| Ciąża, objawy ciąży, macierzyństwo, dzieci http://www.forum.e-mama.pl/ |
|
| doświadczenia z oddziału poporodowego http://www.forum.e-mama.pl/viewtopic.php?f=11&t=9770 |
Strona 1 z 2 |
| Autor: | magdad [ śr lut 28, 2007 10:56 am ] |
| Tytuł: | doświadczenia z oddziału poporodowego |
Czy mogłyście liczyć na pomoc personelu po porodzie? Ja miałam sporo problemów z maluszkiem nie budził się na karmienia a jak się już obudził to nie potrafił się przyssać - miałam za krótkie brodawki a on w dodatku chował języczek. Z tego powodu bardzo często wzywałam personel - owszem pomogły przystawić maluszka (właściwie to one go przystawiły) ale co z tego jak mały przy nich dwa razy pociągnął a jak poszły to od razu przestał. Miałam ochotę jak najszybciej wyjść z tego szpitala, poszukać kogoś konkretnego to by mi pomógł w moich problemach - nawet spisałam sobie telefon grupy wsparcia dla kobiet karmiących piersią. Ale dla dobra dziecka zdecydowałam się jeszcze zostać, okazało się, że i tak muszę zostać bo mały miał żółtaczkę i wymagał naświetlania. Bardzo niemiła była lekarka która namawiała mnie bym została dłużej w szpitalu - niestety nic jej nie powiedziałam a powinnam, byłam zbyt załamana niepowodzeniami. Naszczęście jeszcze tego samego dnia nastąpił przełom - mały budził się na karmienia i bardzo ładnie ssał pierś nawet 20 minut! Podczas obchodu jednej przygadałam bo mnie zdrażniła Pozytywy: lekarz zaproponował mi by lampa do naświetlania była w moim pokoju - jestem mu bardzo wdzięczna bo pobyt na tym oddziale bez dziecka jest bardzo dziwny, a tak mogłam w każdej chwili na małego popatrzeć i dzięki temu był też dłużej naświetlany - personel jak nie miał czasu to małego nie naświetlali. Systm roomig funkcjonuje dobrze tylko w dokumentacji szpitalnej. Zaraz po porodzie byłam tak zmęczona, że nie byłam wstanie opiekować się maluszkiem - poprosiłam by personel się nim zaopiekował (teoretycznie powinni mi go przynosić na karmienia praktycznie małego dokarmiali). Teoretycznie powinni uczyć matki przystawiać do piersi - praktycznie wyręczają matkę (w końcu jedna mi pokazała jak mam to prawidłowo robić). Teoretycznie unika się dokarmiania (z karty maluszka wynikało, że mały karmiony był WYŁĄCZNIE piersią ????!!!!!) Jakie są wasze dośwaidczenia? |
|
| Autor: | Maleńka [ śr lut 28, 2007 11:08 am ] |
| Tytuł: | |
Temat przenoszę do działu "Po narodzinach" |
|
| Autor: | MonikaS [ śr lut 28, 2007 12:20 pm ] |
| Tytuł: | |
Ja też nie mam miłych wspomnień, szcegolnie odnosnie jednej pani z oddziału noworodkowego. Czekając na poród w szpitalu 12 dni (byłam po terminie) dużo się napatrzyłam i widziałam, że zawsze uczyły matki przystawiać do piersi. Zaraz po przywiezieniu na salę dziecka pielęgniarka pokazywała jak karmić. Potem też przychodziły i pytały jak idzie karmienie. Ja urodziłam w sobotę. Pielęgniarka przywiozła mi małą postawiła koło mnie w "mydelniczce" i sobie poszła. Mała dużo spała i nie zawsze chciała jeść, puszczała pierś i płakała. W końcu poszłam do pielęgniarek aby mi pomogły, pokazały jak prawidłowo karmić. To co usłyszałam od jednej nie było miłe: "no wie pani co? nie dziwiłabym się gdyby pani mała 18 lat i nie wiedziała jak karmić ale tyle co ma pani...."I zrobiła taką minę, ktorą dała mi do zrozumienia że to że proszę o pomoc jest śmieszne i głupie. A przeciez to nie było ważne, ze mam 30 lat ale to, że Oleńka to moje pierwsze dziecko. W niedzielę do pracy pzryszły inne pielęgniarki, które były bardzo miłe. Jak któreś dzieciątko płakało to zaraz przychodziły i pomagałay. Ale i tak złe wrażenie pozostało. Całe szczęscie, ze w poniedziałek wyszłysmy już do domku |
