Dzisiaj jest sob sie 24, 2019 9:50 pm


Forum ciąża

» Zdrowie Kobiety » Poród

Strefa czasowa UTC [letni]




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 280 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 8, 9, 10, 11, 12, 13, 14  Następna
Autor Wiadomość
 Tytuł:
Post: pt sie 21, 2009 3:33 pm 
Awatar użytkownika

Rejestracja: pt lip 27, 2007 3:51 pm
Posty: 447
Lokalizacja: Aleksandrów Łódzki
Mnie już ok. 10 dni przed porodem zaczęły męczyć skurcze- dosyć długie i mocno odczuwalne, ale jeszcze nieregularne. Tydzień przed porodem odszedł mi czop, lekko podbarwiony krwią, więc spodziewałam się urodzić już za chwilę, ale jednak się nie sprawdziło :)
W środę ok. południa po raz nie wiem który zaczęłam liczyć skurcze i wyszło mi, że są regularne co 10 minut. Oczywiście, jak to u nas, akurat tego dnia wstawiliśmy auto do warsztatu, dobrze, że był mój tata i mógł nas zawieźć do szpitala, bo mieszkamy poza miastem.
Pospisywałam jeszcze trochę skurcze, spakowałam się spokojnie, w sumie do szpitala dotarliśmy ok. 19 ze skurczami co 8 minut. Na poród wybraliśmy szpital, cieszący się świetną opinią,jeżeli chodzi o porody rodzinne, możliwość wyboru pozycji, nie przyspieszanie akcji porodowej itp.
Po przyjęciu zostałam zbadana, skurcze pisały się na ktg ok. 50. Położne stwierdziły, że albo się to rozwinie albo przejdzie i mam czekać. Chodziłam więc kolejne kilometry po korytarzu... Dopiero ok. 22 stwierdziłam, że jestem zmęczona i położyłam się do łóżka. I właśnie w tym momencie na szczycie skurczu coś strzeliło i polały się, miałam wrażenie, że wiadrami, wody. Rozwarcie od czasu przyjęcia cały czas było na 3 cm. Od tego momentu niestety pojawiły się bóle krzyżowe, coraz mocniejsze, za to na ktg przestały się w ogóle pisać skurcze... Położne stwierdziły, że skoro nie ma skurczów, to na razie nie ma porodu i mam iść spać. Oczywiście nie spałam, tylko całą noc próbowałam sobie znaleźć jakąś wygodną pozycję do znoszenia bólu. Dopiero nad ranem zaczęłam między kolejnymi bólami przysypiać i tak zastała mnie położna , która przyszła na kolejną zmianę i stwierdziła, że skoro to aż tak boli, to jednak mnie zbada, a tam było już 6 cm. Była 9.30, na 10 kazała się stawić na porodówce. Na miejscu kilka skurczów przesiedziałam na piłce, ale było mi potwornie niewygodnie, prawie godzinę siedziałam pod prysznicem i polewałam wodą na zmianę brzuch i krzyż (rewelacja), później próbowałam na różne sposoby, ale ból był tak nieznośny, że najlepiej mi wychodziło wydzieranie się :wink: W końcu ok. 12 pojawiło się to upragnione 10 cm. Byłam bardzo zachęcana do przyjęcia na skurcze parte pozycji wertykalnej, ale byłam już tak zmęczona, że zaparłam się, że nie wstanę. Ponieważ moje parcie po tylu godzinach było nieefektywne, dostałam kroplówkę z oksytocyny. Parłam 4 albo 5 razy, niestety Maluszek nie chciał przejść do końca. Położna uprzedziła mnie, że musi naciąć i będzie do duże nacięcie, bo tętno zaczyna spadać i trzeba się spieszyć. Sam moment przejścia Synka przez kanał rodny w ogóle nie bolał, za to ulga była ogromna. Łożysko urodziłam po kolejnym parciu. Synek był siny, więc szybko go zabrali, ale mnie i tak było wszystko jedno :( Jeszcze źle wspominam szycie- byłam dobrze znieczulona i w sumie nie bolało, ale potwornie mnie trzęsło z zimna i ogólnie jakoś nadwrażliwa byłam na dotyk i strasznie mi przeszkadzało, ze mnie ktoś dotyka...
Dopiero, jak odespałam trochę, dostałam synka do karmienia . Więc w sumie nie zakochałam się zaraz po porodzie, dopiero jak mi go przynieśli na salę, to pomyślałam, że to niemożliwe, ze jest taki śliczny :)
Reasumując- poród koszmar, jestem na etapie, że nie chcę mieć więcej dzieci. Ale na opiekę w sumie narzekać nie mogę, zdecydowanie były możliwości, żeby rodzic po swojemu, tyle tylko, że ja nie dałam rady w pełni skorzystać.

_________________
Aniołek 24.08. 2007. (*), Aniołek 9.03.2008. (*)
Obrazek

Obrazek


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 

 Tytuł:
Post: ndz sie 23, 2009 11:36 pm 

Rejestracja: ndz wrz 17, 2006 3:57 pm
Posty: 4843
Lokalizacja: Gloucester (UK)
nataleczka jak jestes tydz. po porodzie to normalne, ze mowisz, ze nie chcesz juz miec dziecka... ja po pierwszym porodzie tez sie balam drugiego i byl "gorszy" ale dalam rade... i gdybym miala rodzic trzecie to bym nie plakala :wink: i znieczulenia tez bym nie chciala.. :wink:

_________________
ObrazekObrazek Obrazek Obrazek


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: czw gru 03, 2009 12:03 pm 
Awatar użytkownika

Rejestracja: pt lip 14, 2006 9:09 am
Posty: 863
Lokalizacja: Polska
Mój poród zaczął się z niedzieli na poniedziałek (08.11/09.11)dostałam nieregularnych skurczytak co 10 -15 minut, Mój m o 3:00 zawiózł córkę Zuzie do mojej mamy, a to 50 km, wrócił około 5 i skurcze były średnio co 5-7 minut, ale ciągle nie regularne . Ja w między czasie się wykompałam, zjadłam, troszkę poskakałam na piłce, powisiałam na mężu to mi najbardziej pomagało, skurcze się nasilały, ale ciągle były nie regularne, więc nie chciałam jechać do szpitala!!! O 12:00 skoczyło mi ciśnienie na 150/100 więc się wystraszyłam, zabraliśmy rzeczy i pojechaliśmy na izbę przyjęć, aby zrobić ktg. Na IP okazało się, że nie zrobią mi ktg tylko wezmą mnie na oddział i wtedy zobaczymy co się dzieje. Jak po przyjęciu podłączyli ktg to okazało się, że cała akcja porodowa ustała, ale dali nas na porodówkę. Byliśmy tam z m około 4 godzin, ale nie miałam rozwarcia i przenieśli mnie na patologię ciąży. Do końca dnia prawie co chwila płakałam, gdyż bycie w szpitalu to dla mnie tragedia, a poród nie wiadomo kiedy miał nastąpić!!! Mój m pojechał do domu około 19:00, ja zostałam sama i poszłam spać bo byłam strasznie zmęczona, ale co około 40 minut znowu wróciły skurcze, jednak ja już myślałam, że mi się wydaje, że to te właściwe. O 22:00 zmierzyli mi ciśnienie 130/90, więc zaczeli mówić, że chyba będzie druga cesarka, ale rano podejmą decyzje. Ja znowu łzy w oczach, bo będę dłużej w szpitalu i tyle czasu nie będe widzieć córci, ale z drugiej strony ulga, bo już te bóle mnie męczyły!!!
Gdy poszłam do łazienki odszedł mi czop śluzowy cały zakrwiony!!! Poszłam się umyć i położyłam spać, całą noc się wierciłam, bo co chwila mnie bolało. Rano około 8:30 poszłam na badanie i okazało się, że przez noc zrobiło się 4cm rozwarcia, lekarz powiedział, że podadzą mi oksytocynę i powinnam urodzić, jednak nie kazali mi jeść, bo jak by poród się nie zaczął miałam mieć cc. O 9:00 przyszedł m ja już byłam po lewatywie i poszliśmy na porodówkę. Oksytocyna zaczeła działać bardzo szybko, skurcze wcale nie były mocniejsze niż te w domu, miałam obok siebie m i wspaniałą położną, która bardzo pomagała. Mały był już bardzo nisko ale niebyło całkowitego rozwarcia, więc zaczeliśmy z m chdzić nie wygodnie było bo wszędzie z kroplówką, ale tak mi było najwygodniej. O 13:30 zaczęły się bóle parte i o 14:15 ujrzeliśmy Maciusia. Było to wspaniałe uczucie i poród przeżyłam bardzo pozytywnie, mój m był bardzo ze mnie dumny. Poród drogami naturalnymi w porównaniu z cc był o wiele bardziej dla mnie do przeżycia!!! A zwłaszcza dlatego, że dzięki temu byłam krótko w szpitalu!

