Dzisiaj jest sob wrz 23, 2017 11:13 am


Forum ciąża

» Zdrowie Kobiety » Poród

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 280 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 9, 10, 11, 12, 13, 14  Następna
Autor Wiadomość
 Tytuł:
Post: wt sty 11, 2011 2:35 am 
Awatar użytkownika

Rejestracja: ndz sty 03, 2010 6:46 pm
Posty: 2668
Lokalizacja: Wrocław,Southampton UK
siaasia piekna opowiesc i znow to powiem:) - jaka TY cieplutka dziewczyna jestes:)az sie chce Ciebie normalnie przytulic:)


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 

 Tytuł:
Post: wt sty 11, 2011 3:35 pm 
Awatar użytkownika

Rejestracja: śr gru 29, 2010 3:06 pm
Posty: 8320
Lokalizacja: PL
jej, dzięki :oops: :)
<tuli, tuli> :D
Twoja opowieść tez super, taka optymistyczna, nic ze bolalo, moge znowu :) tak mi sie skojarzylo z osiolkiem ze shreka "suuper, ja chce jeszcze raz ! " :D

_________________
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: wt sty 11, 2011 4:39 pm 
Awatar użytkownika

Rejestracja: ndz sty 03, 2010 6:46 pm
Posty: 2668
Lokalizacja: Wrocław,Southampton UK
hahaah no ciekawie było:)niedlugo bedziesz pisac nastepna opowiesc bedzie napewno optymistyczna!!!


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: wt sty 11, 2011 5:26 pm 
ZAKAZ HANDLU
ZAKAZ HANDLU

Rejestracja: sob lis 22, 2008 9:46 pm
Posty: 2641
Lokalizacja: Ruda Śląska
ja tylko miło wspominam cesarkę,anestezjologa,chirurga i kilka innych osób,bo położną to mogłam... :D wredna,chamska i jak tu rodzić :wink:

masakra,dobrze że mój był przy mnie bo bym jej chyba w morde dała :D

wredne babsko badało mnie tylko i wyłącznie na skurczu do tego czułam jak paluchami mi poszerza rozwarcie co było tak wspaniałym doznaniem,że myślałam że reszta lewatywy mi wyleci :wink:

teraz się z tego śmieję,ale wtedy była pełna powaga,uciekłam od niej i siedziałam na wc :lol: bo rozwarcie szybciej postępowało,a piłki nie chciałam :P
pochwaliła mnie raz wtedy,a ja jej powiedziałam,że czym prędzej urodzę tym szybciej wyjde i nie będę jej widzieć :lol:

a co należało się jej za to,że przez korytarz kazała mi iść bez majtek z podpaską wciśniętą w krocze,bo wody leciały,nie pozwoliła mi założyć majtek. A gdy dałam sobie je pod poduszkę bo moj poszedł po torbę i mi wypadły na podłogę-nie widziałam,zapytała czy w domu też rzucam "majty" gdzie popadnie :wink:

no to przejdźmy dalej,bo już zapoznałam Was z początkiem mojej niechęci do położnej.

Przyjechałam do szpitala z rozwarciem na 2cm :shock: wody nadal się sączyły,leżałam,obserwowałam i słuchałam jak serduszko bije,ona czasami wpadła,wepchała łapy w moje podwozie jak krowie weterynarz :wink:
Na 5 cm rozwarcia już mnie bardzo bolało,grzecznie zapytałam czy dostanę coś na ból-usłyszałam "niech Pani nie przesadza" no cóż trzeba było sobie radzić,nie wiem dlaczego aż tak bolało...zapytałam czy odpłatnie.Wiadomo,że w każdym szpitalu można zapłacić za znieczulenie czy coś,a ona myślała,że chcemy dać w łapę i cytuję "bo zrobi się niemiło" to mój jej odpowiedział,że jej nie chcemy dać pieniedzy tylko szpitalowi za znieczulenie...eh poszła sobie.
No dobra,dam radę pomyślałam.
Rozwarcie na 7cm...bolało,jeszcze wcisła mi jakieś tabletki do środka mówiąc,że to na ból.WOW okazała serce...po 20 min przyszła inna połozna i mnie przebadała i zapytałam o te tabletki-powiedziała,że to na szybszą akcję :shock: no to mnie wkurzyła totalnie.
Przy jeszcze większym rozwarciu myślałam,że po scianie zacznę chodzić :wink:
Bolało coraz mocniej,a partych zero...
max rozwarcie,nadal brak partych,a ból silny,chciałam rozmawiać z lekarzem i nie wezwała na moją prośbę,kazała przeć-czułam że dziecka w kanale nie ma,tylko w lewym boku mi siedział i ciągle się cofał,wiedziałam że to nie ma sensu...ale cóż,chyba wie lepiej,przy skórczu kazała przeć,po skurczu,postępu zero,a syn był wysoko.
Powiedziałam jej,że nie dam się już przebadać jak nie zobaczę lekarza-poszła i ni było jej dość długo.Przyszła w końcu i zaczęła zakładac rękawiczki,powiedziałam jej że nie musi bo nie dam się przebadać,to mi zaczęła mówić jaką ja jestem matką...to ja jej powiedziałam że ona położną też nie jest dobrą,bo nawet tętna dziecku nie sprawdzi.
Usłyszała moją rozmowę z chłopakiem,mówiłam mu jak ma dojść na patologię ciąży,chciałam by sam poszedł po lekarza.Usłyszała i zadzwoniła-chyba po koleżankę jakąś,po przebadaniu zadzwoniła po kolejnego,no i na sali zebrała się grupka 6-7 osób :D
"Pani i tak nie urodzi sama tego dziecka,duże,źle ułożone,nawet główka się nie wstawia w kanał rodny" "po co Pani parła" :D cieszę się,że instynkt mnie nie zawiódł wtedy.