|
| Autor: | MamaOlivkiINelci [ śr lut 28, 2007 1:10 pm ] |
| Tytuł: | |
to wlasnie zalezy od tego na jakie polozne sie trafi. niestety w kazdym szpitalu znajdzie sie "jakas gorsza" albo bedzie dzien kiedy ktoras bedzie miala okres albo gorszy dzien czy cokolwiek no ale to tez ich nie usprawiedliwia bo to ich praca. powiedzialambym ze za to im placa ale niestety one smieszne pieniadze z ato dostaja. moze gdyby dostawaly wiecej to bylyby bardziej zadowolone i milsze. ja przy Olivce tez mialam problem z tym ze ejdna mowila co innego i druga co innego :O w koncu zrobikam po sowjemu hehe. pamietam ze jak psozlam zeby mi pokazaly jak przewijac to babka tak to szybko zrobila ze nawet w sumie nic nei widzialam :O a jak psozlam powiedziec ze moja corka madziwnie czerwona pipke to mnie wysmialy :O z Nelka bylo inaczej bo juz sie znalam ale polozne tez byly niestety nie mile ale naszczescie nie potrzebowalma ich pomocy uff |
|
| Autor: | Olunia i Klusunia [ śr lut 28, 2007 2:51 pm ] |
| Tytuł: | |
System rooming-in jest fajny teoretycznie - w praktyce nie wygląda to tak różowo. Ja miałam cesarkę, więc w pierwszym dniu nie wstawałam z łóżka, ale po 24 godzinach już kazali.... byłam bardzo słaba, bolała mnie głowa, ciągnął szew, nie byłam w stanie usiąść na łóżku. Nie umiałam odpowiednio dostawić Małego, nauczyłam się w trzecim dniu pobytu. Byłam tym karmieniem przerażona, no bo jak zabrać dziecko do domu, nie umiejąc karmić......... Położne pomagały, ale ile można je wołać. W trzecim dniu zaczęłam się zajmować dzieckiem sama, nikogo nie prosiłam w nocy, wstawałam do karmienia 3 razy, przewijałam, tylko ubranka nauczyłam się zmieniać w przeddzień wypisu. Odwiedziny na oddziale były od 10.00 do 20.00, wtedy było mi łatwiej, ale te samotne noce…. Z drugiej strony ze szpitala wyszłam już zaprawiona w boju i nie bałam się zająć małym w domu. Ale pamiętam taką chwilę, kiedy w nocy wstałam do niego, żeby wziąć z tego szpitalnego łóżeczka do mojego i nakarmić, bo bardzo krzyczał, trudno mi go było udźwignąć, bo szew bolał, ale go dźwignęłam i niosę, i czuję strumień krwi, płynący mi po nogach………. Wtedy bardzo mi brakowało kogoś do pomocy………… |
|
| Autor: | emila [ śr lut 28, 2007 4:37 pm ] |
| Tytuł: | |
Ten system sprawdza się, bo kobitki mają do czynienia z własnym dzieckiem od razu po porodzie. Nawet jak zajmują się nim położne, to mają możliwość przyglądania się. Pamiętam jak moja mama rodziła braci, oni na oddzielnych oddziałach, matka dziecko dostawała dopiero po wypisie... Wtedy można się było załamać Co do opieki poporodowej ma raczej miłe wspomnienia, choć rzeczywiście czasem każda położna miała swoje zdanie. Jak miałam bolesny zastój, to część mnie straszyła, ale znalazła się też dobra dusza, która pomogła. Nigdy nie jest tak, że otaczają nas tylko anioły lub tylko źli ludzie. Pamiętam tylko, że nie szło się wyspać, bo salowe zaczynały sprzątanie oddziału i trzaskanie metalowymi koszami już o 6 rano Z tego, że dokarmiły moją córkę też byłam zadowolona, przez pierwsze dwie doby nie miałam pokarmu a Emila się darła, jak jej dały butlę (chyba 2 razy), od razu się uspokoiła. I ja też |
