witajcie kochane.
Postanowiłam zajrzeć na Wasz wątek, bo nie bardzo mogę sobie poradzić ze śmiercią córeczki mojej koleżanki
Sama mam zdrowe dzieci, ale czytając wasze tragedie to płaczę przy każdym słowie...przy każdym waszym krzyku z bólu
Chciałabym od Was rady...jesli któraś z Was byłaby wstanie mi pomóc to bardzo proszę.
Marta była moją przyjaciółką w szkole...potem spotykałyśmy się coraz rzadziej, ale kiedy okazało się ,że jest w ciąży ja byłam już w 3 miesiącu nasze kontakty znów były całkiem dobre. Razem przeszłyśmy przez uroki ciąży i cieszyłysmy sie naszymi dziećmi.
Mieszkamy na jednym osiedlu, ale ciągle było mi daleko by ją odwiedzić i jej córeczkę

albo padał deszcz, albo kiedy się do niej wybierałam miała gości, albo jej nie było i tak upłynęło 5,5 miesiąca.
17 kwietnia dostałam wiadomość, ze Amelka córeczka Marty nie żyje

śmierć łóżeczkowa-bezdech-umarła we śnie

wpadłam w totalny obłęd...ciągle moją małą sprawdzam...ciągle myślę o Marcie jak bardzo ją zawiodłam nie widząc jej córeczki
Byłam na pogrzebie, bo nie mogłam sobie podarować...bałam sie podejść do Marty....płakałam jak bóbr i ciągle siedzi mi to w głowie do dziś...nie mogę sobie wybaczyć, że nie odwiedziłam jej córeczki, a teraz jest już za późno....
Ciągle siedzi mi to w głowie....myślę o Marcie cały czas i zastanawiam się co mogę zrobić by wiedziała, że nie chciałam jej tak bardzo zawieść
Wiem, że ona ma inne zmartwienia, a nie myśli teraz o mnie, ale nie moge się tego pozbyć.....nie mogę sobie darować
Powiedzcie kochane czy mam się do niej odezwać, że może na mnie zawsze liczyć, że jeśli będzie czegokolwiek potrzebować to jestem...jesli będzie chciała pogadać to jestem dla niej...chcę jej pomóc...ale boje się, że mnie znienawidzi....że nie będzie chciała nawet ze mna rozmawiać....
Jedna z moich koleżanek powiedziała, ze nienawidziła wszystkich kobiet z dziećmi, inna powiedziała, że bardzo potrzebowała innych, aby jej mówili, że jest im potrzebna, ze może na nich liczyć, a jeszcze inna, że przez pół roku nie chciała nikogo widzieć

No i nie wiem co robić

minęło dopiero 2,5 tygodnia, a moje serce już nie wytrzymuje
Prosze doradźcie jak się zachować...wiem, że to są swieże rany w Waszych serduszkach, ale to Wy najlepiej wiecie czego Wam teraz trzeba, a my nie wiemy jak się zachować i łączyć się z Wami w bólu i pomóc żyć dalej...