No więc tak:
Czterokrotnie próbowali wywołać mi poród oksytocyną co już mnie zdążyło zirytować bo ile można leżeć pod śmieszną kroplówką która nic nie daje. W końcu już lekko zdesperowana powiedziałam na poniedziałkowym porannym obchodzie że myślę wypisaniu się ze szpitala. Wtedy ordynator wziął mnie na kolejną amnioskopię(czy jak to się tam nazywa) i podał kolejną kroplówkę. Powiedział że jak to nic nie da to rano spuszczą wody płodowe. Kroplówka oczywiście nic nie dała, przeanalizował moje wczesne USG i stwierdził że termin miałam 30.11.2007. Następnego dnia o 5.20 obudziła mnie położna i kazała iść pod prysznic ( o tej porze nie szło spuścić wody tak, żeby była ciepła więc prysznic był zimny

). O 6.15 przebili mi pęcherz i wody zaczęły odchodzić,zaraz po tym pojawiły się pierwsze skurcze. Wzięłam drugi, już ciepły prysznic bo niby łagodzi ból-nic nie pomógł, a ja przy każdym skurczu prawie wyłam z bólu-masakra! od 8.00 miałam już skurcze co 2 minuty i leżałam na porodówce. Skurcze były nie o wytrzymania, doprowadzały mnie do łez i krzyku. Cały czas była przy mnie moja ulubiona położna na którą szczęściem udało mi się trafić. Podawała mi środki przeciwbólowe ale szczerze mówiąc nic nie dawały, jedynie mnie ogłupiały tak, że między kurczami chciało mi się spać. Kilka razy pomogła w rozwieraniu się, jednak przy rozwarciu 8 cm mały nadal nie mógł wstawić główki w kanał rodny, poradziła mi żebym zrobiła kilka przysiadów podczas bóli, więc robiłam przysiady zalewając się łzami z bólu. Ale pomogło-zaraz po tym zaczęło się na dobre. Kilka razy musiałam przeć mimo tego że skurcze nie były parte, żeeby dobrze się wpasował, zaraz p tym zaczęły się skurcze parte. To już z górki. Kilka pchnięć i główka wyszła, tyle że..nie mogłam urodzić ramion! Był w barkach szerszy niż obwód główki. Szybko więc mnie nacieli co bolało jak cholera, a może bolało rodzenie ramion? Nie wiem. Oddziałowa mnie trzymała a ordynator wypchnął małego kładąc mi się na brzuch-uczucie nie do opisania wręcz

Ale mały już na moim brzuchu, wi,ec jedyne co czułam o spokój..