|
| Autor: | magdad [ śr lut 28, 2007 4:56 pm ] |
| Tytuł: | |
Ja od razu sama małego przewijałam, przebierałam - nawet żadna mi tego nie pokazywała tylko z tym karmieniem problem a tak mi się dostało, że sobie z karmieniem nie radzę. Sytuacja poprawiła się dopiero jak skończyły się problemy wtedy wszystkie były miłe. |
|
| Autor: | Anu4 [ śr lut 28, 2007 5:10 pm ] |
| Tytuł: | |
olenka ja też mam Maciusia i przyszedł na świat przez cesarskie cięcie powiem Ci tyle,ze i tak miałaś szczęscie ja musiałam wstać po 13 godzinach zostałam zwalona z łóżka w sumie prawie mdlałam z bólu,a one ze mam sie isc umyc i przebrac. Po znieczuleniu w kręgosłup po tym wszystkim jak emocje zaczęły opadać zaczęłam wymiotować jedna mi kazała głowe na bok i sie nie przejmować,a druga tylko nie na mnie ja też człowiek |
|
| Autor: | Arianka [ śr lut 28, 2007 9:40 pm ] |
| Tytuł: | |
Ja też jestem po cesarce. Cesarka skończyła się jakoś o 14-ej. W pierwszej dobie nie miałam synka, bo leżał na obserwacji niestety. Dlatego też dali mi spokój i mogłam wyspać się przez całą noc. Chociaż i tak kazali mi się przewracać na boki jak często tylko mogę. Z rana siostra pomogła mi pójść się trochę umyć, ale kręciło mi się w głowie i szybko wróciłam do łóżka. Dobę po cc wstałam i poszłam na własnych nogach do normalnej sali. Wieczorem już chodziłam sama (jeździłam windą) do Jasia, który leżał piętro niżej. Byłam słaba, ale musiałam być z dzieckiem. Sama go brałam i przystawiałam do piersi. Nikt mi nie pokazywał. Nikt nie pomagał. Na następny dzień dostałam go już do siebie. Wszystkiego uczyłam się od koleżanek na sali. Na opiekę nie moge narzekać. Jak się o coś poprosiło to pomogli. Jedynie miałam problemy z uzyskaniem dobrej pomocy w sprawie laktacji (miałam nawał pokarmu). Co siostra to inna rada. Narobiło się tak, że ściągałam pokarm i dawałam synkowi butlę a resztę mleka ściągałam i wylewałam. Jaś nie chciał już brać cyca. Płakał jak szalony przy każdej próbie. Na szczęście trafiłam na super siostrę, która pomogła go dobrze przystawić do piersi. Trochę to było na siłę, ale zadziałało. Jestem jej bardzo wdzięczna, bo kto wie co by było. Jestem bardzo zadowolona z pobytu w szpitalu. Oby wszystkie kobiety trafiały na taki super personel. Chciałam dopisać jeszcze, że za nic nie płaciłam nikomu, nie miałam prywatnej sali ani nie miałam żadnych znajomości. |
|
| Autor: | Natusia* [ śr lut 28, 2007 9:46 pm ] |
| Tytuł: | |
Moja córcia urodziła się poprzez cc z powodu ułożenia pośladkowego. W szpitalu było ok, z wyjątkiem przystawiania małej do piersi. Po godzinie od przywiezienia mnie na sale dostalam córeczkę i odrazu pani pielegniarka przystawiła mi ja do pustych cycków, ja sie ruszyś nie moglam , mała spała i nie miała wogule ochoty na karmienie. Później bylo jeszcze gorzej dostałam ochrzan za to ze dziecko spada na wadze w 3 dobie wazyla2890 przy wadze urodzeniowej3000, miałam łzy w oczach ale sie nie poddawalam. Nawału nie bylo sutki małe a dziecko nie chcialo jesc a jak juz złapała sutka to zaraz puszczała bo coś jej nie pasowalo Zgroza. Czwartego dnia nie wytrzymałam, oczywiscie pielegniarka przyszla i pierwsze jej slowa dokarmiaj bo dziecko traci na wadze. Wręcz krzyknełam ze potrzebuje pomocy bo mleka nie ma a i dzieciak sie denerwuje bo cycka nie moze zlapac . Dopiero po moich wrzaskach pomagly mi i nauczyly karmic , zeby nie to to nie wiem czy Córka bylaby na piersi pewinie nie. A poza tą mała wpadka z karmieniem obsługa byla super, szczegolnie salowe ktore przychodzily na plotki |