No i cesarka,z podaniem znieczulenia był problem,bo miałam skurcz za skurczem,a podczas wbijania igły nie mogłam się ruszać,no i w końcu trochę dłuższa przerwa i anestezjolog się wbił.

Wyciągli mojego kochanego okruszka,najlepszy był jego krzyk-jeden krzyk no i mamusia się popłakała razem z tym krzykiem,a ktoś tam zapytał,co się dzieje,anestezjolog "mamusia się wzruszyła" zaczął mi ocierać oczy :lol: zaczeli mnie szyć,a małego ważyli i mierzyli.Padło pytanie "kto pokaże mamusi synka" anestezjolog leciał po niego jak po swojego :wink: dałam buziaka,posmyrałam po małej czuprynce i go wzieli.Gdy wieźli mnie na salę to dumny tatuś stałprzed salą z małym w tym szpitalnym wózku i wtedy mogłam mieć przez chwilę małego przy sobie.
Biedaczek nie spał całą noc,mamuśka jego zawiozła nas do szpitala a wracając z pracy akurat trafiła na koniec cesarki i też zobaczyła malucha.

No i po 2 godz dowieźli mi na salę kobietę,która trafiła na tą samą położną,kazała jej rodzić bliźniaki z 35tygodnia,jeden był ułożony pośladkowo...

masakra,ale finish wspaniały :D nie pamiętam jak było źle,wspominam wszystko (prawie) dobrze

_________________
7,4 tyg [*] :(
Obrazek
7.11.2009 Kubuś 57cm 4200g :D
Obrazek


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: wt sty 11, 2011 6:10 pm 
Awatar użytkownika

Rejestracja: ndz sty 03, 2010 6:46 pm
Posty: 2668
Lokalizacja: Wrocław,Southampton UK
Calineczkoo piekna oryginalna historia:)co takie krowy bez sercai i umiejetnosci robia na ginekologii i poloznictwie!!!mni sie wydaje ze to nie sa prawdziwe kobiety tylko cyborgi jakies:)


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: pt sty 14, 2011 2:23 pm 
Awatar użytkownika

Rejestracja: śr gru 29, 2010 3:06 pm
Posty: 8320
Lokalizacja: PL
jej, ja sie zawsze zastanawiam, czy takie baby nigdy nie rodzily? czy zgubily serce ? jak ktos taki moze pracowac w takim zawodzie ?!
ciesze sie , ze wszystko zakonczylo sie pomyslnie :)

_________________
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: czw lip 14, 2011 4:56 pm 
Awatar użytkownika

Rejestracja: śr gru 10, 2008 12:53 am
Posty: 300
Oliwię urodziłam 30 grudnia 2010 roku w 40tc.

Pierwsze leciutkie skurcze poczułam o 13 po intensywnych zakupach z mamą. Koło 20.45 jak już obejrzałam "Na Wspólnej" uznałam że możemy jechać do szpitala :lol: skurcze miałam wtedy co 5 minut i nie były zbyt bolesne. Odwiezli mnie i małżonka znajomi bo akurat wpadli na kawkę a jak się okazało w sumie na poród :) Na izbie przyjęć okazało się, że mam już 5 cm rozwarcia :lol: Byłam w szoku, bo spodziewałam się większej męczarni. O 21.30 zostałam przyjęta na porodówkę. Koło 22.40 kiedy praktycznie miałam już skurcz za skurczem zrobiło się boleśnie ale do wytrzymania :lol: Podano mi dolcontral, chwilę przed 23 odeszły mi wody. Pielęgniarka zbadała mnie i była w szoku bo miałam już pełne rozwarcie a ja nie wołałam że rodzę :lol: Skurcze parte nic a nic mnie nie bolały, jedyny dyskomfort jaki odczuwałam to napieranie główki na moje krocze. Po 15 minutach partych o 23.30 urodziła się Oliwia.

