Odświeżam wątek, bo pora roku sprzyjająca wszelkim przeziębieniom.
Wiadomo, że przede wszystkim trzeba zapobiegać, ale jak się już przyplącze warto spróbować wpierw niefarmakologicznych środków i dać organizmowi zwalczyć to paskudztwo samodzielnie.
Do tej pory byłam przeziębiona 2 razy, raz zaraz na początku ciąży, drugi raz jakieś 3 tygodnie temu. Za pierwszym razem będąc u lekarza powiedziałam, że jest szansa, że jestem w ciąży i lekarz dał mi głównie homeopatyczne środki + kazał leżeć w łóżku + 1,5 tygodnia zwolnienia - leczyłam się tydzień, ale opłacało się. Drugie przeziębienie trwało 2 dni.
Jeśli chodzi o katar to od kilku lat nie używam żadnej farmakologii, tylko i wyłącznie natura tzn. 3x dziennie inhalacje olejkiem miętowym przy dużym zawaleniu nosa i zatok, roztwór wody morskiej przy lżejszych objawach. Roztworu wody morskiej używam właściwie na co dzień, bo w całej ciąży mam zwiększoną wydzielinę z nosa (nie katar) i bez tej wody wydmuchiwanie nosa praktycznie zawsze kończyło się krwią z nosa. Moim zdaniem ta woda świetnie utrzymuje nawilżenie śluzówki i zapobiega infekcjom. Koszt 7,5zł - 25zł.
Przy przeziębieniu polecam też robić syrop z cebuli. Śmierdzi okrutnie, dzidziek się po nim wierci, ale w efekcie końcowym pomaga
Wiem, że skuteczność w leczeniu zależy od odporności, ale uważam, że ta często jest osłabiana przez notoryczne branie leków. U nas jest takie przekonanie, że na wszystko jest lek w aptece, wystarczy jedynie iść i kupić (wystarczy popatrzeć na reklamy), tymczasem leki (nawet te bez recepty) wyjaławiają i czynią nas podatniejszymi. Warto przerwać ten zaklęty krąg.