Ciąża, objawy ciąży, macierzyństwo, dzieci
http://www.forum.e-mama.pl/

dziecko nie słucha się na spacerze
http://www.forum.e-mama.pl/viewtopic.php?f=31&t=33945
Strona 1 z 1

Autor:  halanna [ pn paź 06, 2008 12:58 pm ]
Tytuł:  dziecko nie słucha się na spacerze

Witam,
mam córeczkę, która ma prawie półtoraroku. Jest pogodnym i dobrym dzieckiem. NAszym jedynym problemem są spacery..
Gdy wypuszczam ją z wózeczka ona mi ucieka... albo idzie beztresowo w swoją stronę i nawet się nie obejrzy za siebie.. Kiedyś nawet z mężem jej się schowaliśmy, żeby się przestraszyła i sama nas pilnowała, ale ona bezstresowo sobie szła dalej (maż cały czas był blisko i jej pilnował, ale ona go nie widziała) i cieszyła się światem dookoła.. Stwierdzilam, ze to zła metoda, bo u niej nie odniosła efektu, a tylko nauczę ją, że właśnie może sobie odchodzić..
Nie jest to złośliwość z jej strony tylko ogromna ciekawość tego co dookoła.. kiedy ją zawracam, ona się mocno buntuje, co często kończy się tym, że ją wkładam do wózka..
Nie zawsze tak jest, ale często. Jak chodzę z innymi mamami z dziećmi w wieku córki na spacery, to ich dzieci się grzecznie pilnują tylko ja muszę ciągle latać za moją córką...
Teraz spodziewam się drugiego dziecka i mam tylko parę miesięcy by nauczyć ją dyscypliny na spacerze bo inaczej spacery z dwójką dzieci będą niemożliwe...

Proszę o rady...

Autor:  elwira [ pn paź 06, 2008 1:50 pm ]
Tytuł: 

Na pocieszenie powiem ci , że ja za moim też latam i jak porównuje go do innych dzieci to też mi sie wydaje , że jest najmniej usłuchany . Z jednej strony chciałabym , żeby jednak bardziej mnie słuchał :lol: z drugiej uważam , że takie dziecko , które sie niczego nie boi , jest wiecznie w ruchu , wiecznie cos robi będzie sobie lepiej radziło w zyciu (chodzi mi zwłaszcza o miejsce w którym teraz mieszkam) niz to spokojniutkie i usłuchane . Ja mojego nie zmieniam :lol: U ciebie sprawa jest bardziej skomplikowana , bo jak przyjdzie na świat dzidzius to padniesz :lol: Ja mam drugie dziecko , ale ma 12 lat więc bigać juz za nim nie trzeba :lol:

Autor:  halanna [ pn paź 06, 2008 1:54 pm ]
Tytuł: 

Elwira- też mnie cieszy jej usposobienie, bo z takim charakterem i tą energią do życia, a jednocześnie ze swoją dobrocią rozkocha w sobie wielu ludzi i może w życiu wiele osiągnąć (co tam sobie będzie chciała :))
Jak urodzi się drugie dziecko, to maluch będzie w wózku, a ona generalnie na nóżkach a jak się zmęczy to w nosidle mei-tai, którego teraz używamy pół na pół z wózkiem.
Koniecznie muszę ją nauczyć posłuszeństwa na spacerach, bo przecież nie zostawię malucha z wózkiem by biec za córką...

Autor:  elwira [ pn paź 06, 2008 2:09 pm ]
Tytuł: 

Wydaje mi się , że ona sama zmądrzeje , że tak napiszę :lol: Zobaczysz .... jeszcze troszeczke i problem sie skończy . Po swoim widzę , że ze słuchaniem jest coraz lepiej . Np. - czapke miał ostatni raz na głowie w lutym , potem już nie było mowy , bo ściągał . Zakładałam mu tylko kaptur . Teraz zrobiło się chłodno i wietrznie i postanowiłam spróbować z czapką . Powiedziałam mu , że musi ją mieć i koniec i on ją nosi :shock: :lol: CZasami wyciąga rękę do niej , ale ja wtedy mówię "nie wolno , zostaw czapkę "i on zostawia :shock: :lol:

Autor:  AlicjaR [ pt lis 14, 2008 10:10 am ]
Tytuł: 

mialam ten sam problem, pisalam na roznych forach bo kazdy spacer konczyl sie nerowo, placzem, bo juz sil nie mialam a w drodze drugie dziecko. Musialam nauczyc ja ze sie chodzi przy mamie.
Moge poradzic Ci tylko jeden sposob - cierpliwosc.
W sumie u Ciebie jest inna sytuacja bo Twoja coreka jest duzo mlodsza i jeszcze nie rozumie tyle co moja kiedy zaczelam ja uczyc (w wieku 2 lat - wtedy dzieci juz duuuzo rozumieja). Jak Zosia poszla tam gdze nie wolno - albo wracalam do domu albo przypinalam ja do wozka.
Trwalo to dobre dwa miesiace dzien w dzien ta sama batalia, strach przed wyjsciem na spacer. Ale udalo sie!
Doszlam nawet o tego, ze mala chodzi za reke! Juz sie nie martwie za za dwa miesiace wyjde na spacer z wozkiem i z nia bo wiem, ze nie ucieknie.
A! I sprobuj jeszcze moze ja czyms przestraszyc. Na Zosie dziala, ze samochod jedzie. Wtedy staje jak wryta i czeka na moja reke.
Powodzenia!

Autor:  iwona1974 [ sob lis 22, 2008 7:50 pm ]
Tytuł: 

halannamam 4 dzieci,w tym 2 latka bardzo niesfornego i mlodsza od niego coreczke.jak wychodze na spacer z najmlodsza dwojka zakladam mu szelki z tzw smycza i mam pewnosc ze mi nie ucieknie.

Autor:  Lola21 [ pn lut 16, 2009 3:56 pm ]
Tytuł: 

Było o tym kiedyś w rozmowach w toku, że prowadzenie dziecka na szelkach jest upokarzające dla niego :/ :? ja bym nigdy nie zrobiła czegoś takiego mojemu dziecku.. co prawda moja też jest taka że jakbym ją puściła to by biegła przed siebie i nawet się nie obejrzała ale zawsze jak czuję że wyrywa swoją łapkę to ją łapę mocniej i trzymam i mówię że nie wolno się wyrywać mamusi..

Autor:  elwira [ pn lut 16, 2009 9:50 pm ]
Tytuł: 

Ja dla mojego też przez pewien czas uzywałam tych szelek i baaaaaardzo sobie to chwalę . Wedle mnie gadanie , że jest to upokarzające jest bez sensu . To jest cos co zapewnia dziecku bezpieczeństwo !!!!!! Przecież nikt nie mówi o prowadzeniu dziecka na smyczy jak psa ! O szarpaniu go za ten pasek itp. czy o zapinaniu w te szelki dziecka 4 czy 5-letniego (któremu mozna już wytłumaczyć) Ja pasek miałam zakręcony w koło swojej ręki , a Dominika trzymałam za rękę i miałam 100% pewności , że nic mu się nie stanie (tym bardziej , że mieszkam przy bardzo ruchliwej ulicy) . Człowiek jest tylko człowiekiem i zawsze może z jakiegos powodu stracić czujność . Nie chciałabym straty tej czujności przypłacić utratą dziecka !!!
Zresztą jaka jest róznica zabezpiecznia dziecka szelkami od trzymania go przypietego we wózku ? Wiele matek jeździ z dużymi już dziećmi przypietymi we wózku nie z tego powodu , że dzieci nie dają rady iść na własnych nóżkach , ale dlatego , że dziecko sie wyrywa i szarpie i łatwiej go przypiąć we wózku i niech się tam wije do woli . Jak dla mnie róznica żadna .

