trudny temat.... napisze tak, co ma byc to bedzie, nie znamy przyszlosci, tak juz jest.... my stracilismy corke przed porodem w 39tc, co sie okazalo prawdopodobnie moja nieleczona tarczyca....o ktorej nie wiedzialam, kogo winic....dzis juz sama nie wiem, bo gdydbym ruszyla tylek do innych lekarzy, mozna byloby zdiagnozowac ze choruje,...., lekarka prowadzaca-zgubila ja rutyna,chciala polozyc do szpitala bo pogorszyly sie wyniki moczu, ale zwlekala, stawiajac ze zaraz urodze....., juz minelo 2,5 roku, ale wciaz boli...i zyje tamtym okresem, ze jestem bez corki, ze rodzilam ja martwa sn, gdy czulam ja, pogrzeb, zycie bez niej.....
kolejna ciaza, ja juz leczona.... obawa o synka, ciaza wysokiego ryzyka, tym razem bylo szczerze mowione co moze sie stac, bo od poczatku grozilo mi poronienie, gdyz chodzilam z rozwarciem, i tak do konca,zle wiesci, kolejny raz gdybanie o przedwczesnym porodzie, szpitale,ale synek sie trzymal mamy, urodzilam w 39tc zdrowego synka

Do dzis endo sie pyta czy synek zdrowy, czy dobrze sie rozwija, jakby to bylo dziwne, fakt moglby byc chory bo zaszlam zaraz po I ciazy, gdy rozpoczelam pare tyg leczenie tarczycy, ale synek zdrowy..... choc od urodzenia tez sie leczy na tarczyce....prawdopodobnie do 2 lat i odstawiamy tabletki.....
bog moze dal mi kolejna szanse....i czas bym zrozumiala czemu zabral corke do siebie.... mozliwe ze tam byla potrzebna, a potrzebna tez mnie, jako osobosty aniolek stroz, i w nia wierze, strzeze brata, ja-oszczedzil mi bolu, moze wg niego poradze sobie ze strata dziecka niz z dzieckiem niepelnosprawnym, chorym umyslowo, ktore kochalabym nad zycie, po trzecie dostalam szanse, nowe zycie, zmienilam sie, teraz pomagam innym mama po stracie.....poznalam jaki jest swiat okrutny, ile ludzi cierpi, te malenstwa, smutek, cierpienie....i codziennosc-jak nalezy zyc,jak....
nie mamy tak do konca wplywu na to co bedzie, nalezy cieszyc sie dzisiaj i teraz...... jakby to byl ostatni dzien, godzina naszego zycia, bo jutro nastapi koniec swiata....robmy tak, bysmy nieczego nie zalowali...
Mów zawsze, co czujesz, i czyń, co myślisz. Gdybym wiedziała, że dzisiaj po raz ostatni zobaczę Cię śpiącego, objęłabym Cię mocno i modliłabym się do Pana, by pozwolił mi być Twoim aniołem stróżem. Gdybym wiedziała, że są to ostatnie minuty, kiedy Cię widzę, powiedziałabym "kocham Cię", a nie zakładałabym głupio, że przecież o tym wiesz. Zawsze jest jakieś jutro i życie daje nam możliwość zrobienia dobrego uczynku. Ale jeśli się mylę, i dzisiaj jest wszystkim, co mi pozostaje, chciałabym Ci powiedzieć, jak bardzo Cię kocham i że nigdy Cię nie zapomnę. Jutro nie jest zagwarantowane nikomu, ani młodemu, ani staremu. Być może, że dzisiaj patrzysz po raz ostatni na tych, których kochasz.
Dlatego nie zwlekaj, uczyń to dzisiaj, bo jeśli się okaże, że nie doczekasz jutra, będziesz żałował dnia, w którym zabrakło Ci czasu na jeden uśmiech, na jeden pocałunek, że byłeś zbyt zajęty, by przekazać im ostatnie życzenie. Bądź zawsze blisko tych, których kochasz. Mów im głośno, jak bardzo ich potrzebujesz i bądź dla nich dobry. Miej czas, aby im powiedzieć "jak mi przykro", "przepraszam", "proszę", "dziękuję" i wszystkie inne słowa miłości, jakie tylko znasz. Nikt Cię nie będzie pamiętał za Twoje myśli sekretne. Proś, więc Pana o siłę i mądrość, abyś mógł je wyrazić. Okaż swym przyjaciołom i bliskim, jak bardzo są Ci potrzebni.
G.G.Marquez