|
Dziewczyny mam kłopot z moją czteroletnią córką. To bardzo mądra i dobra dziewczynka, do niedawna nie było z nią większych kłopotów. Jest bardzo śmiała i lubi dzieci, często chodzimy na place zabaw, lub w miejsca gdzie są dzieci, lubi się z nimi bawić, pierwsza nawiązuje znajomości. Z młodszym bratem do tej pory dogadywała się doskonale, byli bardzo za sobą i ciągle chcieli spędzać czas na wspólnych zabawach. Zdarzały im się kłótnie i sprzeczki, ale dosyć szybko się godzili, zawsze się przepraszali i dawali sobie buziaczki na zgodę,. Bywało, że któreś uderzyło drugie, ale było to bardzo sporadycznie. Na początku kwietnia zachorowała, trafiłam z nią do szpitala z ciężkim zapaleniem płuc. Spędziłyśmy tam prawie tydzień, który był dla niej bardzo ciężki i stresujący. Były takie chwile, kiedy wystraszona kolejnych igieł chciała się chować pod łóżkiem na widok pielęgniarki, okropnie przeżywała zakładanie wenflonu, bo ma tak delikatne żyły, że raz pielęgniarka wbijała się 7 razy zanim się udało, także negatywnych emocji jej nie brakowało, tym bardziej, że lekarze też byli różni i z rozmaitym podejściem. Byłam z nią cały ten czas, tłumaczyłam, wspierałam, dodawałam otuchy i pocieszałam, nocowałam też w szpitalu z nią, a mąż zajmował się synem. Kiedy wyszłyśmy myślałam, że już wszystko będzie dobrze, ale od powrotu do domu zrobiła się strasznie agresywna, zwłaszcza w stosunku do brata. Nie chce dzielić się zabawkami, mówi że są tylko jej, potrafi wyrwać coś bratu z ręki, albo go uderzyć lub ugryźć. Są chwile, kiedy nie chce mu nawet pozwolić wejść do swojego pokoju. Takie zachowania zdarzają się bardzo często. Odsyłam ją do jej pokoju żeby się uspokoiła, potem tłumaczę, dlaczego jej zachowanie było złe, dużo z nią rozmawiam zarówno ja jak i mąż. Po całej sytuacji zawsze przeprasza mnie i brata, obiecuje że już tak nie będzie. Kiedy pytam czy wie jak powinna była zareagować kiedy np. brat wziął coś co było jej potrzebne, mówi że wie że powinna mu to wytłumaczyć. Za to kiedy pytam czemu nie dała mu się bawić zabawką, która jej nie była potrzebna mówi, że się bała, że on chce ją zabrać. Brat dzieli się z nią wszystkim, potrafi oddać jej nawet całą porcję ich ulubionego deseru, bo od jej pobytu w szpitalu dba o nią jeszcze mocniej. Kiedy ona śpi on mówi, że musimy być cicho, bo Agusia była w szpitalu i jest zmęczona, musi odpoczywać. Szuka z nią wspólnej zabawy, ale kiedy ona reaguje złością boi się i ucieka do mnie. Staram się tak organizować im czas, żeby dużo bawili się razem, zwłaszcza na podwórku, gdzie podczas zabaw ruchowych nie będą się mogli kłócić o zabawki, ale jednocześnie tak żeby każde z nich miało trochę czasu sam na sam ze mną. Nie wiem co jeszcze mogę zrobić, żeby jakoś uporać się z tą sytuacją. Mam wrażenie, że ona dalej przeżywa swój pobyt w szpitalu, często wraca w rozmowach do tego, że się tam bała, że to ją bolało, że nie mogła wtedy jeździć z bratem rowerem ani wychodzić na podwórko itd. W kontaktach z innymi dziećmi jest lepiej, dalej do nich ciągnie, bawi się, ale trudniej przychodzi jej dzielenie się zabawkami także z nimi. W stosunku do nas także zrobiła się agresywna, a jej ostatnio ulubione zdanie to "to jest moje, moje i tylko moje". Zaraz po wyjściu ze szpitala nie odstępowała mnie na krok, nawet w nocy ciągle mnie wołała, kiedy się budziła rozglądała się i pytała czy jest w domu. Wydaje mi się, że jej poczucie bezpieczeństwa zostało zachwiane, ale nie wiem ile to może jeszcze potrwać i jak jeszcze mogę pomóc moim dzieciom. Jeśli macie jakieś rady to chętnie ich wysłucham, bo chwilami brak mi już sił.
_________________

|