_________________
Obrazek

Obrazek


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: czw gru 03, 2009 11:59 pm 
Awatar użytkownika

Rejestracja: pt lis 27, 2009 9:56 am
Posty: 32
Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza
Opowiem wam ja było ze mną :) Obudziłam się rano , zjadłam i poczułam, że muszę koniecznie posprzątać w mieszkaniu .
To był impuls, nagle dostałam takiego kopa, że rzuciłam wszystko i wzięłam się za porządki.
Sprzatałam i sprzatałam, ze dwie godziny chyba, ale dziwne bo nie czułam wcale zmęczenia , a przecież z takim wilelkim brzuszyskiem było mi ciężko.
Mieszkanie lśni do bólu ,ale ja mam jeszcze pełno energii, no więc wzięłam się za gotowanie obiadu.
Nie zapomnę tej chwili: obieram ziemniaki, zadowolona , a tu chlus! No pieknie , odeszły mi wody! Spanikowałam , zaczęłam się kręcić w kółko, nie wiedziałam z zaskoczenia co zrobić, a tu sie leje :)
Ręce mi sie trzęsą , dzwonię do męża, przyjezdżaj , jedziemy rodzić :)
W szpitalu podłączyli ktg, poleżałam 30 min , zdenerwowana jak diabli, ale jeszcze nie miałam żadnych skurczów , nic, więc mąż pojechał do domu, a ja leżałam , albo łaziłam po korytarzu, słuchałam mp3 i myslałam jak to będzie.
Po 4 godzinach zaczęłam odczuwać pierwsze , słabe skurcze, ale spoko, dało sie wytrzymać, ale kiedy za chwilę skurcze zaczęły się nasilać , okazało sie że mam juz rozwarcie na 5 cm i połozna zaproponowała prysznic i kazała juz dzwonic po męża.

Mąż przyjechał , ja pod prysznicem umieram z bólu, w koncu wyszłam , bo nic mi to nie pomagało,a woda tylko mnie wkurzała, owinełam sie ręcznikiem i położyłam , mąż troche masował mi plecy, ale to wszystko na nic, juz nie wytrzymuję z bólu i wrzeszczę do męża idz i powiedz niech mi dadzą znieczulenie!

Przychodzi połozna , zaprasza nas na blok porodowy, a ja naglę czuję idzie skurcz, zaczynaja sie parte.
Na znieczulenie za pózno, zresztą teraz parte to ulga w porównaniu z tamtymi :)

Na początku nie bardzo szło mi parcie , połozna kazała mi zatrzymywac powietrze , ale ja je wypuszczałam nosem, więc kiedy nadchodził skurcz to mąż mi zatykał nos a ja parłam , i tak było dobrze :)
Udało mi się urodzić bez nacięcia i pęknięcia sliczna córę :)
Tatus przeciął pepowinę, ja dostałam córcię na brzuch, i tak o godz 20 . 15 zostałam po raz drugi mamą :)

_________________
Jestem rzeką , jestem niebem...czasem sama dobrze nie wiem...

Obrazek

Obrazek


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: wt gru 08, 2009 9:19 pm 
Awatar użytkownika

Rejestracja: ndz lut 03, 2008 5:29 pm
Posty: 156
Lokalizacja: Szwajcaria/Gdynia
to i ja opisze swoj porod :) Bylo to jakis czas temu, ale jakos wzielo mnie na sentymenty ;)... pewnie dlatego, ze niedlugo bede miala powtorke z rozrywki ;)
dzien przed porodem nie czulam nic szczegolnego. umylam sie poszlam spac. Rano ok. godz. 8.00 obudzilam sie i poczulam delikatne skurcze, nie przejelam sie nimi bo nie byly bolesne- raczej takie twardnienie brzucha. polezalam sobie w lozku i z nudow patrzylam na zegarek. Bylam w szoku jakie sa regularne, co 10 min. Nie budzilam meza bo nie bylam pewna co o tym myslec, ok 9.00 odeszly mi wody- wtedy do mnie dotarlo, ze to juz :) skurcze nadal byly regularne tak co 7 min i niezbyt bolesne, wzielam prysznic, spakowalam sie i spokojnie pojechalismy do szpitala. Na miejscu bylismy ok. 10... skurcze co raz mocniejsze, ale jeszcze znosnie. Podloczyli mnie pod ktg. Skurcze rysowaly sie na 70/80. Rozwarcia brak :( Nie potrafilam lezec,siedziec bo wtedy bolalo.... bez przerwy chodzilam. Ok. 12 skurcze juz konkretne, rozwarcie na 3 cm. zrobiono mi usg by sprawdzic czy jestem w stanie urodzic naturalnie... na usg wyszlo, ze mala jeszcze jest dosc wysoko i glowka balotuje. Dostalam ostrzezenie, ze jak do wieczora nic sie nie zmieni to czeka mnie CC- to bylo dla nie przerazajace. Wrocilam na sale i nawet na 5 min nie usiadlam. Skurcze sie rozwinely, ktg mialam bez przerwy podlaczone( na szczescie bezprzewodowe i moglam z nim chodzic a nawet byc pod woda :) ) skurcze tak sie rozwinely, ze brakowalo skali w zapisie ktg, zaczelam wymiotowac... nic nie pomagalo, pilka, masaz... wtedy postanowilam wejsc do wanny. Przed wejsciem do wanny ok. 14.30 sprawdzono rozwarcie- 4 cm... ... juz w wannie skurcze mialam non stop, bardzo silne... zwisajac z wanny wymiotowalam do nerki, potem urwal mi sie film i bylam jak w transie... ok 15 poczulam parte- polozna nie chciala mi wierzyc, ze to mozliwe, wyszlam z wanny i mowie, ze musze przec- sprawdzaja i szok ... pelne rozwarcie :) !!! Z dwa razy poparlam na lozku, potem jednak stwierdzilam, ze wracam do wody... 3 parte i urodzilam moja rybke w wodzie o 15.30 :) Mala wazyla 4290 i miala 50 cm. Potem po wyjsciu z wanny urodzenie lozyska i szycie- wszystko bezbolesne :) mala byla ze mna przez caly czas a w trakcie szycia juz przy cycku ;) Porod mimo iz bardzo bolesny i intensywny wspominam cudownie... szczerze mowiac mam nadzieje ze i tym razem bedzie tak dobrze... naturalnie, bez znieczulenia i innych ingerencji :)

_________________
Obrazek
Obrazek


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: sob gru 12, 2009 11:19 pm 
Awatar użytkownika

Rejestracja: czw cze 14, 2007 4:39 pm
Posty: 10126
pierwsze niereularne skurcze poczulam rano...ale bylo ich kilka i zniknely...
po 13 pojawily sie juz silne i w miare regularne...R pojechal jeszcze na chwile do pracy, podpisac papier ze zaczyna urlop od dzisiaj...po 14 zadzwonil po naszego znajomego zeby przyjechal do naszej starszej corki i do szpitala ze niedlugo bedziemy-okazalo sie ze w szpitalu w ktorym mialam rodzic nie ma w tej chwili ani jednej wolnej porodowki, ale polozna zadzwonila do szpitala ktory znajduje sie niedaleko mojego wybranego i zaklepala miejsce...a skurcze robily sie coraz silniejsze i czestsze...siedzialam w oknie i klelam pod nosem ze boli, ze juz nie moge, ze jego jeszcze nie ma :lol: ogolnie wlaczyla mi sie straszna maruda :lol: w koncu "wujek" przyjechal...dostal instrukcje co, kiedy i jak ma podac malej...i pojechalismy...okolo 15.30 bylismy pod szpitalem...zanim sie doczlapalam na miejsce byla 16...oddalismy karte ciazy i mialam poczekac az sie zwolni lozko na badanie...o 16.40 polozna podlaczyla mnie pod ktg (swoja droga troche dziwna procedura, bo w szpitalu w ktorym rodzilam moja pierwsza corke, najpierw bylo badanie potem ktg), poprosilam o gas bo na lezaco ciezko bylo wytrzymac a tak moglam sie choc skupic na oddychaniu...po 2 wdechach poczulam cos dziwnego :wink: ...mowie do mojego zeby poszedl do poloznej i powiedzial ze parte czuje...on glupia mina jak to juz, wysapalam tylko ze rodze i ma ja zawolac :roll: ...polozna przyszla z niedowierzaniem na twarzy,ze przeciez dopiero mnie podlaczyla :lol: ...ale przyszedl drugi party...zaczeli szybko sciagac spodnie...badanie (mialam ochote kopnac kogos w zeby), okazalo sie ze rozwarcie na full...zrobilo sie zbiegowisko...zabrali mnie na lozku na porodowke, dobrze ze byla tuz obok :lol: w drodze na swoja sale slyszalam tylko "tylko nie na antenatal" i "sprobuj nie przec"- tak jakbym miala jakis wplyw na te skurcze :lol: o 16.50 bylam na porodowce o 17.01 maya przyszla na swiat...
bez naciecia, pekniecia...mialam tylko delikatne otarcie...
i mimo ze z opieki jestem zadowolona, z porodu tez...to szpital moglby zainwestowac w wiecej lozek na ktorych bada sie babeczki do porodu... :roll: :lol:


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: pt gru 18, 2009 10:53 am 
ZAKAZ HANDLU
ZAKAZ HANDLU
Awatar użytkownika