Podsumowując
I faza porodu 10h15min
II faza porodu 15min

Jak dla mnie to była bajka, bo w sumie urodziłam 2 godziny od przyjęcia na porodówkę. :lol:

_________________
Obrazek


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: czw lip 14, 2011 6:07 pm 

Rejestracja: śr sie 08, 2007 1:35 pm
Posty: 6261
nandelle<3 takiego porodu można życzyć każdej kobiecie 8) To kiedy następny :?: :lol:

_________________
Obrazek


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: czw lip 14, 2011 8:02 pm 
Awatar użytkownika

Rejestracja: śr gru 10, 2008 12:53 am
Posty: 300
Nieprędko 8) kto mi zagwarantuje, że kolejny też taki będzie :lol:

_________________
Obrazek


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: czw lip 14, 2011 8:20 pm 

Rejestracja: śr sie 08, 2007 1:35 pm
Posty: 6261
Podobnież drugi jest jeszcze lżejszy :wink:

_________________
Obrazek


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: czw lip 14, 2011 11:15 pm 
Awatar użytkownika

Rejestracja: śr gru 10, 2008 12:53 am
Posty: 300
Podobno :wink: Na razie muszę odchować to moje diablątko :wink:

_________________
Obrazek


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: ndz paź 30, 2011 11:18 pm 
Awatar użytkownika

