Ciąża, objawy ciąży, macierzyństwo, dzieci
http://www.forum.e-mama.pl/

Porozumienie międzyplanetarne na rzecz działań prorodzinnych
http://www.forum.e-mama.pl/viewtopic.php?f=3&t=50045
Strona 1 z 4

Autor:  Xezbeth [ pt lip 01, 2011 10:11 am ]
Tytuł:  Porozumienie międzyplanetarne na rzecz działań prorodzinnych

Witam!

Nadejszła wiekopomna chwila ;)

Oto Wenus i Mars łączą swoje siły w celu stworzenia Kodeksu Dobrych Praktyk Rodzicielskich. Brzmi dość prosto, ale wymaga wyjaśnień.
Prowodyrzy akcji budowania Kodeksu podjęli próbę objaśnienia idei:
http://www.skarb-matki.pl/index.php/kaz ... e-pamieta/

Wszyscy doskonale wiedzą, jak podatnym gruntem są dzieci, jak chłoną poprzez obserwację. A na dodatek są niezwykle wyczulone na fałsz, więc udawanie nie wystarczy. Bywa zabawnie, gdy mała córeczka strofuje misia dokładnie tak, jak mama strofuje ją, lub gdy rozmawia przez telefon ze zmarszczonym czołem jak tatuś załatwiający ważne sprawy. Gorzej, jeśli to lustrzane odbicie wcale nam się nie podoba. Przychodzi refleksja, że coś nie gra w pierwowzorze, coś zgrzyta, skoro w dziecku odbijają się nasze najgorsze zachowania i postawy.

Kierując się głęboką potrzebą uczynienia czegoś dla naszych dzieci, by kolejne pokolenia korzystały z naszych doświadczeń, z doświadczeń rodziców żyjących na przełomie dziejów, zmian ustrojowych, społecznych, mentalnych i kulturowych. Zapraszamy wszystkich do współtworzenia serii działań edukacyjno-popularyzacyjnych pod roboczym tytułem:

KODEKS DOBRYCH PRAKTYK RODZICIELSKICH

Liczymy, że zdziałamy coś zbiorową mądrością matek i ojców, tych w związkach i tych którym się nie udało, którzy wciąż szukają i tym, co żyją skupieni na dzieciach, jednym zdaniem - wszystkich, którym dobro dzieci w rodzinie nie jest obojętne.

Chcemy zebrać i szeroko rozpropagować w różnych formach publikacji, korzystając z wielu form prezentacji (od internetowych multimedialnych fajerwerków po kuchenne kalendarze) wszystkie te Dobre Rady jakie uznamy wspólnie za najważniejsze, najwartościowsze i najwięcej wnoszące do relacji zarówno pomiędzy rodzicami jaki i dziećmi.

Mamy nadzieję przeczytać tutaj o wartościach, jakie wynieśliście z domu lub chcielibyście, by przyświecały Waszym dzieciom, o postawach i zachowaniach, które warto promować przez codzienne działania, które pozwolą wyrosnąć dzieciom na ludzi wartościowych, szanujących innych, radzących sobie w życiu, potrafiących rozwiązywać problemy i zażegnywać konflikty.

Przed nami - rodzicami - trudne zadanie. W przypadających nam czasach nie jest łatwo wychowywać dzieci. I niestety obserwacje nie napawają optymizmem. Dzieciaki pozbawione są pozytywnych wzorców, mają mały kontakt z rodzicami, a jeśli mają to taki przez szybę, zawsze z czymś w tle (z telewizorem, telefonem, komputerem, myciem naczyń, prasowaniem ciuchów i szykowaniem dokumentacji do pracy). Tak na prawdę to trudne zadanie stoi przed nimi. Muszą w takich warunkach rozwijać się, dorastać, a potem jeszcze iść przez życie z tym bagażem, który im uszykujemy.

Zapraszamy do dyskusji o wychowaniu, wzorcach, dobrych i złych praktykach.

Organizatorami akcji są działacze z nocotyTato i Forum e-mama.