|
| Autor: | MamaOlivkiINelci [ czw mar 01, 2007 9:38 am ] |
| Tytuł: | |
ja mialam cc poprzez narkoze- wskazania zdrowotne. przy Olivce bylo inaczej bo urodzila sie przed polnoca. ocknelam sie o 1-2 i znaim doszlam do siebie tez to potrwalo :O gdy juz widzialam dobrze na oczy poprosilam zbey mi ja przyniesli (bo jeszcze jej nei widzialam). polozna polozyla mi ja obok i zostawila mi na 30 minut oczywiscie bedac w slai caly czas. Olivka byla taka spokojna z Nelka bylo inaczej. urodzila sie po 11. pod wieczor moglam jzu wstac i lepiej mi to wychodzilo chodziaz znowu anemia i zawroty glowy. ale pamietam ze juz kolo 22 dawalam rade isc sama do poloznych i przywiezc sobie malutka do siebie co polozne byly w szoku ze sama dawalam rade |
|
| Autor: | matasiak [ czw mar 01, 2007 7:50 pm ] |
| Tytuł: | |
zaraz po porodzie Weronike w obecnosci tatusia zabrali na oddzial noworodkowy gdzie ja pomierzyli i zostawili do ogrzania pod lampami a mnie zszywali - niestety dosyc dlugo , potem po ok 2 godzinach przywiezli mi ja i polozna od razu pokazala jak sie karmi - mała załapała od razu |
|
| Autor: | dagi [ czw mar 01, 2007 8:34 pm ] |
| Tytuł: | |
po porodzie małą mi zabrali bo musiała ogrzac sie na specialnym łozeczku bo była troszke sina. przyniesli mi ja po godzinie i pielegniarka przystawiła do piersi, pokazał mi co i jak. pozniej zawiezli mnie i Patrycje na sale po porodowa i tam zostawili. była godzina 22- jakos tak. byłam zmeczona, mała płakała a ja nie wiedziałam co robic. dobrze, ze razem ze mna na sali lerzała dziewczyna, która wszysko mi wytłumaczyła poszłam, jednak pielęgniarki robiły taka łaske ze odechciewało sie wszytskiego. na dodatek mała płakała o one sie tak spieszyły z tym mlekiem ze lepiej nie pytac...szkoda gadac. Następnej nocy było inaczej, zmienił sie dyzur i był super Więc, drogie Panie zalezy to od ludzi, na jakich się trafi.... a system rooming- in..cóz, fajnie miec malucha przy sobie, ale powinna byc mozliwośc oddana go pod opieke pielegniarek zeby dopoczac, kobieta po porodzie jednak jest zmeczona...a tu musi zając sie dziekciem....no ale cóz...jakos przezyłysmy Po porodzie mowiłam ze juz nigdy wiecej nie rodze, teraz jestem w 100% pewna ze chce drugie babe Pozdro |
|
| Autor: | Auri [ pt mar 02, 2007 10:25 am ] |
| Tytuł: | |
U nas było w miarę spoko. Mała urodziła się przez vacuum, i dostałam ją dopiero po czterech godzinach, była pod obserwacją bo skóra była sina i odruchy słabe, na szczęście oddech i serce po dwa punkty miała, w sumie dostała 7. Problemy z karmieniem były standardowo, ale żadna nie pomogła. W pierwszym dniu mało co koza jadła, i kazali podać Bebiko i pakowali jej glukozę. W drugim dniu pomogła mi moja mamcia, tak długo przystawiała że mała w końcu zassała. lekarze spoko, na obchodzie krzyczeli za majtki poporodowe, nie pozwalali zakładać, chociaż ja miałam z Niemiec takie zrobione z bandaża co przepuszczały powietrze ale i tak przed obchodem je zdejmowałam. Położne w miarę spoko były, tylko jedna, zresztą moja koleżanka sąsiadka ( do kitu z taką koleżanką ) nosiła się na oddziale jak pani doktor conajmniej i to mnie wkurzało że nawet nie przyszła zapytac jak się czuję i czy wszystko oki. Najfajniejsze były salowe, plotkary, a jedna to nawet zaraz po urodzeniu pozwoliła mojemu mężowi dotknąć małą tuz po porodzie jak była na obserwacji. ten aż się popłakał. |