Rejestracja: śr maja 07, 2008 11:45 am
Posty: 1524
Lokalizacja: Stockholm
Mimo ze z opoznieniem to i ja napisze :)
Opisze po krotce(hahah wyjdzie poemat na strone tyle tego bylo) moj wspanialy porod – bo mimo wszystkiego co zle – a wszystko bylo zle oprocz momentu uslyszenia krzyku Viktora – przezylabym to z checia jeszcze raz i jeszcze :)
No wiec zaczelo sie w niedziele 23.01.11 ….od samego rana skurcze, dosc regularne, w odstepach 4,5,6,7,8,9 a pozniej juz 10 i 12 minutowych no i wieczorem znikly ….. w nocy mialam pare mocnych skurczy bo mnie budzily i trwaly dosc dlugo…..od rana bylam jakas niespokojna a ze byl to juz 41t3d wiec postanowilismy jednak jechac na kontrol do szpitala…..
M wrocil wczesniej z pracy, poczekalismy na siorke (byla jako tlumacz hehe) i po 16:00 pojechalismy. Na miejscu oczywiscie pytania po co jestesmy itp – dokolorowalam ze Maly sie malo rusza….polozyli mnie pod KTG – 20 min tetno super – skurczy brak…..no to wychodzimy , czekamy na polozna a ona ze lekarz jeszcze chcialby zrobic USG dla pewnosci bo ciaza juz "po terminie" ale dopeiro gdzies za godzinke bo poszedl teraz na jakis porod z komplikacjami….no to pojechalismy do domku, wypilismy kawke i znow do szpitala (gdzie w drodze M zartowal ze moglismy torbe wziasc)….zajezdzamy na miejsce, meldujemy sie …doktor mnie wzywa…..robi USG – wody ok, lozysko ok, dziecko ok…..pyta czy cos jeszcze mnie niepokoi…mowie mu ze od 5 dni mi odchodzi duzo sluzu z krwia – on do mnie „prosze na fotel”…..bada mnie , bada (dosyc bolesnie) podnosi sie , patrzy na mnie takim wzrokiem jakby ducha zobaczyl i mowi „Prawie 5cm”… na co ja malo z fotela nie spadlam i krzyknelam 5 ??? …. jakby ktos mi mlotkiem w glowe walna….
Wiec pan Dr. dlugo nie czekajac – ze tu juz nie ma co czekac, zostajemy….mamy jechac tylko do domku po rzeczy i bedziemy dzialac. Ja w szoku, M w szoku, Siorka w szoku…..
Zajezdzamy do domu, torba itp. Jeszcze mama zaszla „kopnac” mnie na szczescie..a ja malo nie placze bo wychodzac mowilam dla psa ze zaraz wrocimy :) No i w droge …. ja z nadzieja ze szybko pojdzie skoro juz jestemy w polowie drogi…
Zajezdzamy na porodowke….Pani prowadzi Nas do naszej sali…najpierw 20 min KTG – tetno ok, skurczy brak…..Przychodzi polozna mowi ze pan Dr. ustalil juz co i jak bedzie wygladac i ze najpierw probuja najprostrzego – przebicia pecherza… no to dostalam koszule itp – na lozko…..grzebie grzebie i nagle czuje cieplo pod pupa….- wody juz zielonkawe :/ Mamy czekac godzinke -powinno sie cos rozkrecic…..
Jest po 23:00 – ja caly czas podpieta pod KTG, do glowki Malego podpiety kabelek mierzacy tetno..skurcze moze ze sztuk 3 po przebiciu pecherza….decyzja o oxy(tzn cos w tym rodzaju)…od najmniejszej dawki do skutku…zaczynamy od 6 jednostek….
Do godz. 2:00 skurcze bolace ale jeszcze do przezycia(caly czas chodze, skacze na pilce)…mowie M zeby sobie pospal zeby chociaz on byl „na chodzie”…. od 2:00 skurcze co 2-3min trwajace prawie 1min….od po 3:00 skurcze co 1-2min tez trwajace prawie min i tak rozrywajace ze hej…co godzinke przychodzi polozna sprawdzac rozwarcie…i co godz. coraz bardziej sie zalamuje bo mimo mocnych kurczy (na przemian z brzucha i z krzyza) rozwarcie idzie baardzo powoli a nie daj Boze sie poloze to glowka sie cofa….jestem juz bardzo zmeczona, spac mi sie chce ale nie ma mowy o polozeniu bo mozna powiedziec umieram z bolu…po 6:00 przychodzi do Nas polozna i mowi ze mimo ze zaznaczalam ze nie chce zadnych „pain killerow” to moze jednak przemysle sprawe zeby chociaz sobie pospac chwilke i odpoczac, bo to moze potrwac(rozwarcie nadal okolo 6-7cm…..o 7:00 jestem juz tak zalamana ze prosze o anestezjologa ( z placzem ze nie chce ale musze)…5 min i juz leze na boku i prawie sram w gacie na sama mysl o ZZO).Po 10 min niesamowita ulga, mam lezec 15 min a pozniej moge wstac i chodzic….odzyskuje troche sil, skacze na pilce, tancze, chodze….czuje ze skurcze sa bo macica sie spina -a na KTG ich prawie nie widac…..i tak do 12:00 – gdzie polozna po zbadaniu rozwarcia stwierdza ze dalej jest miedzy 6-7cm i ze DR. stwierdzil ze odlaczamy na 2 godzinki zebysmy odpoczeli i pozniej sprobujemy jeszcze raz -podobno czasem to pomaga….przesypiam 2 godz. w tym czasie bez oxy skurczy moze sztuk 4…..
o 14:00 podlaczaja na nowo kroplowe…polozne mowia ze wiedza ze zmeczona jestem ale musze chodzic bo jak sie klade to wszystko sie cofa…..no to podkrecaja mi co 15-30 min dawke oxy…..skurcze sa ale rozwarcie stoi……i tak do godziny 20:00 kiedy przychodza polozne z dnia poprzedniego i wchodza do Nas z wielkim zmartwieniem i mowia do mnie ze „przeciez mialo mnie tutaj juz nie byc”……slysze ze rozwarcie sie zwiekszylo do 8 cm…napawa mnie to optymizmem chociaz juz ledwo zyje bo od ponad doby prawie nie spie…..Pytam sie w koncu poloznej co bedzie jesli dalej nie bedzie nic postepowac – mowi ze niestety najprawdopodobniej skonczy sie CC…ja w placz, M widze nie wie co ma zrobic…tez juz ma dosyc..widze ze strasznie boli go to ze ja tak sie mecze…..o 21:00 przychodzi polozna i mowi ze podkrecaja mi w ciagu godziny oxy do 90jedn. -jesli nic nie bedzie postepowac to cesarka…po godzinie brak postepu jednak lekarz kaze podkrecic jeszcze do 120 jedn….kolejna godzina w niewiedzy…co chwile placze z bezradnosci..polozne przychodza, glaszcza po glowie…..M w coraz wiekszym stresie….przed 23:00 przychodzi polozna i mowi ze teraz ostateczny „pomiar”….. gdy mnie bada i widze jej mine – wiem ze za chwilke uslysze ze dalej bez zmian…mowi mi ze owszem powiekszylo sie do 8-9cm ale Malego glowka nie siedzi bezposrednio w kanale i niestety ale mam sie szykowac na CC…..wtedy juz mi puscilo…zaczelam plakac ze sie boje, ze nie chce, jednakowoz jest mi juz wszystko jedno bo mimo tego ze kolejna dawka znieczulenia przestawala dzialac i czulam mega bolesne skurcze – zasypialam na pilce ze zmeczenia….polozna mowi ze niestety tak czasem bywa, ze wie ze ciezko ale zebym sobie pomyslala ze zaraz bede miala Dzidzie przy sobie i ze bedzie po wszystkim….M w wielkim szoku -dostaje stroj „chirurga” mi podaja kroplowke z plynami i za moment przychodza panie doktor ktore beda mnie operowac…ja chop na lozko i jedziemy…M idzie z nami…
Zajezdzamy na sale operacyjna..przechodze na „te” lozko…M siada mi przy glowie, Pani anestezjolog podaje mi znieczulenie a mnie zaczyna telepac z nerwow tak ze cale lozko sie trzesie…..przygotowania trwaja chwilke, anestezjolog sprawdza czy znieczulenie zadzialalo i widze jak zaslaniaja mnie kotara….
teraz juz wszystko toczy sie szybko…..szarpia mna, cos gadaja, robia, czuje wszystko tylko nie bol….nagle slysze placz „zza swiatow”, patrze na eMa a on w takim samym szoku jak i ja ……
Pani przynosi male rozowe zawiniatko i pyta czy wiemy co …. my mowimy ze nie a ona pokazuje nam jajka hehe :) Mowi ze zabiera malego i eMa do sali obok na oczyszczenie itp…..Ja w takim szoku ze widze do teraz wszystko jak za mgla…odwracam glowe i widze jak M przecina pepowine..Maly krzyczy jak szalony…Za chwilke przychodzi M z polozna..polozna kladzie mi Viktorka przy buzi – gdy zaczynam do niego mowic otwiera oczka , patrzy na mnie i przestaje plakac (do teraz mam lzy w oczach)….Polozna sie smieje ze pamieta mamusie i ze ida na sale i ze chlopaki przyjda do mnie na poporodowa….jak poszli ja mialam taki metlik w glowie ze hej – jeszcze bardziej zaczelo mna trzasc…..szycie itp trwalo jeszcze jakies 30 min…po tym zawiezli mnie na pooperacyjna..a ja malo nie w placz bo sama….przychodzi lekarz wiec sie pytam kiedy M z Malym moze przyjsc..mowi ze jak jestem juz " w stanie" to zadzwoni- ja oczywiscie ze tak ( w miedzy czasie 30 min po opersacji juz podnosze pupe i ruszam nogami hehe)…nie mija jakies 10 min i widze jak wchodzi polozna i M z Viktorem na rekach z takim usmiechem na twarzy ze hej….polozna kaze mi rozpiac bluzke i przyklada Malego do piersi…..na sali jestesmy jeszcze jakies pol godzinki, w tym Maly caly czas cos tam cycka i lezy mi na brzuszku :) Przychodzi lekarz i mowi ze juz moge jechac na poporodowa….przyjezdzamy…..przychodzi polozna, przedstawia sie, stawia mi dzbanek z woda z lodem i mowi do M zeby poszedl do naszej straej sali po rzeczy ze polozne juz wszystko spakowaly….ja caly czas mam malego na piersiach – smacznie sobie spi….i mimo ze bylam tak zmeczona. ze oczy mi sie zamykaly jak wracalismy na sale..-spalam tego wieczoru 2 godz……Nie moglismy sie napatrzec na Malego -zreszta do tej pory nie moge sie na niego napatrzec, a zmienia sie z dnia na dzien….
No to tak w skrocie HA HA HA – chyba wieeelkim skrocie :) Dodam ze to chyba bylo mi pisame…od samego poczatku twierdzilam ze moj organizm jakos inaczej na wszystko reaguje….CC mialam o 23:15 a nastepnego rana o 9:00 juz bralam prysznic i chodzilam….fakt na proszkach przeciwbolowych ale czulam sie i czuje wysmienicie…wszyscy sie dziwia ze po CC tak szybko sprawnie wszystko mi szlo- nawet polozne…..No to tak to wygladalo :) I mowie jeszcze raz – mimo wszystkiego zlego – moge to przezyc jeszcze raz z wielka checia(zreszta juz mysle o drugiej Dzidzi :D )..A M mowi ze nie wybaczylby sobie jakby go przy tym nie bylo :):)