Autor:  Mateusz z nocotyTato [ pt lip 01, 2011 11:06 am ]
Tytuł:  Jak mówić o drugim rodzicu?

Myślę, że jedna z podstawowych cech, jakie chcielibyśmy przekazać dziecku, to umiejętność życia wśród ludzi. To wymaga szacunku dla tych ludzi. Jeżeli mówimy pogardliwie o rodzicu dziecka, jeżeli obrzucamy go epitetami, jeżeli używamy określeń wulgarnych, to pokazujemy dziecku że nie wszystkich trzeba szanować. Do tego, jeżeli rodzic dziecka nie zasługuje na szacunek, to może ono samo też na niego nie zasługuje?

Chciałbym zaproponować, aby wszyscy rodzice zawsze pamiętali, że jakiekolwiek różnice zdań między nimi nie upoważniają do pozbawiania dziecka szacunku do drugiego rodzica. Szanujmy siebie nawzajem, żeby dziecko szanowało siebie i nas.

Autor:  pasia251 [ pt lip 01, 2011 11:17 am ]
Tytuł: 

Przeczytałam i mnie nasuwa się taka myśl:
Nauczmy dziecko, że powinno traktować innych tak, jakby samo chciało być traktowane.
Co za tym idzie - sami tez tak powinniśmy traktować ludzi.
I nie chodzi tylko o relację rodzic -rodzic, ale tez o rodzic - reszta świata :)

Autor:  eva [ pt lip 01, 2011 11:25 am ]
Tytuł: 

Żeby dobrze wychować dziecko, sami musimy dobrze postępować.
Niestety, często zdarza się tak, że wymagamy od dziecka, aby robiło coś w określony sposób, jednocześnie sami tak nie postępujemy.
W ten sposób powodujemy, ze nasze dziecko "gubi" się we wzorcach wg których ma postepować.

Autor:  pasia251 [ pt lip 01, 2011 11:26 am ]
Tytuł: 

eva pisze:
Żeby dobrze wychować dziecko, sami musimy dobrze postępować.
Niestety, często zdarza się tak, że wymagamy od dziecka, aby robiło coś w określony sposób, jednocześnie sami tak nie postępujemy.
W ten sposób powodujemy, ze nasze dziecko "gubi" się we wzorcach wg których ma postepować.


amen :)

Autor:  Xezbeth [ pt lip 01, 2011 11:52 am ]
Tytuł: 

O to to to. Mnie najbardziej irytuje (również jak sama się na tym przyłapię), jak wymaga się od dziecka przestrzegania zasad, jednocześnie nie dając wyraźnych sygnałów, jak te zasady wyglądają, gdzie są granice.
Dlatego uważam, że jeśli chcemy od dziecka wymagać, by nas słuchało, powinniśmy być zdecydowani, czego tak naprawdę od niego chcemy.
Np. chcemy żeby dziecko wiedziało, że po myciu zębów i dobranocce jest czas spania, ale jak pomarudzi wystarczająco skutecznie, to pozwalamy mu się jeszcze pobawić klockami. A potem jest wielkie zdziwienie, że nie da się dziecka zagonić do łóżka.
Albo... wkładamy dziecku do głowy, że przed obiadem nie je się słodyczy, a sami pałaszujemy ciasteczka, mieszając pomidorówkę :roll:

Autor:  Mateusz z nocotyTato [ pt lip 01, 2011 5:05 pm ]
Tytuł: 

Albo jak mówimy - nie można brzydko mówić o kolegach i koleżankach, a sami przy dziecku obgadujemy bez skrupułów partnera lub byłego partnera - rodzica tego dziecka...