Autor:  Agusieńka22 [ wt lut 17, 2009 8:52 am ]
Tytuł: 

również używałam szelek (używałam- bo to było latem ;) )
denerwuje mnie porównywanie dziecka do psa prowadzonego na smyczy...
to co, lepiej jechać z wrzeszczącym dzieckiem w supermarkecie? trzymać na siłę wijące się dziecko w wózku na spacerze w parku??

ooo, już widzę te spojrzenia, a nawet komentarze.

cóż Lola, widzę po kilku wypowiedziach, że Twoja córcia nie sprawia Ci ŻADNYCH problemow- oby jej tak zostało.

Autor:  malgora83 [ pt sie 12, 2011 2:25 pm ]
Tytuł: 

odkopuje

Hej

Mam podobny problem.
Moja córcia ogolnie jest fajnym dzieckiem ruchliwym, wygadanym, ale nie słucha sie mnie wogole na spacerze.
Jak idziemy na plac zabaw otwiera soabie furtkę (w ktorej ktos popsuł zamek i sie nie zamyka) i idzie sobie nie reagujac na moje wołania. jak ja gonie mysli ze zabawa mimo ze ton mojego głowu wacale nie jest zabawny, wtedy zaczyna uciekac jeszcze szybciej. Jak ja złapie to sie wije, wyrywa i krzyczy.
Zima prowadzałam ja na szelkach, ale teraz jakos nie bardzo to widzę, mimo ze reki nie da, ale na ulicy jednak jest w wózku, chyba ze ide szerokim chodnikiem to idziemy z dala od ulicy.

Całkiem jestem załamana jednak po dniu dzisiejszym. Postanowiłam, ze wracamy do domu z placu zabaw po 15 minutach jak trzy razy poszła sobie i nie słuchała mimo ze tłumaczyłam.
Powiedziałam, ze idziemy do domu, bo sie nie słucha i ucieka, ze skoro idziemy na plac zabaw to na plac zabaw, a nie robi sobie wycieczki.
Każde takie wyjscie jest dla mnie stresujace i szlag mnie trafia. Chciałabym zeby choc pol godziny pobawiła sie jak jej rówieśnicy (bo takich nie brakuje i nie zauwazyłam zeby jakiekolwiek tak sie zachowywało), ale u niej starczy 5 minut i idzie w swoja stronę.
czesto siedzimy w domu jak jest ładnie, bo normalnie na mysl o placu zabaw głowa mnie boli jak sobie pomysle, ze bede za nia latała przez pol osiedla spocona...

Ech... pomocy!

Słysze tylko ze z wiekiem powinno byc lepiej, ale u nas z wiekiem jest coraz gorzej.
Sa momenty ze jest grzeczna ale to momenty, ktore szybko mijaja.

Czasami mi jest wstyd, bo wiem jak sama kiedys patrzyłam na matki z takimi dziećmi.
Poswiecam córce mnóstwo czasu, staram sie ja dobrze wychowac, ale mimo to czuje te spojżenia za każdym razem jak odstawia mi szopke gdziekolwiek. Inni pewnie mysla ze to moja wina, bo pewnie i po trosze tak jest, bo którz nie popełnia błedów, ale widze sama, ze młoda jest chyba najbardziej niegrzecznym dziekiem na naszym placu zabaw :(

Autor:  Xezbeth [ pt sie 12, 2011 3:02 pm ]
Tytuł: 

Hej :)
Po pierwsze odstaw na bok porównywanie z innymi dziećmi i wstyd. Skup się na sobie i młodej.