_________________
25.01.11, 23:12, 3580gram, 52cm,
Obrazek
25.11.12, 17:10, 3880gram,54cm
Obrazek


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: pn paź 31, 2011 3:21 pm 

Rejestracja: ndz wrz 17, 2006 4:57 pm
Posty: 4843
Lokalizacja: Gloucester (UK)
Agacior pisze:
Podobnież drugi jest jeszcze lżejszy :wink:

niestety niekoniecznie ;) no, tylko, ze u mnie druga cora prawie kilo ciezsza byla ;)

_________________
ObrazekObrazek Obrazek Obrazek


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: śr lis 16, 2011 6:06 pm 

Rejestracja: czw sty 27, 2011 12:02 am
Posty: 52
To ja opowiem moje dwa porody:)
W pierwszej ciazy nosilam blizniaki. bylam dokladnie w 34.3 tydz.ciazy 06.07.2008 niedziela:) Dzien wczesniej w sobote wieczorem maz wrocil z pracy i mowi do mnie "ale opadl Ci brzuch jutro napewno urodzisz a ja do niego "mnie w nocy zlapie". wstalam i 1 w nocy siusiu polozylam sie i po godzinie czuje jak robi sie mokro na lozku :lol: budze mojego i mowie ze wody mi odeszly, nie uwierzyl dopiero jak reka dotknal lozka to juz wiedzial ze sie zaczelo. pojechalismy do szpitala na izbie przyjec oczywiscie papierki, polozyli mnie na sali pod ktg. wody odeszly mi tylko z jednego worka ale dluuugo nie mialam skurczy. caly czas lezalam pod ktg. skurcze aczely sie ok 11 przed poludniem i od razu mialam takie co 5 min. bol oczywiscie straszny ale dalo sie wytrzymac, nie mialam zadnego znieczulenia jedynie co wzielam to gaz ale on mi w ogole nie pomagal. ok godz 14 zawiezli mnie na porodowke i zaczelo sie...pierwszego synka rodzilam dosc dlugo poniewaz mial wieksza glowke i nie mogla sie przebic ale wkoncu "wyskoczyl" o godz 14.50 i zaraz za pierwszym dostalam skurcze parte zeby rodzic drugiego. tu bylo wiecej strachu poniewaz synus tuz przed porodem obrocil sie i rodzil sie pupka musieli mnie ciachnac troszke ale poszlo szybko i o 15.10 mialam drugiego synka przy sobie. porod wspominam naprawde milo. chlopcy urodzili sie z waga Wiktorek 2290 49cm a Alex 2340 i 49cm:) Mimo z byli wczesniaczkami i spedzimi 2 tygodnie w szpitalu, to niebylo wiekszych problemow, obeszlo sie bez inkubatora.
A kolejny porod ktory mialam 4.5 miesiaca temu byl ekspresowy. urodzilam prawie dwa tygodnie przed terminem. juz przed porodem jakies 3 tygodnie robilo mi sie rozwarcie. We wtorek 21.06. bylam u ginekologa, sprawdzila mi rozwarcie i bylo 3cm, musiala mi chyba naruszyc wszystko bo nastepnego dnia o 7.20 rano obudzilam sie z pierwszymi skurczami, poszlam siku i od razu zaczely odchodzic mi wody, zanim zeszlam na dol mialam juz skurcze co 3 min. szwagierka zawiozla mnie do szpitala ale okazalo sie ze musze jechac do innego, wsadzili mnie w karetke i na sygnale przewiezli do nastepnego szpitala. skurcze byly coraz silniejsze, na sali sprawdzili mi rozwarcie i mialam juz 8cm. zaraz po wizycie poloznej dostalam skurczy partych. zawiezli mnie na porodowke, moja lekarka nie zdarzyla przyjsc z pietra nizej a ja urodzilam. godz porodu byla 9.31. szwagierka tez zanim dojechala i zaparkowala samochod to ja mialam synka juz przy sobie. najbardziej zaskoczony byl moj maz. dzwoni jego siostra do niego a ten do niej"to co bede sie ubieral i przyjedziesz po mnie to posiedze z zona" a ona mowi" gosia juz urodzila" :lol: synus urodzil sie z waga 3240 i 50cm, rowniez rodzilam bez zadnego znieczulenia. na drugi dzien juz wyszlismy ze szpitala :) Obydwa porody bardzo dobrze wspominam mimo ze bardzo sie balam. Ale o bolu szybko sie zapomina :)