Rejestracja: pt kwie 13, 2007 2:46 pm
Posty: 519
Lokalizacja: Królewskie Wolne Miasto Sanok
Chcialam opowiedziec wam o tym jak rodzily sie moje bliznieta :)
W szpitalu lezalam juz 3 tygodnie poniewaz maluszki pchaly sie za szybko na swiat wiec dostawalam kroplowki na podtrzymanie.Rozwarcie mialam przez caly czas na 4 cm pod koniec chyba nawet wiecej wiec mysle ze dlatego pewnie bylo mi troche latwiej.Porod zaczal sie w 34 t.c. o godz 3 rano. Obudzilam sie bo poczulam ze cisnie mi na pecherz i chcialam pojsc do ubikacji.Nagle szok, patrze a tu cale lozko mokre.Najpierw przestraszylam sie ze moze sie zsikalam do lozka :oops: dopiero jak sie bardziej rozbudzilam pomyslalam ze to moga byc wody plodowe.Wtedy polecialam do poloznej ktora powiedziala mi ze juz sie zaczelo.Poszla do ordynatora poinformowac ze rodza sie blizniaki - wczesniaki. W tym czasie ja spacerowalam po korytarzu, skurcze byly coraz silniejsze az wzieli mnie na porodowke.Polozna przygotowala mnie do porodu i caly czas pytala czy nie czuje juz partych bo jesli tak to mam sie klasc na lozko i rodzic.Najsmieszniejsze w tym wszystkim bylo to ze ja w ogole nie czulam skurczy partych a w tym samym czasie na lozku obok rodzila inna dziewczyna.Kiedy zobaczylam ze ona juz urodzila pomyslalam sobie ze ja tez juz chce zawolalam polozna, zebrali sie lekarze pielegniarki (bylo chyba z 10 osob przy moim porodzie) i urodzilam najpierw pierwszy blizniak - Grzes - okazalo sie ze byl dlugo w kanale rodnym i glowka mu sie wyciagnela za 5 min urodzil sie Przemus.Bylam z siebie niesamowicie dumna a lekarze i pielegniarki gratulowali mi i mowili ze kazdy porod powinien wlasnie tak wygladac :) Nie bylo az tak strasznie jak sobie to wczesniej wyobrazalam. Bylo duzo lepiej niz za pierwszym razem mimo tego ze tym razem urodzilam dwojke :)

_________________
Obrazek
Obrazek
Obrazek


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: ndz sty 10, 2010 10:54 pm 
ZAKAZ HANDLU
ZAKAZ HANDLU
Awatar użytkownika

Rejestracja: śr lip 09, 2008 12:47 pm
Posty: 2059
Lokalizacja: pomorze
ja mialam termin na 16.03.2009. ale moje dziecie zostalo wbrzuchu troche dluzej.
24.03 o 19.00 przyjeli mnie na patologie w sumie niespodziewanie. moja mama byla salowa na oddziale polozniczym i gdy przyszlam po nia do pracy to zalatwila mi badanie ktg bo sie nie mogla doczekac kiedy babcia zostanie :lol:
wzieli mnie na sale porodowa i podlaczyli pod ktg, niestety sprzet tam maja tak zdezelowany ze masakra. no i polozna patrzy a tam ciagle tetno ucieka. wola lekarza a ten do mnie "pani rodzi?" mowi "nie,tylko ktg mi robia", a on "a na kiedy termin?" to mu mowie "minal 8 dni temu", a ten na mnie wielkie galy i krzyczy "to pani jeszcze w domu siedzi? dlaczego pani na oddziale nie lezy jak juz tyle po terminie?". myslle sobie "glupek jakis. i tak zaraz do domu ide".
a tu przybiega polozna mowi ze tetno ciagle ucieka no to lekarz "prosze zaprowadzic pania na izbe przyjec i tam podlaczyc jeszcze pod ktg. zostaje pani na oddziale. zobaczymy co sie dzieje"
ja juz lzy w oczach bo szpitali nienawidze i mowie do mamy zeby mnie do domu zabrala ale powiedziala ze jedzie do domu i przyjedzie z torba.
na IP badanie, potem ktg. sprzet tam lepszy to tetno wyszlo ok, rozwarcia brak. potenm na usg i na sale na patologie.
zasnelam dopiero ok 200, lozko niewygodne skrzypiace, budzilam sie co chwile a od 530 nie spalam juz wcale. potem ktg, pobieranie krwi, moczu.
o godz.8.00 poczulam lekki skurcz, po 10 minutach nastepny.
obchod i mailam nadzieje ze mi oxy podadza a ordynator "pani po terminie? 42tc? no to czekamy" i poszedl :evil:
do 1000 skurcze lekkie nieregularne co 10-15 minut. jakies takie dziwne przeczucie mialam ze sie zaczelo. najblizszym znajomym wyslalam smsy ze sie zaczelo.
od 11.00 skurcze troszke silniejsze zaczynajace sie od krzyza co 6-5minut przyszla mama i mowie ze mnie troche boli i jakies tam skurcze sa.na lozku nie moglam ani siedziec ani lezec, ciagle chodzilam. na oddziale znal mnie caly personel wiec co chwile ktos pytal czy juz cos sie ruszylo.
14.00 ide do wc siku a tam wypda mi czop caly od krwi. poszlam po czysta bielizne i do pielegniarki. mowie "wlasnie odszedl mi czop. a od 11 mam skurcze co 5 minut" zaraz pod ktg i polozna z usmiechem "no to sie zaczelo"
sms do mamy "babcia szykuj flaszke. wlasnie sie zaczelo"
o 17.45 zaprowadzili mnie na porodowke. skurcze co 3 minuty bardziej bolesne ale rozwarcie tylko 2,5 cm.
o 18.00 przebili mi pecherz. o 19.00 przyjechala mama.
kapiel w wannie, pilki drabinki i inne cuda wyprobowalam. bol coraz gorszy, postep akcji- bardzo wolny. o 21.00 zastrzyk na przyspieszenie porodu potem bol jeszcze gorszy, ledwo chodzic moglam a tylko to mi pasowalo.
przed porodem obsesyjnie czytalam na temat oddychania-nauczylam sie tego w domu i nawet pomagalo.
godz.24.00 polozna podlacza kroplowke z oxy i wtedy juz musze lezec na lozku. glowka dziecka nie mogla wstawic sie w kanal. jestem nieprzytomna bo od 5.30 nie zmruzylam oka. marzylam tylko o tym zeby pojsc spac :D
godz.1.30 pierwsze parte ale polozna nie kaze jeszcze mocno przec. bol jest koszmarny, ale obecnosc mamy pomaga :D
godz.1.55 polozna kaze wstac i wejsc na fotel do rodzenia.
myslalam ze sobie zarty robi. bol masakra a ta mi wstac kaze :shock:
jakos wgramolilam sie na fotel.
26.03.2009 godz.2:15 na swiat przychodzi moja coreczka :D
55cm i 3250g szczescia :D
klada mi ja na brzuchu a moja mama az sie poplakala :D
bylam nacieta ale w ogole tego nie odczulam.
o 3.00 bylam juz na oddziale i karmilam moje cudo :D
mama poszla do domu o 6.00 a ja w koncu troche pospalam :D

porod wspominam bardzo milo. :D
wszystko dzieki mojej wspanialej mamie ktora byla dla mnie ogromnym wparciem w tej cudownej chwili.
mimo iz odeszla nagle gdy jej kochana wnuczka miala 4 miesiace i nie ma jej juz z nami chcialam jej bardzo podziekowac...

_________________
ObrazekObrazek
Obrazek
http://bernadetaslowinska.pamietajmy.com.pl/


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: wt sty 26, 2010 1:28 pm 
Awatar użytkownika

Rejestracja: ndz sty 03, 2010 5:46 pm
Posty: 2668
Lokalizacja: Wrocław,Southampton UK
Witam wiem ze fajnie sie czyta opowiesci z porodow jak ktoras z nas jest w ciazy:))ja wszystkie chyba w necie przeczytalam:))oto moja historia:

no wiec zaczne od tego ze u mnie najpierw byly trzy falstarty tzn mialam bole w krzyzu mocne wiec myslalam ze to moze juz sie zaczyna...i tak mnie trzy razy odsylano z kwitkiem do domu...potem moj gin mi powiedzial ze to glowka dziecka sie obsuwa i dlatego mnie boli w ogole mnie nastraszyl ze nie dam sobie rady i ze mam nawet szukac prywatnego anestozjologa zeby mi wykonal znieczulenie :shock: kompletny balwan - teraz to wiem ale bylam przerazona a moj biedny maz chcial go bic:)

w koncu po prawie dwoch tygodniach opoznienia ja juz nie mialam sily mialam ogromny brzuch robiono mi 3 razy usg 3d zeby wykluczyc bliznieta :Pdo tego doszla zakrzepica i moj maz musial mi robic zastrzyki w brzuch :? :? :? w koncu po wizycie u innego gina dostalam skierowanie do szpitala na wywoalnie porodu:)
pojechalismy w sobote rodzilam w Trzebnicy.