|
| Autor: | Melissa [ pt mar 02, 2007 11:43 am ] |
| Tytuł: | |
Dziewczyny ja mam całkiem dobre wspomnienia ze szpitala. Malutką urodziłam naturalnie, mieliśmy poród rodzinny i pierwsze karmienie odbyło się jeszcze na sali porodowej (od razu po porodzie malutką położyli na mnie, w cześciej już ogrzanych pieluszkach pod specjalną lampą). Potem zabrali ją na momencik żeby ją zmierzyć itp i znowu położyli na mnie i położna pomogła mi ją nakarmić. Mówiła dokładnie co i jak, odpowiadała na wszystkie moje pytania. Przez cały czas jak lekarz mnie szył mała była ze mną no i szczęśliwym tatą, który narobił sporo zdjęć z pierwszych minut życia małej Po szyciu pomogli mi się ubrać, przejść na wózek i zawieźli mnie na salę. Malutką niósł za nami szczęśliwy tatuś |
|
| Autor: | Ania777 [ pt mar 02, 2007 3:27 pm ] |
| Tytuł: | |
Ja tez mam dobre wspomnienia z porodu. I pierwszego i tego. Rodziłam naturalnie razem z mężem. Od razu mogłam przytulić małego, zanim jeszcze wróciłam na łóżko (rodziłam na krześle). Pierwsze karmienie na sali razem z tatusiem. Z racji, że to mój drugi poród może było mi łatwiej, ale przy pierwszym położne pomagały przystawiać dzidzię. Prze dwie godziny byliśmy razem, a maluszek cały czas leżał na moim brzuchu, został zabrany tylko do zmierzenia i ubrania, co odbywało sie obok mojego łóżka. Po przewiezieniu na oddział położniczy cały czas miałam Maciejka przy sobie. Położne przychodziły pytać się czy wszystko ok. pomagały przy przystawianiu do piersi Urodziłam o 2 w nocy i rano kazano mi już wstać. Kręciło mi się w głowie, ale położne pomogły mi pójść do łazienki. W nocy jak dzieci płakały to pielęgniarki same przychodziły i pomagały. Były na każde zawołanie. Jestem bardzo zadowolona i każdemu życzę takiego porodu. Dodam jeszcze, że rodziłam w szpitalu, który zajął 1 miejsce w akcji RODZIĆ PO LUDZKU |
|
| Autor: | karolka22 [ pt mar 02, 2007 4:15 pm ] |
| Tytuł: | |
wspomnienia z mojego pobytu nei sa najwspanialsze.raz ze zaczelo sie juz na sali porodowej(paniom poloznym przeszkadzal moj zbyt glosny oddech w czasie skurczu) a skonczylo na tym ze w koncu jedna z poloznym wyjechala do mnei z tekstem "co ze mnie za matka"gdy mialam problemy z karmieniem malego piersia.moj porod skonczyl sie cesarskim cieciem wiec dopiero w 3 dobie pokazal mi sie pokarm,maly jak byl przystawiany do piersi to strasznie sie wkurzal bo mu nic z nich nei lecialo,poza tym to nie umialam go dobrze przystawic bo panie polozne kazaly mi to robic w pozycji lezacej,ktora mi niestety nie odpowiadala gdyz mialam wrazenie ze mam za krotkie piersi.mile wspominam jednak samo ciecie ces.kiedy to personel byl inny niz na porodowce,gdzie pani anestez.caly czas ze mna rozmawiala,pielegniarka trzymala mnei za reke.mialam rowniez to szczescie ze gdy po 12 godz po znieczuleniu musialam wstac to trafilam na cudowna polozna.pomagala mi przy wstawaniu,towazyszyla przy pierwszej kapieli,wczesniej bez slowa zmieniala mi podklady poporodowe.wiem ze w moim miescie na oddziale sa ludzie "dusze" a takze damulki ktore swoja prace wykonuja z laska |
|
| Autor: | magdad [ sob mar 03, 2007 7:38 am ] |
| Tytuł: | |
