Cytuj:
No, ale jak mi dziecko przyniesie z przedszkola/szkoły czy podwórka plucie, przeklinanie czy inne, nieakceptowane przeze mnie zachowania, to nie będę sobie tłumaczyła "a niech pluje, wszyscy plują w jego przedszkolu"
I dochodzimy do meritum

Ty będziesz próbowała to wyplenić, będziesz komunikować, że tego nie akceptujesz. Ale już nie możesz założyć, że dziecko zechce dostosować się do Twoich zasad, czy nie będzie wolało zasad panujących w innej grupie społecznej. Nie można założyć, zgadnąć, jaką grupę odniesienia normatywnego obierze nasze dziecko, jakie to będą grupy w trakcie jego życia.
Dziecko im młodsze, tym bardziej plastyczne i tym większy wpływ ma na nie rodzina. Z czasem to się nieuchronnie zmienia. Dlatego oczywiście warto i trzeba dbać o wychowanie od małego, wpajać zasady i wartości. W przeciwnym razie ten temat nie miałby najmniejszego sensu.
Niemniej jednak niezależnie od naszych starań, dziecko może po drodze zaliczyć różne etapy, może błądzić, może się buntować, może obrać drogę, która wyda nam się zła, a okaże się po prostu inna...
Teoretycznie można powiedzieć, że dziecko, które jest ofiarą, będzie katem, gdy dorośnie. Można powiedzieć, że im mniej uwagi dziecku poświęcają rodzice, tym większy wpływ na dziecko będzie mieć inna grupa społeczna. Teoretycznie. Bo przecież mówimy o człowieku, nie o maszynie, którą można zaprogramować.
I oczywiście, trzeba o wychowanie dbać od małego - kiedy mamy z dzieckiem największy i najlepszy kontakt. Ale trzeba też przyjąć, że nie ma rodziców idealnych i dokładnie każdy rodzic popełnia błędy, niedopatrzenia. Każde dziecko ma inny temperament, inny charakter, inny stopień "chłonności" czyli podatności na wpływ.
No i wszystko super. W ten sposób "tworzą się" ludzie - różni, ciekawi, fascynujący. W przeciwnym razie bylibyśmy masą niczym nie różniących się ziemniaków, każdy z nas byłby w równym stopniu miły, sympatyczny, kulturalny, uległy, podatny, innymi słowy społeczeństwo, o którym marzy każda głowa państwa

Cytuj:
Być może, choć ja zrzucam wiele, a mimo to uważam, że jeśli dziecko me, na złego człowieka wyrośnie - będzie to nasza wychowawcza porażka i będę się czuła za to odpowiedzialna.
Zrzucać, stwierdzać fakt, że jest się ułomnym przez rodziców i próbować pracować nad sobą - to normalna i prawidłowa kolej rzeczy. Natomiast obwinianie złego wychowania i... pozostawanie przy postawie biernej obserwacji swoich ułomności już fajne nie jest.
Mówisz, że będziesz się czuła odpowiedzialna za to, jeśli Twoje dziecko wyrośnie na złego człowieka. Ale pic polega na tym, że (generalizując) źli ludzie wyrastają raczej z tych dzieci, których rodzice... nie czują się odpowiedzialni za porażkę wychowawczą.