Wiadomo przyjecie ...mierzenie skurczy ktg...badanie lekar byl fajny polozna zolza na izbie...na gorze juz lepiej:))

od poniedzialku zaczeli wywolywac...od rana badanie...kroplowka i na sale przedporodowa razem z czterema dziewczynami bylo wesolo...moja kolezanke rozebralo o 15 a mnie pobolalo jak na okres i nic :x bylam wyczerpana do 19 mnie meczyli w koncu pojechalam na gore i moj mis kochany przywiozl mi kolacyjke:))bo nie dali jesc caly dzien podobno nie wolno...na drugi dzien to samo...wszystkie urodzily zostalam tylko ja:((

plakalam juz ze nie moge juz wytrzymac ze jestem juz taka zmeczona...moja kolezanke zabrali na cesarke i potem mi opowiedziala ze mi tez chcieli juz robic ale przyszedl kochany lekarz dyzurny byla 18 godzina i zapytal czy chce rodzic szybko ja na to z wielkim bananem na buzi ze tak :P :P wiec wzial mnie na fotel i w trakcie skurczu ktore byly minimalne a mialam podkrecona oksytocyne potrojnie :P przebil pecherz plodowy nic nie bolalo :)przebil go takim czyms jak drut do robienia na drutach:)wody sie laly masakrycznie lekarz wolal sprzataczke:))no a ja na pilke trzymalam sie oparcia od krzesla i sie zaczelo:)))skurce bolesne pierwsze dwa i bylam oblana potem jakby mi ktos miske wylal na glowe:)ale sie trzymalam oddychania i koncentrowalam na tym co sie dzieje w moim organizmie to duzo daje - dziewczyny panika - wybije was z tropu i wszystko utrudni!!!
zdazylam napisac smsa ze rodze do meza przyjechal w 22 minuty:))z wroclawia:)

bole byly silne ale wszytsko da sie wytrzymac!!spodziewalam sie wlasnie takiego bolu:)potem przyjechal maz siostra kazala sie nam przejsc do sali porodw rodzinnych tam byla kanapa - nie wiem kto mialby sie tam klasc:)ja sobie nie wyobrazalam polozyc sie:))wtedy usiadlam na worku sako ale tylko na chwilke bo zachcialo mi sie kupe :oops: :P :P i wolam siostre ze chce kupe a ona na to zebym weszla na fotel wczolgalam sie jakos i zrobilam kupe ale tego nie da sie powstrzyma parcie jest tak silne ze przesz cala soba...otworzyl okno i reka zaczela machac :cry: :shock::shock: :evil: maj maz byl kochany caly czas!!!!polozono mnie na boku z noga prawa uniesiona do gory i tak 2 faza przeszla potem przyhodzi siostra i mowi zebym sie postarala nie przec ja na to ze nie moge....i krzyknelam jak dlugo jeszcze!!!!!to byl jedyny raz :twisted: potem przyszlam druga zbadal mnie i mowi ze moge przec a ja na to glosem z egzorcysty - to moge czy nie bo zaraz SAMA SIE TU POŁOZYSZ!!HEHE potem przepraszalam:))

i w koncu kazala polozyc sie na plecach i przec...lekarz nie wiem kiey znalazl sie po mojej lewej stronie i uciskal brzuch maz po prawej reke:) polozna chwalila ze pieknie pre - najwazniejsze - sam porod w ogole nie boli przynajmniej mnie nie bolal....naciela mnie i tego tez nie czulam ...lekarz wola szybka wymiana powietrza olu...jeszcze jedno parcie ....siostra wola pediatre...i jeeeeeest:))))moja kruszynka malutka na moim brzuchu 20 20:) tata placze ja placze dzidzia placze...potem adrenalina i trzesawki potezne ale to normalne...szycie - troszke kulo ale to nic...za szyba siotra i lekarze i maj maz z dzidzia..przyszedl pediatra powiedzial 10 punktow zdrowa 3910 57 centymetrow pogratulowal i pojechalam z mezem na obserwacyjna sale przywiezli corunie byla przeslicza:))poproilam polozna by pomogla mi podstawic ja do piersi...pomogla i mala chwycila cycusia:)potem usnela:)po 1,5 godzine do mojej kolezanki na sale:)dzidzie przywiezli po paru godzinach bo musialam odpoczac:)ogolnie super:)nie moge sie doczekac nastepnego razu:)


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: pt sty 29, 2010 6:34 pm 
Awatar użytkownika

Rejestracja: pn gru 08, 2008 3:16 pm
Posty: 167
Lokalizacja: Grudziądz
Czołem babeczki,

rodziłam w czerwcu 2009, ale postaram sie
wszystko dokładnie odtworzyc :lol:

To moja pierwsza ciąża była,
przeszperałam wszystkie filmy z porodów i
opowiesci o nich, gdy bylam w ciazy.

byłam przerazona i potwornie balam sie naciecia
no i bolu przy skurczach.

wykryto u mnie cukrzyce ciazową w 7/8 m.c.

terminów mialam kilka z USG gdyz
ostatnia miesiaczke mialam kilka miesiecy
przed zajsciem w ciaze...
jednak pierwszy najwiarygodniejszy to
29 maja (inne juz 1,6,itd czerwca).

4 dni po terminie umówiłam sie z wybranym
szpitalem, że mimo iz nie mam zadnych objawow,
chce przyjechac ze wzgledu na cukrzyce.


2 czerwca ok. 12:oo

2 czerwca przyjeto mnie na oddzial,
brzuch mialam caly spuchniety, reszte
ciala rowniez- duzo przytylam, duzo wody
w organizmie...

zrobiono mi na oddziale KTG, nic, za jakis
czas znowu, nic, co jakiś czas skurcz, ktorego
nie czułam, albo znowu nic.
Przyszedł wieczór, sale 3-osobowe, 2 mamy z
malymi dziecmi, mysle sobie noc nie przespie
przez ten placz.

Pielegniarki mowily, że jak do rana nic sie nie
bedzie dzialo, to do domu- mysle swietnie i za 2-3 dni
znowu.
a szpital odlegly o 60 km, po drodze remonty,
moglabym nie zdązyc-

2/3 czerwca NOC

w nocy chodzilam siku, nie wygodnie, lozko skrzypi,
dzieci spią, ok 4 nad ranem cos poczulam, nie wiedzialam
czy to to, zero wód itd ale taki delikatny cosik jak na okres,
ledwo wyczuwalny bo bylam niewyspana, nie kojarzylam.

i tak zaczelam sie krecic, zastanwiając czy to zaczyna sie
czy co jest grane w ogole?! hehe


3 czerwca 5-6 godzina rano

ok. 5:50 wstając z lozka cos wilgotnego poczulam,
nie wiem do dzis co to bylo, nie wody ale chyba tez
nie czop, po prostu troche krwi sluzowate, niewiele
tego, ale nic "zbitego".

ok.6 poszlam do pielegniarki, mowie zobaczy Pani mi lozko?: cos tam jest, nie wiem co.
Poza tym juz wiedzialam ze nic mi sie nie sni...
coś bardzo delikatnego czuje, za chwile nic itd.

wiedzialam ze dzis urodze i robiłam w portki, ale
tez ekscytacja na maxa.


pielegniarka, nic na plamki nie powiedziala,
kazala zapisywac te "coś" co czuje czasem.

3 czerwca 6:00-8:45 rano

zaczelam notowac, 7min, 4, 3,1 były w roznych
odstepach czasu, ale z czasem regularniejsze-
wiedzialam ze to skurcze- uczucie bolu jak w 1
dzien okresu- chodzilam. I oczywiscie notowalam
z niedowierzaniem bo nie bylo zle!

Po przychodzie, poszlam na badanie- fotel jak za
czasow sredniowiecza (nie przesadzam), zeszlam
z niego- lekarz mowi 6 cm.
Co?!!!!!! Nic specjalnego
nie czuje, powaznie?
Tak, prosze sie przygotowac na porodówke.

wyszlam jak strzała, telefon szybko smsy: ide na porodowke!!!! podpaski, butla wody- a moj sie spoznia wrrrrrr,
mielismy rodzic razem!!!

3 czerwca ok 9:00

Na lozku sie polozyłam, pielegniarka podlaczyla
KTG i Oxytocynęw kroplowce. wkurzyłam się bo
miało byc naturalnie, a nie szybko szybko..pod
jakimis medykamentami ehhhh. no i chce
poskakac na pilce a nie lezec.

Ogólnie leże i mysle, jak to taki ból- to moge
rodzic za każda kobietę!
przypieta do ktg, obserwowalam jak co jais czas
kreci sie polozna i jakas inna kobieta, a ja co
chwile wolalam ze chce sikuuuuuuuuuu, sikuuuuu.
Nocniczek pod pupe na lozku i sobie leże.

Odczuwam przypływ tych skurczów,
rozkreca sie wszystko.
Zaczelo bolec...
Wymiotowalam- scierali wszystko...
Wołałam o nocnik-dawali bez słowa

To był ich wielki plus- zero łaski itd.

Pamietam, że jak nadchodził skurcz
szybko oddychałam, tak szybko że gdy
mijało byłam zmęczona tym oddychaniem.
Wyrywałam przy tym oddychaniu rurki
metalowy po bokach lozka.

Co chwilę polozna robila masaz szyjki
macicy- ból taki jak same skurcze-
uciekalam jej tylkiem po tym lozku.

W koncu stracilam rachube czasu, po
prostu mowilam w sobie- cichutko, dasz rade.

Pytalam polozna co chwile- ile jeszcze?
dlugo jeszcze? kiedy koniec? pytalam bo
wiedzialam ze bol mnie przerasta...

Zaczelam postekiwac, przy masazu glosniej.