_________________
Obrazek

Obrazek


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł: poród
Post: śr lis 30, 2011 4:51 pm 

Rejestracja: śr lis 30, 2011 4:21 pm
Posty: 4
moja toria z porodem wcale nie byla smieszna ... eh bylo juz tydzien po terminie porodu strasznie pobolewał mnie brzuch wiec zglosilam sie do mojego lekarza ... długo sie nie zastanawial ipołożyl mnie do szpitala 1 dzien badania 2 ,3 ,4 az bylo tak ze w sumie minely 2 tyg po terminie i nic nie zrobilli 2 dni po przyjściu do szpitala na brzuchu i udach wyskoczyly o dziwne plamy ala pokrzywka cos straszne bol swedzenie niesamowite .. bylam bardzo zdenerwowana wrecz zarzadalam wywołania skurczy/[porodu... oczywiście zgodzili sie możecie nie uwierzyc w ta historie codziennie przez 5 dni dostawałam kroplówki bodajrze z oxs zaczynaly sie skurcze lewatywa i tak przez 5 dni kroplowka lewatywa ...l
a najlepsze do tego bylo to ze kazali robic to naczczo kobieta w ciazy przez 5 dni praktycznie nic nie jadlam podjadanie .... wyłącznie po tych 5 dniach wpadli na pomysl przebica mi wod plodowych i zaczelo sie w koncu! po przebiciu wod 2 godziny i moj chlopczyk byl na swiecie fakt ze przez ich kroplowki lewatywy i moje nerwy maly poplatal cala pępowine i owineła mu sie w okół szyi ale na szczęście nie doszlo do niedotlenienia byl lekko siny wyglądał jak śliweczka ... cięzki czas sam porod zero bolu ale bezmyślnośc psz to jest powod do szerokich rozmów!!



ObrazekObrazekObrazekObrazekObrazek


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: czw sty 19, 2012 7:07 pm 
Awatar użytkownika

Rejestracja: czw gru 08, 2011 7:05 pm
Posty: 660
Lokalizacja: Międzyświeć
No to i ja opowiem swoją historię porodową sprzed prawie 3 lat :)

Julusia urodziła się dzień po terminie, miała 55cm i 3940g.