Autor:  lady_in_red [ pt lip 01, 2011 6:56 pm ]
Tytuł: 

Dla mnie ważne jest również to, by do dziecka docierały sygnały jednobrzmiące, tak ustaliliśmy i tego wymagamy od siebie i otoczenia, które nawet jeśli z nami się nie zgadza, nie ma prawa "nie zgadzać się" przy dziecku, ono nie jest winne temu, że dorośli dogadać się nie umieją, a skoro nie jest winne, to kary ponociś też nie może. Bo dla mnie takie sprzeczne sygnały, naginane zasady w zależności od sytuacji, która nam pasuje, od tego kogo miałyby dotyczyć itd. jest swoistym karaniem, gdyż wprowadza chaos, zamęt i niezrozumienie w życie dziecka.
Do tego kiedy zdarza mi się (a zdarza) samej od jakichś zasad wyjątek zrobić, coś nagiąć i nie zachować się tak, jak wymagam tego od dziecka, to robię to zupełnie poza jego obszarem postrzegania. Nie chcę na swoje hasło "tak nie rób, tego nie mów etc" usłyszeć "a dlaczego tobie wolno? dlaczego ty robisz/mówisz itd" Nie chcę, bo nie umiałabym odpowiedzieć, ponieważ nie ma dobrej, prawdziwej odpowiedzi. Zasady są dla wszystkich jednakowe, albo nie udaje się zbudować niczego dobrego.

Wydaje mi się, że gdy od małego dziecko wzrasta w przekonaniu "mama robi tak, tato tak samo, babcia/wujek, reszta i ja" to taki schemat staje się dla niego naturalnym, jedynym poprawnym i czuje się w tym bezpiecznie, pewnie oraz ma świadomość tego co i jak powinno, bo jest to stałe, niezależne od tego z kim dziecko przenywa, niezależne od dnia, nastroju czy innych okoliczności.

Autor:  Justyna_1987 [ pt lip 01, 2011 10:56 pm ]
Tytuł: 

Ja chciałabym żeby moje dzieci w przyszłości były samodzielne. Zawsze staram się stwarzać sytuacje problemowe, które moja mała da radę sama rozwiązać i zachęcam ją do tego, żeby sama próbowała. Niestety znam dzieci, które od małego są wyręczane przez rodziców we wszystkim, a później kiedy napotykają na jakieś problemy to albo chcą, żeby ktoś je rozwiązał, albo płaczą i lamentują. Wiem, że sama nie jestem kryształowa pod tym względem, bo często wolę np. sama coś zrobić, bo to i szybciej i mniejszy bałagan niż wtedy, gdy robi to Agusia, ale staram się pilnować pod tym względem.

I jeszcze bardzo bym chciała nauczyć moje maluchy sztuki dyskusji. Tak, żeby miały własne zdanie, umiały je poprzeć jakimiś argumentami, ale jednocześnie umiały przyznać, że ktoś inny ma rację. Ja zawsze lubiłam wojny na argumenty, ale niestety nigdy nie mogłam się wymieniać argumentami z domownikami, bo mieszkaliśmy z moimi dziadkami, a oni uważali, że oni przeżyli i wiedzą lepiej niż ja mając kilkanaście lat

Autor:  Karola78 [ ndz lip 03, 2011 7:50 pm ]
Tytuł: 