Przy jednym z masażu- polozna mowi- ma
bardzo długie włoski, widze juz je- ale to
dało mi powera:)

zaczelam mowic podniesionym glosem-
chce kupeeeeeeeeeeee

Jk to uslyszały nagle zrobilo sie jasniej- swiatlo
nade mna zapalono, pojawilo sie z 1-2 osob ok 5-6.
3 zprzodu 3 przy mojej glowie.

Nikt nie mowil abym przestala przec, jak nieraz czytam.
Miwi do mnie, jak masz takie uczucie to rób kupe, to
przyj jak tak czujesz.

po chwili Jedna pielegniarka przyszla zlapac
mnie za glowe i slysze:dajesz z całej siły!!!
ok,
nie pamitetam jak dlugo i ile parłam (ksiazeczke
nie chcemi sie szukac w tej chwili) uslyszalam
tylko: jesli bedziesz robila dokladnie to co powiem,
unikniemy naciecia.

Dziewczyny, jak to uslyszalam to normalnie robocop
(balam sie tego panicznie).

mysle ze parc było z 5 i...............

3 czerwca 12:05 południe

połozono mi na klatce piersiowej
ciepłą placzacą istotkę.

Oliwka czujac i slyszac mnie ucichła
patrzyla wdziecznie prosto mi w oczy,
lekarze obserwowali nasze powitanie,
spytano o jej imie i po naszym przywitaniu
(zapewne kilkuminutowym) zabrali do badan.

mnie polozna poinformowala, ze nie ma naciecia,
nie ma pekniecia, jest małe otarcie i rpofilaktycznie
zrobi jeden szew.
poczulam uklucie. to tyle.

trzeslam sie - to naturalne
podjechal wozek i z wlozona podpaska
odjechalam do poprzedniej sali
sala bylapusta- panie juz poszly do domu.

Pobyt na porodówce trwał:

ok. 3 godzin, moze 3:30 h?

Córcia 3230 58cm

Poród wspominam bardzo dobrze.
Jedyny zarzut to brak aktywnego porodu w
swojej pozycji (to bylo wazne dla mnie- o
tym mnie zapewniono ze jest taka mozliwosc),
leżalam przykuta do lozka...i oxytocyna...
Nie bylo powodu- taka rutyna przy samym
wejsciu na porodowke...


Po 2 godzinach przywieziono nam córeczkę,
a i ja moglam juz wstac.

Jedyny bol, ktory sie utrzymywal ok 1-2 tygodni- to
duze hemoroidy od parcia.Na pupie mimo to
siadalam od razu.

Bóle pomimo 6 cm rozwarcia, zaczelam odczuwac
dopiero po oxy...wczesniej to był menstruacyjny
albo jeszcze bardziej lekki:)

Pisze to szczególnie dla pierworódek- jestem
dowodem na to,
że nie musicie byc ciete, popekano i rodzace
w meczarniach po 10 godzin!!! bo to pierwszy raz..

Ogolnie gdyby ktos mi zaproponowal, cofnąc sie
w czasie i przezyc taki sam porod- zgodzilabym sie ;)

_________________
ObrazekObrazek


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: śr lut 10, 2010 4:10 pm 
Awatar użytkownika

Rejestracja: sob lut 06, 2010 5:18 pm
Posty: 92
Hej :)

Byłam już 8 dni po terminie. Nic nie zapowiadało że urodzę bez wspomagania.
Był to 1 lipiec po 18. Poczułam że coś cieknie mi po nogach, w pierwszym momencie nie zajarzyłam że to wody, bo czytałam że ma być takie wielkie plum, a tu tylko cieknie. Więc teścik i potwierdzenie że wody. No to plan wykąpać się, dopakować, herbatka i jechać, ale w momencie planowania dostałam skurczy z krzyża i regularne co 2 minuty. Więc szybko taksówka i do szpitala.
W szpitalu ktg, badanie 1 cm rozwarcia, lewatywa, potem usg.
Skurcze coraz silniejsze i dłuższe.
Potem na porodówkę i proszę o znieczulenie, badanie i słyszę że nie dostanę znieczulenia bo mam już przeć. Nie czułam partych, ale parłam. Po 10 minutach parcia o 21:00 przyszedł na świat mój syneczek.
Mimo iż bardzo bolało, to bardzo szybko zapomina się o bólu.

_________________
Obrazek
Obrazek Obrazek


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: śr lut 10, 2010 7:19 pm 
Awatar użytkownika

Rejestracja: czw lut 08, 2007 2:47 pm
Posty: 289
Lokalizacja: Gdańsk
Byłam 10 dni po terminie z myślą że w ciąży już bede do konca zycia :wink: .W czwartek miałam się zgłosić do wszpitala na badania,ewentualnie wywołanie.Tak się bałam oxy ze w srode od rana bolał mnie brzuch...a o 23 zaczelam spisywac skurcze.Mój eM chciał od razu jechac do szpitala,ja na niego nawrzeszczałam i kazałam mu isc spac,przekonana ze to kolejne przepowiadacze które miałam od miesiaca.Ale skurcze pisałam co 15 min,pozniej co 10.O 3 w nocy obudziłam szanownwego tatusia i do szpitala.Tam ktg,badanie lewatywa.Jak usłyszałam rozwarcie na 2 palce byłam bliska płaczu.Wyobrazałam sobie ze mam juz z 4 :roll: .Porodówka...piłka,masaż szyjki,łażenie-rozwarcie na 3 palce i tak do 7 rano :shock: .Byłam wykończona,słyszałam jak sąsiadka z pokoju obok urodziła-płakałam z jej dzieciątkiem...ja z powodu tego że nigdy nie urodzę :wink:
O 7 rano przychodzi do mnie lekarka,ktora czyna dyzur..bada mnie i robi wieksze rozwarcie-3,5 cm...widzi ze rycze jak dziecko-nie z bolu,ale z bezsilnosci.O 8 daje mi oxy...8 35 Julka lezy na moim brzuchu :lol: A ja w szoku nie chce rodzic łozyska :shock: Stwierdzilam ze dosc mam porodow i koniec...musialy mnie z `10 min prosic zebym jednak ten ostatni raz parła :oops: .Nie cieli mnie,nie pekłam :lol: Meza przy mnie nie bylo bo porody rodzinne byly wstrzymaneze wzgledu na swinska grype :cry:

_________________
Obrazek


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: śr lut 17, 2010 9:27 pm 
Awatar użytkownika

Rejestracja: sob maja 05, 2007 1:32 pm
Posty: 655
TO i ja sie podziele informacja mimo ze uplynelo juz troche czasu pamietam te wydazenie jak by to bylo dzis :))))
......11 kwietnia noc ...ogladalam melodramat siodmy znak w roli glownej demi mur.....piekny film strasznie wzruszajacy i wtedy poczolam silny skorcz ale pomyslalam ze to efekt fimu ....do rana cisza ...12 kwiecien wstaje rano taka jakas poddenerwowana mysle film ....
wszyscy wyszlli do pracy zostalam sama w domu z tesciem .....nagle bole podbrzusza takie jak na @ tyle ze ze zdwojona sila ....i zaczely sie powracac ....mysle chyba to ....ale bez paniki czakam dalej nic juz nie jadlam ....umylam sobie glowe tesc na mnie spoglada pyta co sie dzieje wiec mowie chyba dzis pojedziemy do szpitala ....
nawed nie wiem kiedy w domu zjawila sie tesciowa (robota tescia ) bole zaczely byc nie do zniesenia zorganizowala transport do szpitala pojechalysmy byla dokladnie godz.19 rozwarcie na 4centymetry bole co 3 min ...porodowka w chwili gdy mnie spisywala pielegniarka na sali lezala kobieta czytajac ksiazke mysle sobie ..rany co ta kobieta robi lezy i czyta ksiazke ???za chwile patrze a ona ja odklada i wola ,,,,doktorze ja rodze !!!i faktycznie urodzila ja w tym czasie siedzialam i czekalam na pielegniarke bo mnie zostawila do rodzacej pobiegla ....po godzinie bo mniej wiecej tyle to trwalo ...zajeli sie mna spisali mnie do konca polozyli i czekalismy mijaly godziny ja tylko patrzylam na zegarek i nic wiecej sie nie dzialo :/ o godzinie 6 rano przyszedl ordynator na zmiane popatrzyl na mnie na karte i mowi ...musisz sama urodzic rozwarcie na 6 cmm ...bylam wykonczona po calej nocy w chwilach kiedy bol odchodzil zasypialam ale budzil mnie kolejny bol i bole parte ktore zaczely sie nasilac .. 13kwiecien .godzina 6:40 mowie juz nie mam sil dobijcie mnie .......nikt nie reagowal nagle poczolam ze bol parzty jest tak intensywny ze cos sie we mnie przesowa w dol ...dusze na dzwonek przychodzi pielegniarka wiec mowie ze cos sie dzieje spojzala tylko w moje krocze i krzykkkkkkkkkk SZYBKO BEDZIE PORODDDDDDDDDDD...
nagle lapy tlok i slysze prosze przec .....bylam wykonczona nie mialam sil parlam parlam i nic ..nagle slysze jesli teraz pani nie poprze to dziecko sie udusi stanelo w kanale jeso pamietam te slowa do dzis :( lekarz wziol moja noge drugi druga polozyli na swoje bidra i mowia teraz przemy a pani odpycha nas z calej sily jakby chciala sie pani odegrac ...matko nie wiem z kad wzielam sily jak sie zaparlam to facet przez drzwi przelecial ...malo mnie interesowalo co sie z nim dzialo bo nagle uslyszalam przepiekny krzyk !!!!! to moje dziecko pomyslalam :)nie znalam plci bo cala ciaze nie udalo sie podpatrzec a ze w rodzinie rodzily sie sami chlopcy wiec i ja sie nastawilam na chlopca choc w tam gdzies w glebi pragnelam corki ale w tym momecie bylo to nie wazne wazne ze juz po.....i nagle slysze ....ma pani piekna corcie i klada mi ja taka jeszcze zakrwawiona na brzuch razem z penpowina piekne uczucie poplakalam sie :) wysciskalam moja sandrusie a ona patrzyla na mnie wielkimi oczami.przepiekna chwila do dzis kreci mi sie lza w oku dzis moja corka ma juz uwaga :)))19lat nadal patrzy na mnie pieknymi duzymi oczami :)))kocham cie sandrus :)))mnie 13 przynosi szczescie :)


