciut lepiej, kolejne przetaczania krwi.
Wtorek 10 czerwca 2008 Marek odbiera mnie ze szpitala, a ja zadaję sobie pytanie jak mam dalej żyć ?
Jest u mnie siostra, dzięki której powrót do domu był łatwiejszy. Marek gania z mamą i załatwia pogrzeb naszego dzieciątka. Czwartek 12 czerwca 2008 roku, nie mam siły iść na cmentarz, jestem na lekach, chodzę podtrzymując się ścian- uboczny skutek biomergonu , lek na zahamowanie laktacji. Głowa mi pęka. Wyć mi się chce .Po pogrzebie wraca Marek, myślę trzeba się zebrać i żyć dalej. Ale jakoś kulawo mi to wychodzi, wyję po cichutku po kątach.
Każdego ranka wstaję z ogromnym bólem, podnoszę się z łóżka tylko dlatego, że mam dwa ogonki czytaj kochane owczarki, które trzeba wyprowadzić na spacer, bo same nie wyjdą.
Inaczej pewnie przeleżałabym w łóżku.
Bardzo chcę podziękować moim najbliższym: mężowi, rodzinie męża, mojej rodzinie i przyjacielowi domu, za to, że przy mnie byli i mnie wspierali – dziękuję.
Dziś 18 czerwiec 2008 wizyta kontrolna u lekarza.
Przyczyna zgonu na pierwszy rzut oka zaciśnięcie pępowiny.
Czekamy na wyniki sekcji.


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 

 Tytuł:
Post: śr cze 18, 2008 7:37 am 
autoban (PW) regulamin forum pkt.20
Awatar użytkownika

Rejestracja: pn paź 16, 2006 9:25 am
Posty: 9431
Lokalizacja: Tu i tam ;)
:cry: Dla Aniołka Obrazek który zawsze bedzie czuwał nad swoimi rodzicami, którzy go bardzo kochają i on kocha ich i patrzy na nich z góry.
Mocno przytulam...

_________________
Obrazek
ObrazekObrazek
Obrazek


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: śr cze 18, 2008 7:41 am 
Awatar użytkownika

Rejestracja: pn lut 18, 2008 7:13 pm
Posty: 1915
To straszne co cię spotkało nie ma słów by cię pocieszyć .Trzymaj się kochana :-{:


To dla twojego Aniołka[*]

Obrazek

_________________
2.05.2014 [38tc1d]2800g 56cm
ObrazekObrazek
4 Aniołki[*]


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: śr cze 18, 2008 7:52 am 
Awatar użytkownika

Rejestracja: ndz lis 04, 2007 9:46 pm
Posty: 3398
Lokalizacja: Świat
:cry: :cry: :cry: :cry: :cry: :cry: tylko płaczę :( [*]


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: śr cze 18, 2008 8:12 am 
#

Rejestracja: pt mar 14, 2008 4:43 pm
Posty: 835
yewcia... brak mi slów. Ogromnie współczuję...
(*)(*)(*) - dla Norberta


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: śr cze 18, 2008 8:12 am 

Rejestracja: czw gru 13, 2007 12:26 pm
Posty: 91
Mam nadzieję, że moja historia pomoże Wam się pozbierac i bedziecie wiedziały,że nie tylko Was dotyka tragedia.
Dziękuję za wsparcie , które teraz jest mi tak bardzo potrzebne


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: śr cze 18, 2008 8:25 am 
Awatar użytkownika

Rejestracja: pt gru 07, 2007 9:03 am
Posty: 4857
Rozpłakałam się.
Trzymaj się Kochana. Jesteś bardzo dzielną kobietą!!

_________________
Pola, ur. 19.02.2009 r., 2730 gr, 51 cm.
Obrazek
Hania, ur. 1.12.2010, 3800 gr, 54 cm.
Obrazek


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: śr cze 18, 2008 8:40 am 
Awatar użytkownika

Rejestracja: śr lis 21, 2007 11:47 am
Posty: 5599
Lokalizacja: Podkarpacie
Chyba każda z nias płacze czytając tą okrutną historię......brak mi słów......

[***] światełko dla Norberta.....śpij Aniołku....

_________________
MOJE NAJUKOCHAŃSZE........NAJDROŻSZE.......[*][*][*]
Obrazek
Obrazek


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: śr cze 18, 2008 8:57 am 

Rejestracja: czw gru 13, 2007 12:26 pm
Posty: 91
Dziękuję, że w tej trudnej chwili jesteście ze mną.
Mam ciężkiego wkręta przed dzisiejszym badaniem u gina, wiem, że to kobieta i będzie delikatna, ale dalej pamiętam ten ból fizyczny.....


