Anikia..nie wiem...
Mateuszkowi nie kupowałam długo nic..całą ciążę coś w środku szeptało.."zakładasz kartę ciąży, zapeszysz", "mówisz bliskim za wcześnie, zapeszysz", "kupujesz mu pierwsze drobiazgi gdy wiesz, że nie jest dobrze, zapeszysz"
...bo w końcu skusiłam się i kupiłam mu dwie pary błękitnych skarpetek..w pudełeczku, ładnie zapakowane, maleńkie, śliczne...
a gdy na chwilę przestałam się bać on odszedł.
...Jedne włożyłam do trumienki mojego synka razem z maleńkim misiem, drugie dałam ślicznemu małemu chłopczykowi...
niech śmierci i bólowi odpowie radość i życie...
Ania ostatnio namówiła mnie że powinnam trochę wyjść z domu, spróbować "wrócić do żywych"...
dzisiaj jak przygotowywałam się do wyjścia, coś kazało mi wziąć ze sobą te malutkie skarpetusie przeznaczone dla Mateuszka i dać małemu Emilkowi...
nie umiem tego wytłumaczyć...
całą drogę myślałam jak jej to powiem, jakimi słowami...
a jak przyszło co do czego to się popłakałam i nie powiedziałam prawie nic...
czuję się jak...
mam założoną teczkę...
w środku mam test, pierwszy, który pokazał mi jego istnienie, jego zdjęcie usg gdy jeszcze rósł, a serduszko biło mocno...kopię zgłoszenia urodzenia dziecka..martwego...akt urodzenia...to zostanie ze mną już zawsze...tak jak ostatni jego widok na usg jak śpi przytulony do mnie...
małego Emilka miałam na ręce może kilkanaście sekund..Ania pytała czy go zabrać..odpowiedziałam że nie..parę sekund później pękłam...roztrzęsłam się w środku cała...poprosiłam żeby go wzięła...
rozsypałam się..
aż mi wstyd...

tak bardzo mi wstyd...
jest taki piękny...doskonały...taki jaki mój synek już nigdy nie będzie miał szansy być...
Anikia tak BARDZO chciałabym żeby to był tylko zły sen....
po prostu obudzić się i poczuć, że on we mnie jest...
że to wszystko się nie dzieje...
..........
już niedługo północ...
chyba dzisiaj już nie zasnę...
...