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: czw lut 18, 2010 5:20 pm 
Awatar użytkownika

Rejestracja: pt gru 07, 2007 12:30 pm
Posty: 5893
Lokalizacja: Lublin
no wiec i ja sie zbiore i opowiem
Zaczne od tego ,że lekarz juz 3 miesiące przed porodem stwierdził ,że mam rozwarcie na palec i ,że mam uważac.
Miałam termin na 6 sierpnia.Noc z 5/6 sierpnia (termin z om i PEŁNIA :shock: )
o godz 2 obudziły mnie lekkie skórcze.Równo co 15 min.Nie bolały mocno wiec stwierdziłam ,że porozwiązuje sobie krzyżówki (apropo nigdy mi nie szło takd obrze jak przy skórczach trzaskałam wszytskie krzyżowki w pare chwil)
O godz 4 stwierdziłam ,że to chyba to i ,że musze sie przyszykować.Weszłam do wanny ,umyłam włosy ,pomalowałam sie i zrobiłam sniadanie B.Obudziłam chłopaka mowie mu ,,zrobiłam ci sniadanie jedz szybko i jedziemy rodzic'' jego mina była zadziwiająca.Myślałam ze mu gały wyjda :lol: :lol: o godz 7 byliśmy na izbie przyjeć.Mnie juz troszke bardziej bolało.Nie chcieli mnie przyjąć bo było przeludnienie ale musiała mnie pani zbadac a tu zonk 6 cm...zawiozła mnie szybko na porodówke a na porodówce (z 10 min później) 8 cm :shock: :shock: poskakałam troszke na piłce ,poleżałam pod ktg.Położne podsuneły mojemu B głupi pomysł żeby mnie masował :? bidny chłop dostał ochrzan żeby mnie nie dotykał bo mnie to wku...Zaczełam krwaric.Babki nie wiedziały dlaczego wiec zawołały doktórke a ta mi przebiła pecherz płodowy (straszne uczucie)
no chwilke po tym wołam ze musze kopeeeeeeeeeeeeee
rodziłam na stojąco na kucaka na plecach..nic nie mogłam wyprzec.w koncu jedna położna złapała mnie za jedna noge B za druga i mała wyszłą od razu.Byłą boska! taka cieplutka....
ehh chciałabym to przeżyc jeszcze raz

_________________
Obrazek
Jestem tu i żyję, żyję i oddycham.
Jesteś mym powietrzem a ja ogniem na wietrze,
Który pali się dla Ciebie coraz mocniej i mocniej.
Ja nigdy nie zgasnę jak oddech mi dasz


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: pn mar 01, 2010 9:44 pm 

Rejestracja: czw sie 27, 2009 3:42 am
Posty: 1406
Lokalizacja: NJ - USA
Kinga12 pisze:
Opowiem Wam moją historię.
To była końcówka września zeszłego roku. Byłam już tydzień po terminie i nic nie wskazywało na rozpoczęcie się porodu.
W końcu mój lekarz zdecydował, że nie ma co zwlekać, bo mam już mało wód płodowych. Trafiłam na patologię ciąży z uczuciem bezradności, no bo przecież nic mi nie dolegało. Przeleżałam bezczynnie półtora doby bez żadnych objawów porodowych, aż w końcu 9 dnia po terminie, rano, coś się zaczęło dziać…
Poszłam do szpitalnego sklepu i juz myślałam, że z niego nie wrócę na własnych nogach. Czułam się bardzo słabo. Udało mi się jakoś wrócić na oddział.
Popołudniu odwiedził mnie mąż. Wychodząc, odprowadziłam Go do drzwi, kiedy odeszły mi wody. Targały mną mieszane uczucia, radości - że nareszcie, strachu, zdenerwowania, cała dygotałam wewnątrz. Później lekarz mnie zbadał, rozwarcia jeszcze nie było, skurczy też, kazano mi odpoczywać, bo wszystko miało się rozpocząć lada chwila. Pierwsze skurcze zaczęły się ok. godz. 19. Ja juz miałam dosyć. Najchętniej wzięłabym tabletkę rozkurczową i poszła spać. Na porodówkę jeszcze nie chcieli brać. Kazali jeszcze odpoczywać, póki przerwy między skurczami długie. Badali co godzinę, bardzo boleśnie, bo szyjka zaczęła się rozwierać. Płakałam z bólu, na co położna stwierdziła: „No to chyba będziemy mieć krzyczącą rodzącą. To dopiero początek, a gdzie tu dalej". Myślałam, że jej przywalę. O północy kazali się spakować i przejść na porodówkę. Skurcze były juz tak silne, że torbę wlokłam za sobą idąc po ścianie.
Na porodówce standard: lewatywa, prysznic i mogłam już zadzwonić po męża. Przyjechał szybko. Był chyba bardziej przerażony ode mnie, ale obiecał wcześniej, że będzie ze mną w tych chwilach (na tyle, na ile da radę).
Na początku skakałam trochę na piłce, ale szybko przestało przynosić mi to ulgę. Skurcze były krzyżowe, bolesne. Zaczynały się w dole kręgosłupa, poprzez brzuch i całe ciało. Za każdym skurczem cała dygotałam z zimna, ale jednocześnie było mi strasznie gorąco. Nie mogłam tego opanować.
Był juz środek nocy. Położna pozwoliła mi się położyć. To był duży błąd. Rozwarcie postępowało wolno: 1cm/godzinę. Nie miałam już sił. Przysypiałam miedzy skurczami. Mąż przysypiał na krześle, obok mnie. Myślałam, że nigdy nie urodzę.
Zaczęło już świtać. W szpitalu przyszła nowa zmiana i nowa położna. Wtedy się wszystko zmieniło. Ryknęła na mnie, "zwaliła" z łóżka i zapytała, ile chcę jeszcze rodzic? Kazała mi iść pod prysznic, dużo chodzić, kucać w czasie skurczy. Rozwarcie było juz prawie całkowite. W czasie skurczu mocno kucałam, ból był nie do zniesienia, czułam jak główka schodzi na dół, darłam się w niebogłosy. Mąż trzymał mnie za ręce, łzy płynęły mi po policzkach.
Rozpoczynała się druga faza porodu. Położyłam się na łóżku. Położna podłączyła mi kroplówkę z oksytocyną i widziałam, jak ubiera się w strój roboczy. Powiedziałam do męża, że bardzo się boje, że nie będę umiała przeć. On pocieszał mnie i wspierał jak tylko umiał. Byłam już u kresu swoich sił. Nagle poczułam jak rozpoczęły się skurcze parte. Czułam jak mój synek się rodzi. Nie umiałam przeć przeponą. Wtedy zjawił się lekarz. Miałam wrażenie jakby spadł z księżyca. Podczas skurczu dusił mi mocno na brzuch, twierdząc, że to pomoże mi szybciej urodzić. Zaczęłam się szamotać i krzyczeć, żeby przestał, ale on kazał mi przeć w taki sposób, żebym brzuchem wypychała jego ręce. Zrozumiałam wtedy, jak efektownie przeć przeponą, żeby szybko urodzić.
Nigdy przedtem nie sądziłam, że samo rodzenie dziecka to już nie boli, tylko trzeba mieć ogromną siłę, żeby wypchnąć dzidziusia na świat. A ta pozycja…! Nogi prawie na głowie zaparte o dwie osoby stojące z boku…
Z każdym skurczem partym mój synek był bliżej mnie. Wiedziałam, że za chwilę Go przytulę do siebie. To dawało mi ogromną siłę. Dziś zastanawiałam się, skąd jej tyle miałam?
Położna zawołała mojego męża, żeby zobaczył, jak wyłania się główka. Spojrzeliśmy na siebie wymownie, bo nie taka była umowa miedzy nami. Oboje nie chcieliśmy, żeby patrzył na ten widok, ale poszedł. (Później mówił, że widział czarne włoski, i że nie sądził, że „tam” jest tak czysto podczas porodu – nie było w ogóle krwi, wody płodowe odeszły kilkanaście godzin temu.)
Z każdym skurczem główka schodziła coraz niżej, a gdy skurcz wygasał cofała się odrobinę. Położna znowu zawołała męża. Było już widać cały czubek maleńkiej główki. I znowu się schowała. Wtedy poczułam nagle ból naciętego krocza. Krzyknęłam przeraźliwie, że chyba pękłam, bo położna wahała się do ostatniej chwili, czy trzeba ciąć, no i ciachnęła. Bolało tylko ułamek sekundy i nie było czasu o tym myśleć, bo nadchodził kolejny skurcz. Jeszcze przedostatnie parcie i główka była na zewnątrz. Czułam dokładnie ją między moimi udami. Wiedziałam, że poród dobiega końca, ale czekanie na ostatni skurcz wydawało mi się strasznie długie. Ostatnie parcie nie wymagało już takiego wysiłku. Poczułam, jak mój synek „wyskoczył” ze mnie, a ogromny brzuch „wpadł do środka” jak galareta.
Spojrzałam na zegar. Była 8:10, 28 września 2007 roku, piątek rano. Na dworzu było zupełnie jasno.
Myślałam, że oszaleję ze szczęścia, nie wierzyłam, że mam już to za sobą, że urodziłam mojego synka.
Spojrzałam między nogi na Jego maleńkie ciałko, jak położna Go wycierała i krzyknęłam: „Dlaczego On nie płacze?”, „Spokojnie, zaraz zacznie”- usłyszałam odpowiedź i wtedy dobiegł do moich uszu najmilszy dźwięk-pierwszy płacz mojego dziecka. Położna pokazała mi Małego do góry i zapytała: „Kogo Pani urodziła ?”, Synka-odpowiedziałam i łzy popłynęły mi po policzkach. Był cudowny. Patrzył na nas wielkimi błękitnymi oczami. Nigdy nie zapomnę tych oczu. Zawsze myślałam, że noworodki rodzą się z zamkniętymi oczami.
Przystawiłam Go do piersi, a On zaczął od razu ssać. Nie mogłam powstrzymać łez. Byłam najszczęśliwsza na świecie. Cyprianek ważył 3700 i mierzył 58 cm. Dostał 9 punktów w skali Agar (-1 za łuszczącą się skórę, bo ciąża była przecież przenoszona).
Czytając to opowiadanie, można odnieść wrażenie, że poród był bardzo ciężki i zostawił traumatyczne wspomnienia. Tymczasem było to dla mnie najcudowniejsze przeżycie, którego nigdy nie zapomnę. Zawsze kiedy to wspominam, łzy wzruszenia napływają mi do oczu. Życzę każdej kobiecie, żeby wspomnienie porodu wywoływało takie wspaniałe emocje.
Dziękuję położnej, która odebrała poród, za to, że potrafiła mnie tak zmobilizować i pomogła przejść przez trudy porodu.