Witajcie!
Pochodzę z domu, gdzie zawsze było milczenie. Matka wymagała ode mnie, abym rozmawiała z nią o swoich problemach, jednocześnie nie uświadamiając mnie w wielu sprawach, ojciec zawsze był milczący, tematy tabu była na porządku dziennym. Matka "rekompensowała" mi to wszystko swoją nadopiekuńczością. Nie była jednak nadopiekuńcza w stosunku do moich emocji, ale co do wyglądu, zachowania, nie była ciepła i opiekuńcza, nie zachęcała mnie do wspólnych działań, dlatego zawsze chętnie spędzałam czas u koleżanek bawiąc się, grając z ich mamami. Mama jest osobą sfrustrowaną, nie potrafiącą z dystansem podchodzić do wielu rzeczy. Miłością dla niej było to abym była o 20 w domu, bo ona "dostanie ataku serca". Nie miałam nigdy prawa decydowania o czymkolwiek w swoim życiu. Doprowadziło to do moich wielkich problemów z samoakceptacją w okresie dojrzewania. Problemy trwały długo, bardzo długo walczyłam...
Kiedy patrzę na swoją córkę pragnę, aby nie miała takiego świata jak ja. Rozstałam się z ojcem dziecka, więc problem już jeden istnieje. Próbuję małą do tego przygotowywać, że jest taka sytuacja. Chcę z nią spedzać czas, dawać jej trochę swobody, szaleństwa, uczyć ją systemu wartości (mnie niestety tego nie nauczono, uczyłam się sama), otwierać ją na świat, aby ciągnęło ją do ludzi otwartych, kreatywnych, samodzielnych i potrafiących radzić sobie w życiu. Fundamentem późniejszego radzenia sobie w życiu jest miłość i bezinteresowność rodziny. Ja zawsze słyszałam, że sobie nie poradzę, że jestem za słaba itd. Jak się okazywało - psycholog dziecięcy stwierdził, że mam bardzo wysoki il. inteligencji, ale...nienawidziłam siebie do tego stopnia, że nawet przeszłam próbę samobójczą.
To było lata temu.
Teraz jest inaczej. Cieszę się, że mam córę, ona ma trzy lata, ale traktuję ją jak partnerkę w wielu nawet błahych sprawach. Jest cudownym człowieczkiem, i zrobię wszystko aby była szczęśliwa, kochała siebie i innych, miała szacunek do siebie i każdego człowieka.

Autor:  Xezbeth [ pn lip 04, 2011 9:07 am ]
Tytuł: 

Karola78 to smutne, co piszesz. Ale widzę kilka punktów stycznych z moim życiorysem. Nie boisz się, że powielisz błędy swoich rodziców? Bo ja mam właśnie takie obawy.

Autor:  Karola78 [ pn lip 04, 2011 8:43 pm ]
Tytuł: 

Xez, mam wielkie obawy, na szczęście widzę mało punktów wspólnych mojej osoby ze swoją matką. Kiedy łapię się na tym, że coś mogłabym zrobić tak jak ona, np w sposób lodowaty podejść do dziecka, włącza mi się czerwone światło. Jestem bardzo wyczulona na to. Oczywiście staram się, ale nikt nie wie, czy na 100 procent się uda.

Autor:  Xezbeth [ czw lip 07, 2011 4:46 pm ]
Tytuł: 

Pozwoliłam sobie poczynić mały pit-stop i podsumowanie na trasie. Będzie pewien punkt odniesienia dla dalszej dyskusji.


- traktowanie innych ludzi z szacunkiem
- traktowanie innych ludzi tak, jak sami chcielibyśmy być traktowani
- dawanie dobrego przykładu, wzoru
- wyznaczanie jasnych granic i trzymanie się własnych zasad
- rodzice powinni stanowić jeden front wobec dziecka, żeby nie wprowadzać zamętu
- pozwalanie dziecku podejmować decyzje, uczenie samodzielności
- uczenie sztuki dyskutowania
- okazywanie sobie wzajemnie uczuć, ciepła, budowanie bliskich relacji, ale i dawanie swobody


Cóż jeszcze można do tego dodać? Nie bójcie się oczywistych oczywistości. Bo sęk w tym, że często zapominamy o najbanalniejszych rzeczach.
Choćby o tym jak ważne jest jedzenie wspólnych posiłków. Wiecie, że to ważne?

Piszcie. Może uda się wspólnymi siłami zebrać coś fajnego, co będzie się nadawało do publikacji i rozpowszechnienia, nagłośnienia w mediach.

Autor:  eva [ czw lip 07, 2011 7:58 pm ]
Tytuł: 

To ja jeszcze dodam punkt:
* nauka przez zabawę

Mam tu na myśli wspólne spędzanie czasu z dzieckiem i pokazywanie mu świata i jego zawiłości poprzez rozmowę jak z partnerem, doświadczalnie a jednocześnie pod opieką, zachęcanie do samodzielnych prób, pozwalanie na testowanie i robienie doświadczeń.
Wydaje mi się, że dzieci najwięcej zapamiętują właśnie z szalonych eskapad w góry, gdzie omówiliśmy rożne rodzaje kamieni, jezior i ich historii powstania, oglądania drobnych żyjątek przez lupę, sprawdzenie jak można ufarbować biały kwiatek na niebiesko itp.

