Witam wszystkie mamy.
My też przechodziliśmy a właściwie przechodzimy okres adaptacyjny, jednak z racji, że w Szczecinie do państwowych przedszkoli przyjmują od trzech lat, Jasiek wylądował w żłobku.
Pierwsze dwa dni poszedł bardzo chętnie chociaż już w ciągu dnia tak fajnie nie było bo popłakiwał, odbierałam go po obiedzie ale tylko dlatego, że panie tak zaleciły. Trzeciego dnia zaczęło się wycie, a że moje dziecko ma niezłe decybele w gardełku to na górze słyszeli, że Jasiu już przyszedł, jednak od tego dnia zaczął zostawać na cały "dzień" (6.45-15.15), trochę popłakiwał ale jadł, bawił się i spał. Dwa tygodnie, zaczął chodzić od 17 sierpnia, był dramat, płakał od momentu jak tylko oczy otworzył, całą droge do żłobka i w szatni. Ponoć jak wychodziliśmy dość szybko się uspakajał, jednak cały czas mówił, że on nie chce iść do żłobeczka. Od 1 września byliśmy na zwolnieniu półtora tygodnia i w sumie zaczynaliśmy adaptację od początku, wycie, wycie i jeszcze raz wycie. Co do wycia to Jasiek potrafi wrzaśnięciem włączyć maskotkę którą się włącza palnięciem w łeb
Z dnia na dzień jednak zaczęłam widzieć różnicę w jego zachowaniu, zaczął chętniej mówić o żłobku i powtarzał, że nie trzeba płakać. Udało się dwa ni nie płakać i znowu zwolnienie. Po nim poszedł ochoczo ale na drugi dzień już mu się znowu odwidziało. Jednak zaczynał płakać dopiero po wyjściu a samochodu albo w szatni. Ostatnio ma etap jojczenia, że on chce z mamą lub tatą do pracy iść lub chce zostać z tatą w domu. Już mnie, tak mnie zirytował w zeszłym tygodniu tym jęczeniem, że podgłośniła radio w samochodzie
Dzisiaj np. było w sumie ok ale ubrałam mu inne kapcie, które wzięłam z domu i to był powód do zrobienia awanturki. Jednak jak założyłam z powrotem te żłobkowe poszedł już bez problemu na salę.
Moja rada jest tak, że trzeba przetrzymać i nie dać się zwariować choć serce się kraja jak dziecko płacze ale jak by na nas to nie robiło wrażenia to by znaczyło, że z nami coś nie teges. Jednak krzywda się im tam nie dzieje a od razu zobaczyła pozytywne strony żłobka. Po pierwsze odpieluchowali mi go, po drugie odsmoczkowali, podobno jest jest tam rozkoszny, sprząta po sobie zabawki, słyszy, rozumie i wykonuje polecenia, robi sam siku, gada jak najęty i powala wszystkie panie tekstami. Było ciężko ale nie zamierzałam się poddawać i chyba tą wojnę zaczynam wygrywać.
Życzę wszystkim dużo siły i wytrwałości, niestety w niektórych przypadkach okres adaptacyjny może trwać dłużej.