Wzruszylam sie...az mi lezki polecialy. Dzielna z Ciebie kobieta

_________________
Obrazek

Obrazek

24.11.2010 pierwszy ząbek


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: sob mar 06, 2010 11:34 am 

Rejestracja: czw gru 13, 2007 6:39 pm
Posty: 6982
To i ja opowiem wam moj drugi porod,

termin mialam na 30 grudnia i w ten dzien zaczely mi sie skurcze ( kilkanascie mialam w ciagu dnia), o 17 troche czopu odeszlo) Mezowi dopiero powiedzialam o 22 w nocy ze chyba sie zaczyna no i obudzilam sie o 4 rano ze skurczami, i mokra wkladke mialam i reszta czopu odeszla i tak liczylam skurcze co 15, 7 minut o 6 rano zaczely mi sie juz skurcze co 3 minuty, o 7 bylismy na izbie przyjec, tam papierki 40 minut, zaczynaly mi sie parte jak szlam na porodowke, i o 8:10 synek juz byl z nami

_________________
Obrazek
Obrazek
Obrazek


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: śr lip 07, 2010 11:33 am 
Awatar użytkownika

Rejestracja: śr cze 30, 2010 1:00 pm
Posty: 137
hej:-) to ja tez Wam opowiem moj porod:-) minal juz rok ale tego dnia nigdy nie zapomne:-) Moj Synus byl juz 2 tygodnie po termnie (nic Go nie ruszylo) wiec przyjeto mnie do szpitala na wywolanie. O 17 zjadlam jeszcze obiadek, o 18 dostalam dwie tabletki dopochwowo i podlaczono mi ktg.Po jakims czasie (nie pamietam dokladnie) odlaczono mnie i mialam chodzic,krecic sie na pilce.W tym czasie czulam juz takie bole jak lekkie miesiaczkowe (moje sa bardzo bolesne).Gdy skurcze zaczely byc coraz mocniejsze nalalam sobie cala wanne wody (wanny byly dostepne w toaletach) i lezalam sobie w niej chyba ze 2 h.Mezus caly czas byl ze mna:-) Ok 23 polozna mnie zbadala, mialam 4 cm rozwarcia i juz nie moglam sama przejesc na osobna sale porodowa wiec wsadzili mnie na wozeczek.A tam podlaczyli mi monitorek i pamietam tylko jak obserwowalam jak skurcze sie nasilaja.Dostalam 2 zastrzyki przeciwbolowe domiesniowo, ale za duzo to one mi nie pomogly i mialam caly czas gas&air do oddychania.Za duzo juz potem nie pamietam, bo usypialam pomiedzy skurczami, maz w tym czasie dawal mi wode.Przebili mi wody, poczulam mile ciepelko i chec parcia.Z karty potem wyczytalam, ze parlam 1h11min, bo Synuniek byl troszke duzy;-)Przywiezli nawet juz proznociag do sali, ale polozna mnie zmobilizowala i plum...03.26 rano i Moje Szczescie wkoncu wyskoczylo:-) Zabrano go odrazu do badania (chyba przez te dlugie parcie).Wszystko bylo ok, wazyl 4465 i dostal 10pkt.Bylismy z mezem tacy szczesliwi!!!Po jakims czasie zszyto mnie(peklam naturalnie).Balam sie tego ale tak mnie znieczulono, ze nawet nie wiedzialam, ze cos mi tam robia;-)Ja i Synus czulismy sie dobrze i ok 09.00 rano tego samo dnia bylismy juz w domu-ku wielkim szoku mojej mamy, ktora czekala na nas w domu.Dodam, ze rodzilam w Anglii.Mimo pekniecia i szycia po ok 2-3 tygodniach nie pamietalam, ze rodzilam (przestalam krwawic).A moje szczescie ma juz 11 kg i wola mama i tata;-)


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: czw lip 08, 2010 11:30 am 
Awatar użytkownika

