hej!
to wprawdzie stary watek, ale może uda mi sie go odgrzać.
mam problem z moim kawalerem 2,5 roku, który kilka razy w nocy przychodzi do nas do łóżka i zajmuje więcej miejsca niżby można było sie spodziewać.
jakoś tak ostatnio to sie zaczęło, miesiąc, może dwa temu. do tej pory spał u siebie.
przechodzimy teraz wiele zmian, bo jestem w ciązy, "odpampersowujemy" frania", od września będzie zostawał raz w tygodniu z opiekunką, do tej pory zostawał tylko z babcią albo dziadkiem. dlatego nie chce na razie jakiś drastycznych metod wprowadzać.
ale chodzimy z mężem niewyspani. u mnie to się na nerwowość przekłada, a na dodatek spinam się, bo marzę o tym, żeby sie "na zapas" przed drugim dzieckiem wyspać, przed tym jak będę miała wielki brzuch i nie będę mogla sie swobodnie z boku na bok przewrócić.

zaczynam byc tak niewyspana, że wczoraj mu w nocy na półśpiąco kazałam do siebie wracać i był ryk. a dzisiaj zabrałam swoja pościel i poszłam do frania spać.
boję się, że za bardzo sie przyzwyczai, bo widzę też że to jego przychodzenie sie nasila, już prawie całą noc u nas w łóżku jest, odniesiony, wraca jak bumerang...
waham się jak postępować, bo za 6 miesiący urodzę dziecko i myślę, że najwygodniej byłoby jakby prze kilka miesiący franio spał z tatą w naszym łóżku, a ja z małym bąblem w drugim - franiowym pokoju. nie chcę mu w glowie mącić. ale boje się że jak tak jeszcze kilka miesiący z tatą pośpi, to juz koniec i strace miejsce we własnym łóżku do 18 dziecka
mam za swoje, bo jeszcze do niedawna mówiłam, że nie wyobrażam sobie, żeby małżeństwo nie spało razem, tylko jedno z nich z dzieckiem, a drugie w pokoju obok i voila! dzis sie wyprowadziłam do drugiego pokoju.
czy ktoś miał podobny problem?