sam poród wspominam bardzo dobrze eż miałam poród rodzinny. Trafiłam na bardzo fajną położną która doradzała mi jaką pozycję przyjąć. Małego odrazu położono mi na brzuchu. mierzenie odbyo się w sali obok ale mógł tam być mój mąż. póżniej maluszek już był ze mną. wogóle to blok porodowy wspominam bardzo dobrze (trochęczasu tam spędziłam) i tylko jedna położna była nieprzyjemna a lekarze bardzo fajni i super ordynator. Pewnie gdyby nie te problemy z karmieniem to miałabym same dobre wspomnienia ze szpitala, ale przecież poblemy się zdarzają i to nie żadko dobrze móc wtedy liczyć na pomoc. |
|
| Autor: | meggi77 [ sob mar 03, 2007 11:33 am ] |
| Tytuł: | |
ja miałam cięcie cesarskie.o połnocy małego zobaczyłam dopiero około 17 nastepnego dnia,musiałam sie doprosic,zeby mi go przyniesli,na poczatku duze trudnosci z karmieniem nie umiałam znalezc własciwej pozycji mały nie umiał złapac brodawki,pielgniarki przychodziły owszem próbowały przystawiac ale konczyło sie mały teraz nie chce prosze nas zawołac pozniej,i zostawały własne próby,dopiero doradca latacyjny przemiła kobieta nauczyła mnie karmic piersia i był to przełom,potem mały był na fototerapii i musiałam sobie pilnowac zeby mi przywoziły na karmienie odciagałam pokarm ,ale i tak kilka razy go dokarmili sztucznie,to mnie bardzo meczyło ze nie był ze mna cały czas,genaralnie jezeli zwróciło sie do pielegniarek z konkretnym pytaniem czy prosba to było ok.ale same z checia pomocy nie wystepowały ,genaralnie tydzien w szpitalu to własne nabywanie doswiadczenia |
|
| Autor: | Xezbeth [ sob mar 03, 2007 7:53 pm ] |
| Tytuł: | Re: doświadczenia z oddziału poporodowego |
magdad pisze: Jak jedna stwierdziła, że mam dużo dobrego pokarmu to za chwilę inna twierdziła coś odwrotnego.
Zastanawia mnie, czy pielęgniarka sugerowała, że masz "zły pokarm"... Bo przecież taki nie istnieje. Ja miałam problemy z przystawianiem do piersi. Pawełek urodził się za wcześnie i miał silną żółtaczkę, przez co był rozleniwiony i niechętny do współpracy, nie budził się na karmienia. Ale pielęgniarki w ogóle się karmieniem nie interesowały. Nawet nie zasugerowały, żebym go w nocy budziła. Sama musiałam się domyślać. A nauka przystawiania skończyła się na tym, że co sama wykombinowałam, to Paweł possał, ale kończyło się głównie na tym, że albo odciągałam godzinami, albo dawałam sztuczne. Jak raz udało mi się ściągnąć pielęgniarkę do pomocy w przystawianiu, to i tak po minucie zabrała mi Pawła i dała mu sztuczne. Dopiero jak tydzień po wyjściu ze szpitala wylądowałam z dzieckiem w innym szpitalu (w małym mieście) z ostrym rzutem żółtaczki (bo wypisali nas za wcześnie, nie doleczyli...) dowiedziałam się jak prawidłowo przystawiać. I dzięki pielęgniarkom z drugiego szpitala mogłam całkowicie zrezygnować ze sztucznego mleka. Nauczyły mnie w pięć minut, przychodziły co dwie godziny i sprawdzały, czy daję radę, ważyły Pawła przed jedzeniem i zaraz po, żeby sprawdzić, czy zjadł odpowiednio dużo i żeby mi pokazać, ile powinien jeść. W dzień i w nocy. Uśmiechnięte choć zaspane. Jak się chce, to można. Ale też kwestia szpitala. Bo w pierwszym nacisku na karmienie naturalne po prostu nie było, a ten drugi miał certyfikaty i silny nacisk na karmienie cyckiem. |
|
| Strona 1 z 2 | Strefa czasowa UTC [letni] |
| Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group http://www.phpbb.com/ |
|