Rejestracja: wt sie 11, 2009 1:43 pm
Posty: 984
Lokalizacja: z daleka ;)
to i ja opiszę swój :) bardzo miło go wspominam choć też już miałam ochotę iść do domu i myśl że nie dam rady :)
a było to tak. pierwsze skurcze przepowiadające były w niedzielę (w sobotę odstawiłam fenoterol który brałam od 25 tygodnia z racji przedwczesnych skurczy) nie wiem co ile minut ale były :) pojawiły się wieczorem i jak położyłam się spać przeszły. poniedziałek kilka w dużych odstępach. wtorek to samo. środa nic. śmiałam się do męża że to cisza przed burzą ;) lekarz twierdził że jeszcze tydz pochodzę z brzuszkiem więc myślałam że tak będzie. tak więc spokój, zero skurczy tylko w krzyżu mnie troszkę bolało. z czasem coraz mocniej ale nie był to jakiś mega ból. ok 19 KICHNĘŁAM i poczułam takie mocne ukłucie, jakby ktoś mnie w szyjkę dziobnął nożyczkami. i ok 20 pojawiły się skurcze. ból krzyża się nasilał, skurcze były ale czułam tylko jak się brzuch naciąga i widać było jak "sterczy" zaczęłam liczyć. 10 min odstępu, 8,7, i tak różnie, na zmianę 8. 7. 10. o 22 były co 6 i 5 min czasem 7. stwierdziłam do męża że może pojedziemy do szpitala (mąż bardziej bał się odemnie, co pare minut pytał "i co? i co? i jak?" a mi się płakać tylko chciało bo nie wiedziałam czy to już czy nie? a lekarz ostrzegał że jak pojedziemy za wcześnie to mnie położą na patologię czego nie chciałam. ale na spokojnie sprawdziłam torby, czy wszystko mam, mąż wypił kawkę, i mówię "idę się umyć, jak po tym mi nie przejdą skurcze to jedziemy" poszłam do łazienki, patrzę a na gatkach różowe mazidełko. wołam męża mówię szykuj się jedziemy :) umyłam się, mąż się umył. pożegnaliśmy naszego psa i w drogę. cały czas z myślą że to pewnie i tak jeszcze nie czas. bo czop przecierz może odejść kilka dni przed a skurcze to pewnie jeszcze nie te :D przed północą wyruszyliśmy. w szpitalu byliśmy około 1. położna po zbadanie stwierdziła że dzidzia wysoko, już miałam wizję jak leże na patologii. 1:45 podłączyła ktg i skurcze były, ale już nie co 5 min ale co 7, 6, 8 i podobno za słabe. ale dali piłkę i kazali się ruszać. więc się ruszałam. chodziłam, siadałam na pile, co jakiś czas wpadała położna badała tętno dzidzi, masowała mi szyjkę co w pierwszej chwili było straszne ale pomagało, mówiła "da Pani radę", a ja z zaciśniętymi zębami i łzami w oczach "wiem że dam radę, dam" :lol: innym razem pytam jak idzie? ona "bardzo dobrze Pani Izo, naprawdę świetnie" a w mojej głowie myśl "mówi prawdę czy gada tak aby mnie nie denerwować??" później stwierdziła rozwarcie na 5 cm. dalej piłka, tylko ona mi pomagała, skurcze były coraz boleśniejsze + ból krzyża. klęłam jak najęta a mąż nie wiedział co ma robić, stał przy mnie a ja wciskałam głowę w jego brzuch :D a ręce zaciskałam na jego tyłku :D tylko to pomagało. kolejne badanie, ja ledwo żywa, 7 cm rozwarcia, pytam "a ile musi byc?" słyszę "10, da pani radę, świetnie Pani idzie"! i myśl "o matko boska jeszcze tyle, nie dam rady" skurcze coraz silniejsze, przy dwóch zaczęłam wymiotować, ale że miałam pusty żołądek to nic nie wyleciało ale brakowało mi tchu od tego "rzygania na pusto" w między czasie było jeszcze jedno ktg ale słabo je pamiętam. równióśko o 3 siędzę na pile, mąż obok na stołeczku, gadu gadu i PYK. co to? myślę sobie. piłka cała, podnoszę się a tu takie ciepełko w kroku i kap kap ciurululu na podłogę. banan na buzi "wody?!" mąż poleciał po położną, przyszła i mówi "zaczęło się Pani Izo, teraz już Pani napewno na patologię nie pójdzie ani do domu" :) i mówi "skurcze będą troche mocniejsze" i zaczęło sie piekło. nie siedziałam już na piłce. nie miałam siły. położyłam się na łóżko porodowe. jęczałam z bólu, klęłam jak najęta, myślałam że nie dam rady, bałam się strasznie bo chciałam urodzić sama, bez cc bez znieczulenia.a bałam się ze coś bedzie nie tak, ze nie dam rady sama i robią cc. leżałam jak roślinka, miedzy skurczami jak paprotka a w trakcie jak kaktus :evil: był czas że miałam wrażenie że skurcz wogóle nie mija. i tak leżałam a mąż obok siedział z miną taką że aż mi go szkoda było :) i przyszedł party! z nienacka mnie wziął, oczy mi wyszły i mówię do męża "leć wołaj kogoś PRĘ! a on nie przyj! poczekaj (łatwo powiedzieć :D) poszedł, położnej nie było na dyżurce, ale za chwilę się wyłoniła z WC i przyszła, ,powiedziała że już już niedługo, przyszło jeszcze 2 położne, mówią "poprzyj trochę" jaka ulga. w końcu ulga. po tym jak przy każdym skurczu mało co nie narobiłam (jak bym miała) w majtki :D pewnie gdyby nie lewatywa o którą poprosiłam toi by był zonk :D i przyszła jeszcze jedna. w sumie 4 babki. ja kolejne parcie, decyzja "dzwonić po doktora" przyszedł. i 1 party, 2 party i nacięcie (opisałam je w wątku o nacięciu krocza) 3 party i malutki wyskoczył, położyli go, takiego cieplutkiego i krzyczącego na brzuch i nagle jakby świat się wyłączył i bylibyśmy tylko ja i on. mąż mnie trąca "RĘKA IZA RĘKA", obudziłam się a położna do mnie mówi "RĘKA, RĘKA" wstrzyknęła coś na odejscie łożyska. zabrali maluszka, zbadali, ubrali, pokazali i wywieźli a mi siętak nagle zimno strasznie zrobiło. . a mnie czekało jeszcze łożysko. no wyszło ale nie całe. położna wzięłą gaze, polała płynem i dotknęła moich nóg aby je obmyć, a ja aż drygnęłam a ona "zimne?" a ja w śmiech, "nie, łaskocze Pani" :lol: i jeszcze łyżeczkowanie aby reszte łożyska wydobyć. dziwne uczucie, troszke bolało. ale po tym wszystkim to był ból pikuś :) i później szycie, troszkę śmiechu (opisane w "nacięciu krocza" :) ) i na poporodową. 2 h i przywieźli maluszka i pojechaliśmy na ogólną :) bardzo miło wspominam poród i mimo potwornego bólu krzyża i silnych skurczach po odejściu wód warto było poczuć na "własnej skórze" jak się rodzi cud życia noszony 9 miesięcy pod sercem :)

_________________
Obrazek
Obrazek


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: czw lip 08, 2010 6:14 pm 
Awatar użytkownika

Rejestracja: wt sie 11, 2009 1:43 pm
Posty: 984
Lokalizacja: z daleka ;)
dodam że Antoś urodził się 25 marca o godz 5.50 z wagą 2600g i 52 cm :)

_________________
Obrazek
Obrazek


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 

 Tytuł:
Post: czw gru 30, 2010 2:44 pm 
Awatar użytkownika

Rejestracja: śr gru 29, 2010 2:06 pm
Posty: 8320
Lokalizacja: PL
u mnie oczywiście standardowo- same niespodzianki :P juz od miesiaca ponad przed terminem chodzilam z 2cm rozwarciem, (po odstawieniu leku fenoterol, ktory bralam od 6 miesiaca bo mialam przedwczesna akcje porodowa ),miewałam lekkie skurcze , ale nic sie nie zaczynalo i tak chodzilam i chodzilam az przechodzilam ponad 3 tyg :( i tak do kliniki co dzien, co drugi dzien az w koncu zaczely sie powazniejsze skurcze, 31 marca 2008 roku, wiec mnie zostawili. i to czekanie, masakra :/ przyjeli mnie w pon rano i podawali oksytocyne, chodziłam, po schodach itd dalej nic, skurcze byly czestsze silniejsze ale dalej nic niezapowiadajace. we wtorek rano na usg wyszlo ze dzidzius wysunal sie do gory z kanalu rodnego i lekarz do mnie ze jak badania beda OK to wracam do domu. powiedzialam ze albo urodze albo bede tam siedziec do skutku, to mnie jeszcze zostawili. po poludniu zaczely sie takie powazne skurcze az mi sie slabo robilo, lzy mi ciekly, jak cos moze tak bolec do jasnej ciasnej ? nie bylam w stanie utrzymac sie na nogach, bol mnie paralizowal doslownie. wpuscili nas na sale przedporodowa , ale powiedzialam ze chyba mam temperature, lekarka (wredne stare babsko, miala z 70 pare lat nie wiem co tam robila :/) zaczela mi wmaiwac ze wydziwiam , ale dala termometr a tam ponad 39 stopni. podlaczyli mnie do KTG- tętno płodu ponad 200 ! wezwali szybko mojego lekarza, zbadał mnie, rozwarcie dalej kolo 3 cm , dziecko-zagrazajace wewnatrzmaciczna zamartwica plodu. narzeczony na korytarz, ja na sale operacyjna - cc. okazalo sie ze maly zrobil smolke w srodku, i od brudnych wod wdarlo sie zakazenie, stad temperatura i tak bolesne skurcze. powinni juz dawno wywolac porod. bylam wsciekala- bez ukochanego,zamiast porodu sn, nagle cesarka, niepewnosc i bezradnosc co z malenstwem :( po polgodzinie, o 18.05 pojawil sie na swiecie. chlopak, a miala byc dziewczynka. 4, 05 kg, 57 cm. nawet mi go nie pokazali, dostalismy oboje antybiotyki, maly do inkubatorka- byl podobno bialy jak albinos. przewieźli mnie na sale poporodowa, przyszedl narzeczony, mowil ze widzial synia, ze jest juz lepiej, ze jest sliczny i ze bedzie pilkarzem, ze mi dziekuje za tak wspanialy prezent.a ja plakalam , bo nie moglam go zobaczyc, nakarmic :( balam sie , jakos tak dlugo mowilam od brzuszka Gabrysia a tu chlopak, normalnie jakby mi podrzucili... poznym wieczorem polozna przyniosla mi go pokazac . lzy znowu poplynely po policzkach. moj synek pomyslalam, moj,moj,moj. nie moglam go wziac na rece bo bylam po znieczuleniu podpajeczynowkowym- paraliz od lini biustu w dol. poglaskalam go paluszkiem w glowke i raczke. potem go dali znowu do inkubatora, a ja cala noc nie moglam spac, myslac ze nie ma go kto przytulic, utulic jak placze:( to byla najgorsza noc w moim zyciu ta niepewnosc i bezradnosc :( do karmienia dali mi go dopiero jak juz wstawalam, nastepnego dnia okolo 13.
mam nadzieje ze teraz uda mi sie sn, razem z mezem,nawet bolu sie nie boje , byle bym mogla byc z malenstwem od poczatku :)

_________________
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 280 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 8, 9, 10, 11, 12, 13, 14  Następna

Forum ciąża

» Zdrowie Kobiety » Poród

Strefa czasowa UTC [letni]


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Szukaj:
Przejdź do:  
cron
Antykoncepcja - Bezpłodność - Planowanie ciąży - Objawy ciąży - Test ciążowy - Ciąża - Ciąża bliźniacza - Termin porodu - Objawy porodu - Poród - Laktacja - Niemowlę - Karmienie niemowląt - Macierzyństwo - Psychologia - Przepisy kulinarne - Uroda

Jeżeli podoba Ci się nasz serwis, poleć go innym. Wklej nasz button lub link na swojej stronie

Forum ciąża


Friends Pliki cookies forra