Autor:  lady_in_red [ pt lip 08, 2011 4:28 am ]
Tytuł: 

To ja może jeszcze
-wpojenie dziecku jego wartości i wyjątkowości
Tak, by kiedyś miało "siłę" polemizować, bronić własnych poglądów i zdania. To wydaje się oczywiste (choć bardzo często oczywistym nie jest), że dzieci, które zawsze słyszą teksty w klimacie: cicho siedź, bo dorośli wiedzą lepiej, musisz mnie słuchać, bo jestem duży a ty nie, jak dorośniesz to będziesz miał głos itd. wyrasta w przekonaniu, że głupie jest, nic nie znaczy, nic nie umie, niczego nie wie, zatem nie ma prawa zabierać głosu... A kiedy już nawet zabierze, nie będzie umiało o to swoje, własne zdanie "zawalczyć".

Autor:  Mateusz z nocotyTato [ czw lip 14, 2011 1:55 pm ]
Tytuł: 

To ja bym dodał jeszcze umiejętność podporządkowania się grupie, kiedy sytuacja tego wymaga. Np. pół rodziny chce iść na pizzę, reszta do McDonalda. Wspólnie podejmujemy decyzję - głosowanie, losowanie, rotacja czy inaczej - a potem wszyscy się podporządkowujemy. Mam własne przekonania, ale umiem współpracować...

Autor:  fifolek13 [ czw lip 14, 2011 8:28 pm ]
Tytuł: 

Xezbeth pisze:
Pozwoliłam sobie poczynić mały pit-stop i podsumowanie na trasie. Będzie pewien punkt odniesienia dla dalszej dyskusji.


- traktowanie innych ludzi z szacunkiem
- traktowanie innych ludzi tak, jak sami chcielibyśmy być traktowani
- dawanie dobrego przykładu, wzoru
- wyznaczanie jasnych granic i trzymanie się własnych zasad
- rodzice powinni stanowić jeden front wobec dziecka, żeby nie wprowadzać zamętu
- pozwalanie dziecku podejmować decyzje, uczenie samodzielności
- uczenie sztuki dyskutowania
- okazywanie sobie wzajemnie uczuć, ciepła, budowanie bliskich relacji, ale i dawanie swobody


Cóż jeszcze można do tego dodać? Nie bójcie się oczywistych oczywistości. Bo sęk w tym, że często zapominamy o najbanalniejszych rzeczach.
Choćby o tym jak ważne jest jedzenie wspólnych posiłków. Wiecie, że to ważne?

Piszcie. Może uda się wspólnymi siłami zebrać coś fajnego, co będzie się nadawało do publikacji i rozpowszechnienia, nagłośnienia w mediach.


Ja bym dodała akceptowanie uczuć, pozwalanie na emocje, nawet te niewygodne.

O co mi chodzi? Jeśli dziecko się przewróci, zaczyna płakać, co my najczęściej robimy? "Nie rycz, do wesela się zagoi.", "Przecież nic nie boli, nie masz powodu do płaczu.", "A ty co, baba jesteś?", "Beksa!" - to te najczęściej używane zwroty. Jak to działa na dziecko, co ono z tego rozumie? "Ty nie wiesz co czujesz, ja to wiem lepiej."
Przecież jeśli boli, to czemu mamy dziecku tłumić, nie pozwalać wyrazić swoich emocji. Jak go boli, to co w tym złego i niestosownego, że płacze? Jak trzeba to przytulić, otrzeć łzy, pocałować, dać dziecku do zrozumienia że wiemy, że go boli i nam jest przykro, że tak się stało, że trzeba uczyć się ostrożności. Akceptujmy jego uczucia. Beksa nam nie wyrośnie, jedynie w ten sposób wychowamy dwulicowca, bo nie będzie się potrafił potem określić co czuje, kogo lubi...
Albo dziecku jest gorąco, a my na silę mu ładujemy dodatkowy sweter. Pozwólmy się dziecku przekonać czy zmarznie, czy nie, niech potem potrafi podjąć decyzje. Niech uczy się nawet na swoich błędach, jak zmarznie w uszy, będzie wiedziało, że warto tę czapkę następnym razem założyć. Jeśli mu na to nie pozwolimy, to skąd o tym będzie wiedziało?
I jeszcze wiele innych przykładów mi się nasuwa...

