muminek81 pisze:
bardzo mi przykro, wspolczuje.... podczytywalam i myslalam, ze to pomylka. trzymaj sie dzielnie
malgonia ma racje, nie zawsze za pierwszym razem sie udaje, juz takie porabane te zycie. my same wiemy, ze niesparwiedliwe.nigdy bym tu nie byla, gdybym sama nie stracila swoja pierwsza upragniona i sliczna corcie.i bym was mam po stracie nie poznala i nie rozumiala. a tak, zostaje mi tylko zyczyc powodzonka, bo nie mozna sie poddawac, zalamywac, trzeba pamietac o stracie, poplakac i sie wyplakac-wyzalic a potem wstac, otrzyc lzy, i walczyc. masz teraz osobistego malego aniolka, wiara w niego czyni cuda-pomoze ci w tym by odnalezc wiare, nadzieje i sily, sprawic ci szczescie w spelnieniu.
moja niunia mnie nie opuscila i nie opuszcza, podarowala mi zdrowego swego braciszka, i mam dla kogo zyc, choc ciezko bez tej jednej osobki w domu