Taktyka, którą przyjęłaś jest słuszna i trzeba teraz ją kontynuować. Musisz być wytrwała i konsekwentna. Nawet możesz spisać sobie scenariusz wyjścia.
Przed wyjściem na spacer przykucnij przed dzieckiem i ustal zasady wyjścia. Powiedz, że idziecie na plac zabaw i prosisz, żeby bawiła się na placu zabaw grzecznie. Uprzedź ją, że jeśli będzie niegrzeczna (określ, co przez to rozumiesz), to nie będzie mogła się pobawić ani pospacerować, bo wrócicie do domu.
Na placu nie stresuj się, nie przejmuj, nie martw. Bo wbrew pozorom Twoje nastawienie ma znaczenie. Małej przecież o to chodzi, by Cię wyprowadzić z równowagi ;) bo chce wiedzieć, gdzie jest Twoja granica. Podejdź do tego profesjonalnie - to chyba najlepsze określenie tego, jak powinnaś się zachować. Bezemocjonalnie, zadaniowo, punkt po punkcie, jeśli wiesz, co mam na myśli.
Jak młoda przegnie, ostrzeż ją, że jeśli się nie uspokoi, to pójdziecie do domu. I dotrzymaj słowa. Będziecie na placu 5 minut - trudno. Jej strata.
Jeśli sama będziesz do tego wszystkiego podchodzić spokojnie, nie dasz się wytrącić z równowagi, mała zrozumie, że to nie ma sensu, że są określone zasady, że jak nie bawi się na placu, tylko ucieka, to jest powrót do domu.
Nie znam innej metody. Dziecko musi poznać zasady i poczuć konsekwencje ich łamania. Ale sama musisz być konsekwentna. Bez nerwów i wstydu. Dzieci często odwalają cyrk właśnie dlatego, że wiedzą, iż rodzicowi będzie wstyd i ulegnie. Twoja córka mała jest jeszcze, więc jest nadzieja, że pójdzie Ci w miarę szybko ;)

Autor:  Anula99 [ pt sie 12, 2011 3:30 pm ]
Tytuł: 

O, takie zachowanie nie jest mi nam ( czyt. mi i Wiki ) obce 8)
Bywało ciężko na placu zabaw, Mała nie słuchała się, histeryzowała, pokazywała swoje drugie ja. Jednak udało nam się to w miarę opanować i mogę śmiało stwierdzić, że teraz nie jest najgorzej - zawsze mogłoby być lepiej ;)

Bywało tak, że mówiłam Jej kilka razy by nie robiła czegoś czego nie wolno robić, nie wchodziła na płot, nie wychodziła za plac zabaw - oj jak mnie to drażni, niestety nasz plac od dwóch miesięcy jest bez ogrodzenia, bo nasza przekochana młodzież zdemolowała płotek :evil: Także dzieci wychodzą sobie na place obok - takie stare, jedna stara huśtawka, piaskownica, ale to jednak jest kawałek i głowa odpada od patrzenia się tam ... Wołałam, prosiłam - nie wracała, to mówiłam, że idziemy do domu skoro się mnie nie słucha. Kilka razy takie coś i teraz gdy widzi, że inne dzieci lecą na plac obok, to popatrzy się na mnie, pomyśli i mówi tym dzieciom, że Ona iść tam nie może, że mogą się bawić tutaj na placu ;) Już wie co grozi Jej gdy pójdzie poza plac ...

Zdarza się jeszcze, że jest jakaś histeria, a bo to dziecko zabrało Jej łopatkę, lalkę, hulajnogę czy inną ciekawą i jakże ważną rzecz dla Małej .. Ciężko czasami mi Jej wytłumaczyć, że powinna się dzielić z innymi dziećmi, że musi być między nimi zgoda. Mówię Jej, że jest starsza od tych dzieci ( najczęściej tak jest ), że musi być życzliwa ... czasem nie przechodzi nam to, a czasem pożycza zabawkę innemu dziecku i ładnie się bawią.

Bywa naprawdę różnie 8)

Czasem płacze jak 2 letnie dziecko, dosłownie ;) Gdy dziewczynka nie chce puścić Jej na huśtawkę w momencie gdy Ona chce akurat się huśtać. Tłumaczę by cierpliwie poczekała, że każdy może się huśtać, że jest kolejka ... płacze niemiłosiernie, a ludzie? No cóż, patrzą się i pewnie myślą jakie to mam niedobre, rozpuszczone i niewychowane dziecko :lol: 8) ale ja za przeproszeniem "zlewam to" - dosłownie, nie interesuje mnie to co inni ludzie w takim momencie myślą. Ja wiem, że moje dziecko jest przecudowne i kochane, no same słodkości - same wiecie jak to jest :wink: :wink: :wink:

Nie ma dzieci idealnych, nie ma dzieci nie płaczących. Są dzieci łatwiejsze w wychowaniu i są takie ciut trudniejsze. Dlatego nie stresuj się, Twoja Córcia jest jeszcze Mała i jestem pewna, że opanujecie te nie słuchanie się podczas spacerków na dworze, zabawy na placu zabaw. Tylko musisz być konsekwentna i cierpliwości musisz mieć dużo. Obrałaś dobrą taktykę - jeśli nie będzie posłuszna, będzie wychodziła za plac zabaw, nie będzie reagowała na Twoje prośby by wróciła i bawiła się na placu zabaw - podejdź, powiedz jaka była w domu umowa ( oczywiście przed wyjściem na dwór powiedz jak ma być na placu zabaw, że na terenie placu się bawi, że nie idzie nigdzie indziej ) i jeśli się nie posłucha, to do domku. Myślę, że przyjdzie odpowiedni czas, że zrozumie, że lepiej się mamusi słuchać i spędzać czas z dziećmi na dworze, na placu zabaw niż w ładną pogodę siedzieć w domku i się nudzić.

Także nie stresuj się! Głowa do góry, nie tylko Ty masz takie zmartwienia Kochana, uwierz mi :D Są dzieci naprawdę trudne w wychowaniu i ludzie mają naprawdę większe zmartwienia jeśli chodzi o zachowania swoich maluchów, u Was nie jest źle! Będzie dobrze :cmo: :okk:

Autor:  AjLof [ pt sie 12, 2011 6:05 pm ]
Tytuł: 

Dokładnie tak jak pisała Xezbeth - podpisuję pod tym nogami i rękami.

Ja mam do upilnowania dwóch urwisów..i też czasem by chcieli wejść na głowę.. wymusić coś po swojemu.. ale konsekwencja jest najważniesza.

U mnie jak zaczynają świrować to najpierw ostrzegam co się stanie jak dalej tak będą robić.. i jak się nie uspokoją to biorę za rękę i idziemy do domu. Fakt faktem - często się to nie zdarza bo słuchają i obawiają się konsekwencji..wiadomo że lepiej zostać na placu zabaw.. :wink:

Dzidziulkę masz jeszcze malutką to powinno Ci pójśc w miarę sprawnie :wink:

No a dwa - nie znam dziecka które chociaż raz nie pokazało 'rogów" 8)

Autor:  malgora83 [ pt sie 12, 2011 6:43 pm ]
Tytuł: 

Xez kobieto normlanie mnie podbudowałaś!
Robie własnie jak piszesz... wiem... moze wymagam zbyt wiele, kurcze która matka nie chciałaby zeby jej maluch słuchał po pierwszym razie i był grzeczny?
Nim wyjdziemy gdziekolwiek to własnie tak tłumaczę ona kiwa główka i jeszcze powie "dobrze" ale jak tylko zamyka sie za nia furtka na placu to diabeł w nia wstepuje hehe ;)
Wiec bede konsekwentna (póki co jestem)
Wiem, ze sie nie porównuje swojego dziecka z innymi, ale czasami z zazdroscia patrze na te matki siedzace na ławkach i maluchy bawiace sie grzecznie w pisakownicy. Ja nie usiade na ławkę, a jesli nawet mi sie uda to z młoda na kolanach zeby zmienic jej pampersa hehe

Dzisiaj późnym popołudniem rzuciłam hasło o lodach, młoda była gotowa w sekunde, nawet kapelusz juz miała na głowie i buty na nogach (prawy na lewej i odwrotnie ;)). Oczywiscie stary, zwyczajem powiedziałam, ze idziemy wózkiem (bo jak ja wsadzam to jest ryk) ona sie zgodziła i powiedziałam ze nie ma wychodzenia z wózka na ulicy, dopiero w parku, przytaknęła. Cyrk zaczał sie na dole przy próbie wsadzenia do wózka, wiec jej mowie, ze albo wozkiem albo idziemy do domu, no to ona "nie do domu" i sama wsiadła do wózka... to juz chyba był dobry krok. Na lodach była nawet znośna póki nie zobaczyła psa i o mały włos nie wyleciała mi na ulicę... w takich momentach żałyje, ze nie trzymam jej w szelkach.