Autor:  lady_in_red [ pt lip 15, 2011 7:27 pm ]
Tytuł: 

I może jeszcze
- nauczenie dziecka (przez własny przykład oczywiście) jaką wartość ma słowo
W czym rzecz? A w konsekwencji i dotrzymywaniu obietnic. Dziecko, które ZAWSZE dostaje to, co zostało mu obiecane (nie mam na myśli wyłącznie nagród, jeśli jest upominane i w końcu dostaje ultimatum: "upominam cię ostatni raz, jeśli znów to zrobisz, nie wyjdziesz na podwórko/nie dostaniesz lodów/nie obejrzysz tv czy cokolwiek innego") wyrasta w przekonaniu, że słowo ma wielką wartość. Z czasem samo uczy się dotrzymywać obietnic, bo staje się ta zasada dla niego naturalna. Takie zachowanie ma również inną zaletę, dziecko czuje się bezpiecznie wiedząc, że jeśli rodzic coś mówi, ocenia, przekonuje, obiecuje - tego właśnie ma się spodziewać, to je spotka (niezależnie czy pozytywnie, czy negatywnie). Częst słyszę "jeszcze raz to zrobisz, to coś", i tak raz za razem, milion razy... Co dziecko z tego przekazu wynosi? Tylko tyle, że na rodzica słowach polegać nie można, bo nagle "raz" znaczy "milion razy" albo "nigdy", w konsekwencji zaś "jeśli rodzic mówi jedno - robi drugie, to zapewne tak się robi, czyli mnie wolno również.

Autor:  Mateusz z nocotyTato [ pt lip 15, 2011 9:47 pm ]
Tytuł: 

lady_in_red pisze:
I może jeszcze
- nauczenie dziecka (przez własny przykład oczywiście) jaką wartość ma słowo
W czym rzecz? A w konsekwencji i dotrzymywaniu obietnic. Dziecko, które ZAWSZE dostaje to, co zostało mu obiecane (nie mam na myśli wyłącznie nagród, jeśli jest upominane i w końcu dostaje ultimatum: "upominam cię ostatni raz, jeśli znów to zrobisz, nie wyjdziesz na podwórko/nie dostaniesz lodów/nie obejrzysz tv czy cokolwiek innego") wyrasta w przekonaniu, że słowo ma wielką wartość. Z czasem samo uczy się dotrzymywać obietnic, bo staje się ta zasada dla niego naturalna. Takie zachowanie ma również inną zaletę, dziecko czuje się bezpiecznie wiedząc, że jeśli rodzic coś mówi, ocenia, przekonuje, obiecuje - tego właśnie ma się spodziewać, to je spotka (niezależnie czy pozytywnie, czy negatywnie). Częst słyszę "jeszcze raz to zrobisz, to coś", i tak raz za razem, milion razy... Co dziecko z tego przekazu wynosi? Tylko tyle, że na rodzica słowach polegać nie można, bo nagle "raz" znaczy "milion razy" albo "nigdy", w konsekwencji zaś "jeśli rodzic mówi jedno - robi drugie, to zapewne tak się robi, czyli mnie wolno również.

To bardzo ważne! Popieram!

Autor:  Xezbeth [ sob lip 16, 2011 4:34 pm ]
Tytuł: 

Swoją drogą, jeśli Ministerstwo wypuszcza spot umoralniający niewychowane dzieci, to coś z nami - rodzicami jest nie tak.
http://www.youtube.com/watch?v=tTUiBRFw48E

A tu taka sielana.

Strona 1 z 4 Strefa czasowa UTC [letni]
Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group
http://www.phpbb.com/