Była jakoś 7 może 8 rano jak poszłam siusiu, wracając do łóżka przestraszyłam się, że może dziecko tak mi naciska na pęcherz, że nawet nie czuję jak sikam, bo ciągle lało mi się po nogach... W końcu załapałam co jest grane i szybko budzę mojego R, a on mi na to taki zaspany "Kochanie połóż się jeszcze za godzinkę pójdziemy". Po moim wrzasku wstał i poszliśmy do szpitala bo mieliśmy bliziutko.
Przed wejściem do Izby Przyjęć zaczęłam się bać i mówiłąm, żebyśmy do domu wracali, bo może przejdzie.
Na izbie papierki, wstępne badanie.
W końcu położyli mnie na sali porodowej, przypięli do ktg, usg zrobili, no i bolesne badanie lekarza. Trafiłam na super położną, którą do dziś mogłabym po rękach całować.
Rozwarcie miałam niewielkie więć zaproponowali mi lewatywę, że niby większy dla mnie komfort przy parciu i powinno przyspieszyć poród. Ale nie przyspieszyło. Podali mi kroplówkę i po niej poszło.
Początkowo skurcze były znośne, nawet pomyślałam, że jak tak to ma wyglądać to ja mogę rodzić. Ale potem przyszedł taki ból, że mogłam po ścianach chodzić... Tak się męczyłam, że zlitowali się nade mną i podai coś do wenflonu, miało trzymać mnie 30min, a ja po 5min czułam znów ten sam ból...
Czułam się taka naćpana i nieobecna, po tych lekach, że ledwo kontaktowała. Mojego R wyrzucili z sali bo zaczął się kłócić się z jakąś pielęgniarką, ze mają mi coś dać, bo ja przecież już nie wytrzymuję.
Bóle parte były okropne, ale z 20 min ww sumie trwały. Urodziłam przy pomocy lekarki, która naciskała mi na brzuch bo nie miałam już nawet tyle siły żeby mała "wypluć" z siebie.
Po wszystkim położyli mi malutką na mnie, a ja im mówię żeby ją wzięli bo jestem słaba i boję się , że spadnie. Ale i tak włożyły mi ją pod koszulę. Julinka przestała płakać momentalnie :) ten moment do dziś wspominam :)

a za kilka miesięcy czeka mnie kolejny poród, ale boję się go tak baaardzo, że najchętniej przespałabym ten moment :D

_________________
Obrazek
Obrazek
Obrazek


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł: nic strasznego
Post: pt kwie 20, 2012 10:35 pm 

Rejestracja: pt kwie 20, 2012 10:25 pm
Posty: 1
urodziłam dwójke dzieci i obie ciąże i porody to były minuty chwilowe skurcze wcale nie tak bolesne jak mi sie wydawało ze będą i wcale nie takie jak słyszałam z opowiadań. obie ciąże pare dni po terminie. z pierwsza ciążą troszkę panikowałam jak dostałam skurcze i za szybko poszłam do szpitala bo nudziłam sie cały dzien od godz. 9 do 19-tej bóle troszkę ostatnie trzy z pleców to były mocne o 19:30 wzięto mnie na ktg i stwierdzono że będę rodzic bo miałam rozwarcie na 7 i o 19:55 urodziłam córeczkę 2850kg i 56cm. druga ciąża bardzo podobnie i poród to samo pare minut i juz druga córka 3550kg i 56cm życzę każdej takiego porodu i takiej ciąży


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: pt cze 01, 2012 10:38 am 
1 żółta kartka
Awatar użytkownika

Rejestracja: wt paź 11, 2011 3:20 pm
Posty: 1509
Opowiem i ja moją historię porodową, nie będzie jednak śmiesznie :/

