Chyba niania nie ma ostatnio zbyt wiele czasu niestety...
kamyk śpieszę pocieszyć, że prawdopodobnie nie robisz niczego źle. To taki paskudny wiek

Może to trwać do 3 roku życia. Trzeba też wiedzieć, że dziecko nie robi tego specjalnie. Cechą charakterystyczną tego wieku (zaczyna się ten etap około 12 m-ca) jest to, że dziecko wprawdzie wie, że mu nie wolno, słyszy i rozumie, ale nie jest w stanie zapanować nad POTRZEBĄ zrobienia tego, co sobie wymyśliło. To etap wielkiego testowania, jak skonstruowany jest świat, dzieci są bardzo ciekawskie, wszędzie by wlazły, wszystko pomacały, wsadziły do buzi itd. To przypomina trochę wewnętrzną walkę dobra ze złem

Niby nie chce tego zrobić, ale musi.
Niestety mam identyczny problem z moim synkiem. Dlatego też poczytałam trochę na ten temat. Na niewiele mi się to zdało, bo i tak jego zachowanie momentami doprowadza mnie do obłędu. Niby rozumiem, ale ileż można mówić "nie, nie wolno, zostaw, odłóż, zejdź..." itd. i tak w kółko. Ale niestety trzeba.
Tyle że na tym etapie nie da się za bardzo wpłynąć na ten bunt. Można tylko być konsekwentnym i opanowanym i próbować kombinować - odwracać dziecka uwagę od tego, czego nie powinno robić. Jak się na coś upiera, to podetknąć pod nos książeczkę, piłeczkę. Najgorzej - z mojego punktu widzenia - jest na spacerach. Chciałabym żeby sobie pobiegał, poznawał świat, ale jestem w ciąży i nie mogę za nim non stop latać, a on bardzo chętnie włazi pod samochody i atakuje wszelkie napotkane psy.
Powtarzałam ciągle "nie, nie wolno" i chyba teraz pokutuję za to, bo pierwsze słowo, którego Paweł się nauczył, to NIE. I używa go przy każdej możliwej okazji. Co też jest irytujące
Aha, jak w przypadku każdego wieku, każdej próby wpłynięcia na dziecko, dobrze sprawdza się chwalenie. To i w tym przypadku troszkę pomaga. Chwalę każdy objaw posłuszeństwa, dobrego zachowania, biję brawo i mówię, jaki mój synek jest grzeczny. I on to pamięta. Kiedy zdarzy mu się powtórzyć za jakiś czas tę "dobrą" czynność (jak np. odłożenie zakazanej rzeczy na miejsce) już sam zaczyna sobie bić brawo i wymaga od nas, żebyśmy też klaskali. No i czasem działa, jak mówię "bądź grzecznym chłopcem i coś tam coś tam..." Pawła natomiast strasznie rajcuje, kiedy się złoszczę

Mówię, żeby coś odłożył i powtarzam i powtarzam i się złoszczę, a on wtedy zaczyna się śmiać
Cóż mi pozostaje... Solidaryzuję się i łączę w bólu. Jak wpadniecie kobiety na jakiś dobry patent, to ja chętnie się zapoznam. Jak coś mi się przypomni, to oczywiście się podzielę. Nie ukrywam, że ten problem jest dla mnie DUŻYM PROBLEMEM.
Pozdrawiam