Podsumowując.
Będe konsekwentna i wytrwała... mam nadzieje, ze starczy mi nerwów ;)

dzieki dziewczyny

Autor:  Anula99 [ pt sie 12, 2011 6:56 pm ]
Tytuł: 

malgora Będzie coraz lepiej, zobaczysz ;) Twoja Córcia jest jeszcze naprawdę Mała. Za takimi maluchami, to na placu zabaw raczej się jeszcze chodzi.. moja Wiki 6 lat kończy we wrześniu i wiadomo - ja siedzę na ławce, a Ona fajnie bawi się z dziewczynkami, z chłopcami, jest starsza znacznie od Twojej Myszki więc i czas na placu zabaw organizuje sobie właściwie sama 8)

Autor:  Xezbeth [ pt sie 12, 2011 7:17 pm ]
Tytuł: 

małgora widzisz na placu grzeczne dzieci, ale nie wiesz, ile pracy rodzice włożyli w to, żeby takie były. Owszem, są dzieciaki mniej temperamentne, ale większość jednak wymaga pewnego nakładu pracy :)
Robisz, jak trzeba, więc się po prostu tego trzymaj i nie zniechęcaj się, no bo niestety nie ma tak cudownie, żeby działało od razu.

Ja w tej chwili chodzę na plac zabaw ze spokojnym sercem. Chłopcy (4 i 6 lat) bawią się z innymi dziećmi bez ekscesów jakichś. Ale... był czas, kiedy tak jak Ty, nie miałam z nimi ochoty wychodzić, bo było to potwornie męczące. Zdarzały się histerie. Mogłam się na przykład spodziewać, że nie uda mi się ich spokojnie wyczesać do domu w określonym czasie, bo będą chcieli zostać i zrobią mi piekielną awanturę z tego powodu. Teraz na placu zabaw są grzeczniejsi niż w domu. A ja staram się być dla nich niewidzialna, nie wtrącam im się w zabawę, nie ingeruję, jak wszystko jest OK. Są rodzice, którzy co chwila komentują "załóż buty", "odwiń rękawy", "nie biegaj, bo się spocisz", "usiądź, odpocznij". A mnie nie ma :lol: Dziś sobie na przykład felieton zdążyłam napisać, jak się bawili. Starszy za żadne skarby nie wyszedłby sam poza plac, młodszy może, ale starszy by mu nie pozwolił. Innymi słowy... da się z rozbrykańców zrobić grzeczne dzieci ;) Choć niestety to szkoła przetrwania. Wygra silniejszy :lol:

Autor:  Agoos [ pt sie 12, 2011 10:05 pm ]
Tytuł: 

he,he:)dokładnie Xez:)))A czasem bywa, ze rozbrykance sie przeanielaja, a takie potulne dzieciaczki rozbrykuja:) Ja mam te pierwsza wersje i o ile pamietam to za 2 letnim ciagle na placu zabaw biegalam, a w tym roku luzik-owszem, pilnuje, zeby sobie czegos tam nie zrobil, ale jest taka przepasc miedzy ubieglym rokiem a tym w rozumieniu i egzekwowaniu polecen, ze szok!Konsekwencja, tlumaczenie do oporu ale efekty sa tego warte. pozdrowki!

Autor:  malgora83 [ pn sie 15, 2011 12:13 pm ]
Tytuł: 

Tak Xez... szkoła przetrwania ;) A ja mam nadzieje, ze bede tym wygranym hehe ;)
Dobre okreslenie, nie ma co. Nic dodac nic ująć :)

Strona 1 z 1 Strefa czasowa UTC [letni]
Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group
http://www.phpbb.com/