W poniedziałek w dzień terminu pojechałam do szpitala na ktg i lekarz zdecydował żeby mnie zostawić na obserwacji, dostałam próbę oxy ale nie pokazały się żadne skurcze. Poleżałam kilka dni w czwartek mnie puścili do domu. Później co dzień jeździłam do szpitala na ktg. w kolejnym tyg we wtorek lekarkę zaniepokoiły moje obrzęk nóg i zostawiła mnie znowu w szpitalu na obserwacji i znowu podali próbę oxy i znowu nic. W czwartek wieczorem 7 dni po terminie zdecydowano że nie można już dłużej czekać i podali mi dopochwowo jakiś środek który miał wywołać skurcze i skrócić szyjkę. Było to bardzo bolesne. Dwoma wziernikami otworzono mnie i bardzo głęboko wstrzyknięto ten środek po czym przez godzinę musiałam leżeć na płasko. Bóle były, jakieś delikatne skurcze sie pokazały ale niestety nic dalej się nie rozwinęło więc w piątek rano miałam już jechac na wywołanie na porodówkę. W piątek rano już o 7 podłączono mi całą króplówkę oxy i podłączono pod ktg skurczy nie było więc miałam chodzić i tak w kółkó, trochę chodzenia trochę ktg. Bolało, bardzo bolało ale skurczy nie było. Po 9 przyszedł lekarz i powiedział że jeśli do 11 nic się nie ruszy to będzie cesarka. Byłam przerażona i modliłam sie by coś zaczęło się dziać. Niestety nadal nic. Po 11 odeszły mi wody - zielone! Gdy lekarz to zobaczył zbadała mnie (co było bardzo bolesne) i stwierdził że szyjka wysoko, ściśnięta nie ma na co czekać jedziemy na blok operacyjny. Zaczęłam płakać bo bałam się cc. Maż mnie uspokajał ale niestety nie mógł być ze mną na sali operacyjnej. Musiałam się rozebrać do rosołu, anestezjolog podał mi znieczulenie w kręgosłup. Znieczuliło mnie od szyji w dół. Wszystko było dobrze ale bylam bardzo zdenerwowana. Wszystko szybko się działo jeden lekarz drugi lekarz, rozcięli mnie a ja wszystko widziałam w lampie sufitowej choć starałam się nie patrzeć. Tuż przed wyjęciem małej zaczęły sie problemy z oddychaniem, miałam wrażenie że sie duszę. Zaczęłam z paniką mówić anestezjologowi że nie mogę oddychać, ten zaczął mnie uspokajać ale z każdym oddechem było coraz gorzej, łapałam powietrze jak ryba. Miałam wrażenie że umieram, byłam pewna że zaraz sie uduszę to było okropne. A łzy jeszcze bardziej pogorszyły sprawę, chciałam żeby mąż był ze mną. Lekarz cos mi podał do króplówki ale mało to pomogło i krzyknął do pielęgniarki żeby podała zestaw do intubacji gdy to usłyszałam starałam się uspokoić i wyrównać oddech bo wiem jak intubacja boli, miałam to przy poprzedniej operacji. W końcu się uspokoiłam i wtedy usłyszałam płacz mojej córki. Pielęgniarka mi ją pokazała i zabrała by umyć, zbadać itd a mnie w tym czasie zszywano. Uspokoiłam się ale nadal ciężko mi było oddychać. Anestezjolog cały czas mówił do mnie ciepłym spokojnym głosem i chyba tylko dzięki niemu wziełam się jakoś w garść. Po chwili znowu pokazano mi córkę, pielęgniarka przybliżyła ja na tyle że byłam w stanie dac jej buziaczka i pierwszy raz ją dotknąć. Gdy zabierano mnie na salę usłyszałam jak anestezjolog mówił żeby mnie obserwowali cały czas bo źle zareagowałam na znieczulenie i wyglądałam tak jakbym była po znieczuleniu ogólnym a nie miejscowym. Cesarkę miałam ok 12 w południe, dwa kolejne dni to była istna męczarnia, wszystko mnie bolało, żeby obrócić się z boku na bok potrzebowałam 10 min. Córka cały czas była ze mną. Co prawda mogłam poprosić położną by się nią zajeła ale nie byłam w stanie się z nią rozstać. Nie wiem jak dałam radę się nią zajmować przez te pierwsze godziny. Płakałam z bólu, płakałam z bezsilności, bezradności. Gdy położna pierwszy raz przystawiła mi ją do piersi (ja nie byłam w stanie sama tego zrobić bo tak bolało mnie wszystko) miałam takie skurcze macicy że rękoma trzymałam się za poręcz łóżka a w zębach miałam róg poduszki i krzyczałam z bólu. Bolało tak bardzo że nawet środki przeciwbólowe na których byłam po cesarce nie pomogły. Ta cesarka byłam najgorszą rzeczą jaka mnie spotkała. Może mój organizm tak źle zareagował, może inne kobiety wolą cesarke bo szybciej bo łatwiej. Dla mnie była to katorga. Z bólu płakałam kilka dni, nie mogłam chodzić, nie mogłam dziecka na ręce wziąść.
Cieszę się że mam to już za sobą i moja Liliana jest piękna i zdrowa. Dopiero kilka dni po cesarce byłam w stanie cieszyć się macierzyństwem i córką!
Ale nigdy więcej nie chcę przeżywać tego koszmaru jakim jest cesarka.


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: pt cze 01, 2012 1:47 pm 
Awatar użytkownika

Rejestracja: pt gru 09, 2011 1:50 am
Posty: 271
Lokalizacja: UK Luton
Musze przyznac ze super sie czyta wasze opowiadania z porodow. Na prawde dodało mi to otuchy :)

Ja jestem dzień po terminie wiec czekam az lada moment mnie wezmą skurcze. Siedze jak na bombie, ale dzieki waszym relacjomz robilo mi sie troche razniej :)

Bede miala porod rodzinny wiec moze bedzie mi razniej, mam nadzieje.

Jak juz urodze to takze podziele sie swoimi wrazeniami z wami :D :oops:

_________________
Obrazek


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 

 Tytuł:
Post: pt cze 01, 2012 3:31 pm 
1 żółta kartka
Awatar użytkownika

Rejestracja: wt paź 11, 2011 3:20 pm
Posty: 1509
Też miałam mieć poród rodzinny, mąż był ze mną cały czas na porodówce.
Dodawał otuchy. Ale na salę operacyjną go już nie wpuścili a ja naprawdę go tam potrzebowałam. W tylu krajach osoby towarzyszące mogą być obecne przy cesarce a w Polsce nie :( i czemu?
Immolation nie nastawiaj się, nie planuj bo nigdy nie wiadomo jak się skończy.
Życze by poszło szybko i sprawnie :)


Na górę
Offline Wyświetl profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 280 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 9, 10, 11, 12, 13, 14  Następna

Forum ciąża

» Zdrowie Kobiety » Poród

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 7 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Szukaj:
Przejdź do:  
Antykoncepcja - Bezpłodność - Planowanie ciąży - Objawy ciąży - Test ciążowy - Ciąża - Ciąża bliźniacza - Termin porodu - Objawy porodu - Poród - Laktacja - Niemowlę - Karmienie niemowląt - Macierzyństwo - Psychologia - Przepisy kulinarne - Uroda

Jeżeli podoba Ci się nasz serwis, poleć go innym. Wklej nasz button lub link na swojej stronie

Forum ciąża


Friends Pliki cookies