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: śr cze 18, 2008 9:03 am 
Awatar użytkownika

Rejestracja: śr lis 21, 2007 11:47 am
Posty: 5599
Lokalizacja: Podkarpacie
yewcia ja nie wiem jak bym sobie dała radę z tym wszystkim, z czym ty się w tej chwili borykasz......wiem, że sie boisz wizyty, bo sama bym sie bała....nie będę ci ściemniać i pisac, że nic strasznego się nie będzie dzało, bo to wszystko samo w sobie jest okrutne-to, że to nie tak, że gdzieś los zgubił swój normalny bieg, że to wszystko nie powinno było sie wydarzyć.......nie powinnaś teraz iść na TAKĄ wizytę do lekarza....

_________________
MOJE NAJUKOCHAŃSZE........NAJDROŻSZE.......[*][*][*]
Obrazek
Obrazek


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: śr cze 18, 2008 9:12 am 

Rejestracja: śr kwie 02, 2008 7:18 am
Posty: 183
Lokalizacja: Darłowo
nie wiem co mam powiedzieć..
żadne słowa nie wyrażą tego co czuję.. :cry:
[*] dla Aniołka..
niech czuwa nad Wami..

_________________
Obrazek


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: śr cze 18, 2008 9:25 am 
Awatar użytkownika

Rejestracja: wt maja 08, 2007 1:57 pm
Posty: 4767
Lokalizacja: Belgia
[*] Oby spokój serca przyszedl a Twoj kochany Aniolek czuwał nad Wami.

_________________
Obrazek

Obrazek


[*] Aleks - 22 tydz - 23.06.2007


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: śr cze 18, 2008 9:33 am 
Awatar użytkownika

Rejestracja: sob paź 06, 2007 10:16 pm
Posty: 1269
Lokalizacja: Radom
współczuję bardzo dużo przeżyłaś
Norbert na pewno czuwa nad wami i mimo że ty go nie widzisz on przy was jest
pamiętaj że musisz być silna i dzielna mimo wszystko

_________________
Obrazek
Obrazek
Mama Aniołka 18tc, 02.10.2007
kochamy cię Aniołku


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: śr cze 18, 2008 9:35 am 
#
Awatar użytkownika

Rejestracja: śr maja 30, 2007 2:41 pm
Posty: 6190
nie potrafie znalesc słów
[*] - dla aniolka
bardzo mi przykro

_________________
ObrazekObrazek


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: śr cze 18, 2008 9:40 am 

Rejestracja: śr lis 22, 2006 1:44 pm
Posty: 3726
Ogromnie mi przykro... :cry:
Trudno mi cokolwiek więcej napisać... ten ból nie ma granic...

Dużo siły Ci życzę.. Dla Twojego Norberta (*)

_________________
Obrazek

Obrazek
(*)(*)(*)


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: śr cze 18, 2008 9:51 am 
.
Awatar użytkownika

Rejestracja: pn paź 22, 2007 8:35 am
Posty: 2418
yewcia1 milam nie czytac, bo wiedzialam ze to smutne, ja zaczne wyc. I stalo sie, przeczytalam, to okropne, ze tyle przezylas. W Twoim przypadku to masakra niespawiedliwe. Jak taka osoba jak ty mogla przezyc... Tyle strachu o siebie , dziecko, czy zdrowe, wypadek siostry, smierc mamy, zle sny.... Momo to dzielnie szlas dalej, czekajac na synka.... A Tu tragedia. Tak bardzo mi przykro, to niesprawiedliwe, to straszne. Wiem co czujesz, a nawet bol masz wiekszy od nas wszystkich, bo nawet nie masz oparcia u swej mamy, jest tylko gdzies obok.... PLacze, nie wiem co powiedziec, bo ja z mezem cierpimy juz 4 m-ce, choc we mnie rosnie nadzieja. I ciagly strach. Od momentu jak piszesz pobyt w szpitalu, to tak jakbym siebie czytala, brak akcji serca, ja w szoku, maz zalamany, wali rekoma w sciany, wszystko rozwala, placze...potem 12 godz porod naturalny, czuje jak coreczke rodze, potem pogrzeb, ktory zalatwial moj maz i mama, ochcili ja i pochowali, bez mojego udzialu, bo tez bylam na lekach na zahamowanie laktacji, i zle to znosilam, poza tym lalo sie ze mnie...Potem dwa tyg w lozku, bez zycia.... Do dzis zyje coreczka, mysle o niej, czuje sie jak z urwanego snu, ze byla ciaza, byly ruchy a potem ktos ja zakradl, porwal... jak tu zyc, jak byly plany, mieszkanie przygotowane na dziecko...


U nas brak przyczyny , tak poprostu, brak, dziecko zdrowe, wyniki z sekcji BRAK PRZYCZYNY. A to mi nie daje zyc normalnie, bo jak poprsyu coreczka w 39 tc moze tak poprostu umrzec, jak w lonie matki jest najlepiej, najbezpieczniej.... Teraz jestem w 6 tc, i co mnie czeka??? Tez boje sie ze mam pecha , ze wszyscy mnie opuszcza, bo tylko my pamietamy o coreczce, inni zyja swym zyciem, nie odwiedzaja naszej corki.



Bardzo cie prosze bys miala sily na dalsze zycie, ze nie bedzie juz pecha, juz swoje przezylas, limit sie wyczerpal, tak jak napisalas. Jestem z Toba. Choc nie wiem jak pomoc, jedynie co zostaje to zostan z nami, pomozemy, a i moze tobie latwiej bedzie zyc z cierpieniem... Masz aniolki, one juz czuwaja nad Wami, bedzie dobrze. I masz wspanialego meza, bo tyle przeszedl.. Wiem ile to znaczy co zrobil, bo moj Radek tez musial przez to przejsc, i nie mial juz sil, by isc do pogrzebowego czy ubrac mala...Ale musial, podziwiam ich... Ja nic nie moglam.

Trzymaj sie, jestes wybrana, mimo tylu strasznych zlych chwil... Ale karta sie odwroci, wyjdzie slonce... Jestem sercem z TOba, z Wami


(*) (*) (*) Dla NOrberta


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: śr cze 18, 2008 9:52 am 
ZAKAZ HANDLU
ZAKAZ HANDLU
Awatar użytkownika

Rejestracja: pt lis 23, 2007 10:11 pm
Posty: 1547
Lokalizacja: lubelskie
straszna historia kazda ktora to przezyla wie jak ogromny to ból , łącze się i ja z Tobą w tym cierpieniu bo tez jestem mama aniolka to byla dziewczynka stracilam ja 21 maja w 21 tyg i 4 dniu ciazy . zyla jak urodzilam ale zmarla po 1,5 godz byla za mala do dzis nie moge sie otrzasnac ale wierze ze wkoncu i do nas wszystkich Bóg przygotowal cos dobrego. dla naszych aniolkow (*)

_________________
Obrazek
Obrazek
+Monika 21t4d (*)


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: śr cze 18, 2008 10:05 am 
Awatar użytkownika

Rejestracja: czw gru 20, 2007 10:57 am
Posty: 1746
Lokalizacja: podkarpacie
:cry: :cry: :cry: :cry: :cry: nie wiem co napisac :( :( :( przykro mi :cry: :cry: :cry: .... siedzę i płaczę.....

_________________
Obrazek
Obrazek

Aniołek Michałek (*) 23.12.2007 (6tc)


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: śr cze 18, 2008 10:06 am 
Awatar użytkownika

Rejestracja: śr lis 21, 2007 11:47 am
Posty: 5599
Lokalizacja: Podkarpacie
misia80 dla córuni [**]

_________________
MOJE NAJUKOCHAŃSZE........NAJDROŻSZE.......[*][*][*]
Obrazek
Obrazek


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 

 Tytuł:
Post: śr cze 18, 2008 10:46 am 
Awatar użytkownika

Rejestracja: pn lip 09, 2007 4:54 pm
Posty: 2120
yewcia, my też jesteśmy z Wami całym sercem. Pamiętaj też, że nie każda historia ma smutny finał. Dla was wkrótce zaświeci słońce, a może już przebija się przez chmury...

[*]

_________________
Moi Muszkieterowie:
Obrazek
Obrazek
TABELKA WRZEŚNIÓWEK 2011


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 148 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5 ... 8  Następna

Forum ciąża

» Zdrowie Kobiety » Po stracie

Strefa czasowa UTC [letni]


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 15 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Szukaj:
Przejdź do:  
Antykoncepcja - Bezpłodność - Planowanie ciąży - Objawy ciąży - Test ciążowy - Ciąża - Ciąża bliźniacza - Termin porodu - Objawy porodu - Poród - Laktacja - Niemowlę - Karmienie niemowląt - Macierzyństwo - Psychologia - Przepisy kulinarne - Uroda
Friends Pliki cookies forra